#cqhz0
Któregoś dnia, gdy wstałem bardzo późno, postanowiłem po drodze zajechać do drive-thru po śniadanie, bo na zrobienie śniadania w domu nie miałem czasu. Wzięcie dużej kawy i kanapki okazało się być DUŻYM błędem, bo już po jakiejś godzinie zaczęło mnie niesamowicie cisnąć. Zaczęła się panika, że nie wytrzymam do końca dniówki i gruba rozkmina, jak sobie ulżyć. Mam to! Zamknę po prostu na chwilę sklep i może nic się nie stanie, żeby sobie ktoś nie pomyślał, że faktycznie zamknięte, to przykleiłem kartkę „Zaraz wracam”. Po wszystkim z dużą ulgą otworzyłem sklep, martwiąc się, że w te parę minut spławiłem sporo potencjalnych klientów.
Minęło parę godzin, przewinęło się tylko parę osób, które zawsze coś w ten dzień kupują, ale nikogo poza tym... Myślę sobie, że niedziela, wakacje, może wszyscy na wczasach. I tak, trochę przejmując się tą sytuacją, dotrwałem do zamknięcia. Tego dnia pobiłem chyba rekord na najniższy utarg i w myślach zgoniłem wszystko na ostatni weekend wakacji.
Jakież było moje zdziwienie, gdy na następny dzień, zbliżając się do drzwi sklepu, zobaczyłem na drzwiach dużą kartkę z napisem: „ZARAZ WRACAM”...
Ciesz się że właściciel sklepu Cie nie przyciął ;)
Dziwne. W Polsce nawet jak będzie wisiała informacja "zamknięte/zaraz wracam", to i tak przynajmniej część potencjalnych klientów pociągnęła by za klamkę.
Nawet przed godziną otwarcia.
A pracowałem kiedyś w handlu.
W bibliotece to samo, a bawi tym bardziej, że ponoć przychodzą tam ludzie, którzy czytają.
ZARAZ WRACAM bez podania dodatkowych informacji to jest najbardziej debilne co można napisać bo przecież klient nie wie o której kartka została powieszona. Wybaczyć można tylko w sytuacji kiedy ktoś czuje że za chwilę będzie miał wszystko w spodniach. A sama historia? Gdyby ktoś przechodził dwa razy , a przez tyle czasu pewnie tak było , pewnie by powiadomił właściciela że coś się stało albo nawet zadzwonił na policję. Bo w ten sposób mógł zostać zamaskowany napad.