#cnoIh

Całe życie byłam nieśmiałym, zamkniętym w sobie dzieckiem. W domu się nie przelewało, dlatego też zawsze trzymałam się na uboczu. Byłam również łatwym kozłem ofiarnym przez cały okres edukacji, wiecie, jak to jest – brzydka, gruba, biedna, wieśniaczka. Aż do momentu, w którym jako już pełnoletnia osoba znalazłam pracę jako tancerka w night-clubie. Nie wiedziałam za bardzo, o co w tym wszystkim chodzi, ale zaryzykowałam i poszłam. I to była najlepsza decyzja w moim dorosłym życiu, w końcu poczułam się doceniona, ważna i wyjątkowa. Klienci mnie uwielbiali, dziewczyny z pracy były miłe, szefostwo również, no i wiadomo, w końcu miałam pieniądze – coś, o czym wcześniej mogłam tylko pomarzyć. W końcu stać mnie było na wyjście ze znajomymi na kawę, pizzę czy do kina. Zaakceptowałam również swój wygląd i nabrałam pewności siebie. Niestety w domu zaczęli coś podejrzewać, wmawiać, że praca tancerki to wstyd i zrezygnowałam. 
Na tym wyznanie mogłoby się skończyć, ale od zawsze marzyłam, żeby być „kimś”, ale nie miałam na siebie pomysłu. Po szkole chciałam postawić na swój rozwój, a potem iść na studia. Niestety rodzice kazali mi się wyprowadzić z domu. Byłam zagubiona, bez pieniędzy, bez perspektyw.
Udało mi się skończyć studia (kierunek – typowe bezrobocie, niestety ciężko było pogodzić pracę i utrzymanie się samej z nauką na wymagającym kierunku, więc skończyłam łatwy kierunek bez perspektyw), mieszkam sama, mam beznadziejnego faceta, który mnie nie szanuje i nie stać mnie na nic. Kiedy wchodzę na profile dawnych koleżanek z pracy, łapie mnie to ukłucie zazdrości. Dzięki pracy w klubie miały pieniądze na rozwój i niektóre teraz mają świetne zawody, podróżują po świecie, mają dobre auta, nie narzekają na poziom życia. A ja nie mam nic, nie stać mnie nawet na weekendowy wyjazd za miasto.

Bardzo żałuję, że wtedy zrezygnowałam, bo teraz mogłabym być spełnioną kobietą po studiach, stać by mnie było na kursy doszkalające itp., miałabym pieniądze na dobry start w życiu. Teraz już czuję, że za późno na zmiany i tkwię w takiej beznadziei.
NAUS Odpowiedz

Czyli z jednej strony byłaś nieśmiałym, zamkniętym w sobie dzieckiem, które przeszło drogę upokorzeń, odrzucenia, mając za towarzysza jedynie niską samoocenę wynikającą z reakcji otoczenia oraz własnej fizyczności, a z drugiej pewnego dnia wstałaś i poszłaś wywijać dupą przed obcymi ludźmi w klubie nocnym, najpewniej w skąpym stroju?

Wątpię, żeby to wyznanie było prawdziwe, jeśli jakimś cudem jest, to skoro posiadasz takie niespotykane wręcz zdolności walki z przeciwnościami losu i własnymi ograniczeniami, dasz sobie radę, niezależnie od tego jak wielka jest ta beznadzieja, w której teraz tkwisz.

worm Odpowiedz

słaby bait.

idaho Odpowiedz

będąc "brzydką i grubą" dostałaś pracę w klubie?

wyzwolonaa Odpowiedz

Nie jest za późno, tancerką możesz zostać w każdym wieku. Z autopsji: mój były zdradził mnie z pole dancerką, która miała... 70 lat. Więc wciąż możesz spełnić marzenia

Wolnaaa Odpowiedz

Zdolnosc milowania, siebie I innych. A reszta jest niewazna :) zwlaszcza kasa

Dodaj anonimowe wyznanie