#cXgL8

Niecałe trzy tygodnie temu zmarła moja babcia, która była dla mnie jak druga matka. To był wielki szok i ból dla mojej rodziny, bo babcia była zdrowa jak ryba i nic nie wskazywało na przedwczesną śmierć. Od tamtego dnia cierpię na bezsenność i muszę łykać jedną tabletkę dziennie, aby zmrużyć choć na chwilę oczy.

Ostatnio w szkole byłam w połowie przytomna, ponieważ wzięłam tabletkę zbyt późno i nadal działała. Pomyślałam, że pójdę do pani pedagog, powiem, co i jak i zapytam, czy pozwoli mi odczekać czas na działanie tabletek, żebym przypadkiem nie zasnęła na lekcji. Pożałowałam tego prawie od razu. W środku musiałam opowiadać wszystko co i jak, ze szczegółami. Pominę fakt, że przerywano mi w połowie zdania, aby dodać monolog, który nie pasował do mojej sytuacji i brzmiał jak cytat z „mondrej” książki. W skrócie, ja o zupie, a ona o d*pie. W połowie rozmowy do pokoju przyszła wicedyrektorka i widząc mnie, zapytała, co się stało. I w tym momencie mój wk*rw osiągnął apogeum.
Moja wersja powiedziana pedagogowi: „Niedawno zmarła mi babcia i muszę brać nasenne, aby móc spokojnie spać, ale biorę tylko JEDNĄ na noc. Jednak dalej działa i nie chciałabym ZASNĄĆ na lekcji”.
Jej wersja powiedziana wicedyrektorce: „A bo dziewczynce zmarła babcia i wzięła GARŚĆ tabletek nasennych i BOI SIĘ, że ZEMDLEJE”.
No normalnie myślałam, że oszaleję. Od razu zaczęłam tłumaczyć, że to, co mówi pedagog to fałsz i żeby nie przekręcała moich słów. Jak szybko się pojawiłam, tak szybko pożegnałam się i wyszłam. Oczywiście o sytuacji powiedziałam mamie oraz dyrektorowi, który na początku nie mógł uwierzyć, że to prawda.

Jutro idę porozmawiać ponownie z tą panią pedagog, aby zakończyć sprawę – i nigdy więcej nie postawię nogi u żadnego pedagoga szkolnego. Wytłumaczcie mi, jak można tak chamsko przekręcać słowa ucznia na jego niekorzyść? Bo ja tego nie rozumiem...
3210 Odpowiedz

Szkolni pedagodzy to porażka. Współczuję.

Torototo Odpowiedz

Mam w rodzinie dziecko ze spektrum autyzmu, 9 lat. Zestresowało się, bo nie znalazło klasy gdzie ma lekcje, zadzwoniło do mamy, by dopytać. Bało się wejść w trakcie lekcji i reakcji nauczyciela za spóźnienie. Mama dziecka poradziła, żeby zapukać, grzecznie przeprosić i wytłumaczyć co się stało, a na pewno będzie wszystko dobrze. Dziecko już zachęcone i spokojne weszło do klasy, zrobiło tak jak mama powiedziała, a nauczycielka z pretensją zapytała czy jest normalne (!) i zaczęła naskakiwać. Mama dziecka zgłosiła sytuację dyrektorowi, a ten ją zbył.
Nie wiem o co chodzi że szkołami ale takie nienormalne sytuacje często się zdarzają, w różnych szkołach, to nie był odosobniony przypadek..
Współczuję Ci, szkołę trzeba jakoś przetrwać. Jeśli masz jakąś naprawdę dobrą i serdeczną koleżankę w klasie poproś ją, by miała na Ciebie oko w takich sytuacjach. Zaśniesz, to zaśniesz, niech Cię szturchnie. Albo powiedz co ewentualnie ma zrobić w takiej sytuacji. Jeśli będziesz potrzebowała porozmawiać z dorosłym w szkole, spróbuj wyczuć nauczyciela, który ma najwięcej empatii i tam spróbuj.
Dorosłym też zdarzają się takie sytuacje, kiepskie dni i nieraz muszą do pracy przychodzić. Brak skupienia albo kombinowanie jak się tu przebimbać byle do końca pracy. Zdarza się zrobić wtedy jakiś błąd w pracy, zdarza się źle odezwać. Po potknięciach przechodzimy do porządku dziennego. Jesteśmy ludźmi, nie robotami.
Jeszcze nie raz doświadczysz takich głupich zachowań, nie wiem czy jest sens wnikać po co niektórzy tak robią.

Dodaj anonimowe wyznanie