Gdy studiowałem pedagogikę, pewna pani prowadząca zajęcia wiele razy mówiła o metodzie na tzw. „kalendarzyk”. Według niej każda inna metoda jest zawodna i bez sensu. Nawet prezerwatywy. Za przykład podawała siebie, że stosuje tę metodę od kilku miesięcy i może potwierdzić, że działa w 100%, szczególnie jeśli kobieta zna swoje ciało.
Po niedługim czasie dowiedzieliśmy się, że owa prowadząca jest na zwolnieniu z powodu ciąży.
Ta... Stuprocentowa metoda.
Dodaj anonimowe wyznanie
Nauczycielka biologii, która w gimnazjum uczyła mnie również WDŻ również zachwalała kalendarzyk. Główna różnica jest taka, że zachwalała go jako metodę planowania ciąży, a nie zabezpieczenia przed nią.
Twórcy tej metody też twierdzili, że jest bardzo skuteczna, a mieli 8 dzieci. Najlepsza metoda antykoncepcji jak do tej pory to celibat
Celibat - z łaciny - caelebs = bez żony. To pomaga ale nie w stu procentach.
A dlaczego nie w stu procentach? Bez współżycia nie będzie przecież dzieci.
Maryi nie pomogło
Livarot ale potocznie przez celibat rozumie się brak seksu. Co do samego kalendarzyka, to w Polsce był popularny za PRL, a wszyscy wiedzą, że wtedy przyrost naturalny był wysoki, taka to skuteczność. Nie ma w zasadzie to racji bytu jako antykoncepcja, może służyć do obserwacji własnego zdrowia przez kobietę, czy przewidywania okresu. U kobiet owulacja może tak naprawdę wystąpić "kiedy zechce", bo jest wiele czynników które mają na to wpływ, m.in choroby, dieta, brak snu, stres, czy nawer odbycie stosunku seksualnego.
Może był duży przyrost, bo ludzie chcieli mieć dzieci? To naprawdę nie jest takie uciążliwe mieć dzieci, a człowiek nie czuje się samotny na starość i nie musi szukać pomocy u obcych osób. Trzeba skończyć z wmawianiem sobie, że lepiej jest mieć psa niż dzieci...
Notaka, a może po prostu przestańmy wmawiać, że każdy musi mieć dzieci? Posiadanie dzieci nie gwarantuje, że nie będzie się samotnym na starość i dzieci nie mają obowiązku opiekować się rodzicami na starość. Jak ktoś robi sobie dzieci tylko po to, żeby opiekowały się nim na starość, to nie powinien mieć dzieci. Czasami dom opieki jest nawet lepszy, bo tam starsi ludzie mają profesjonalną opiekę (przynajmniej powinni mieć, bo wiadomo że takie domy są różne i różni ludzie tam pracują) i nie zagrażają sobie ani innym, bo osoba z demencją może zagrażać sobie lub innym. W domu opieki mają opiekę 24h/dobę, a w domu z dziecmi niekoniecznie, bo przecież dorosłe dzieci pracują, mogą mieć też swoje dzieci, którymi muszą się zajmować, więc nie mogą cały czas zajmować się starszymi rodzicami. Można zatrudnić pielęgniarkę, ale to też by była obca osoba. Można odwiedzać rodziców w domu opieki, więc to nie porzucenie. A jeśli kogoś dzieci w domu opieki nie odwiedzają, to zastanowiłabym się jakim był rodzicem, że jego dzieci uznały, że będą mu opłacały pobyt w domu opieki (a niektórzy rodzice nawet na to nie zasłużyli), ale nie chcą mieć z nimi kontaktu? Ja zawsze jestem ostrożna we współczuciu starszym ludziom, z którymi dzieci się nie kontaktują. Jedno dziecko czy nawet dwoje może faktycznie się po prostu nie udać i wypiąć się na rodziców mimo wychowania w szacunku i miłości, ale jeśli ktoś ma całą gromadkę dzieci i one wszystkie się odcięły to jest coś. Jedni wolą mieć psa (albo kota) i inni dziecko, a jeszcze inni jedno i drugie. I każdy ma do tego prawo. Co do przyrostu naturalnego w PRL, to pamiętajmy jakie to czasy były. Najpierw skończyła się II wojna światowa i ludzie mogli bezpieczniej zakładać rodziny, bo nie były ryzyka śmierci w bombardowaniu i też to, że umieralność noworodków była większa (choć teraz w Polsce znowu się zwiększa, ciekawe dlaczego...) i dlatego ludzie decydowali się na więcej dzieci. Zwłaszcza na wsiach, bo tam dzieci były tanią siłą roboczą do pracy.
*coś nie tak
*, inni dziecko
*bombardowaniu, na froncie, jakkolwiek można było umrzeć w czasach wojny, i też
@Notaka
"To naprawdę nie jest takie uciążliwe mieć dzieci"
Ile Ty masz dzieci?
Notaka wszystko jest świetnie, jak dzieci są zdrowe i bezproblemowe. Mnie się trafiło owszem zdrowe, ale z problemami. I już tak kolorowo nie jest, nie powiem, że takie rodzicielstwo jest uciążliwe (chociaż… czasem bywa), ale często jest ciężko, jest zwątpienie, są łzy bezsilności. I zapewniam, że na kolejne dzieci już się nie zdecyduję, bo już więcej nie udźwignę.
@Kukis
"Po prostu Polacy źle rozumieją to słowo"
Spoko. Słownik Języka Polskiego (PWN) myśli za nich.
"Celibat
1. bezżenność duchownych w niektórych religiach
2. wstrzemięźliwość płciowa"
Ja stosuje od 6 lat i u mnie się sprawdza. Mam 1 dziecko, które było planowane. Nie twierdzę, że metoda jest stuprocentowa, ale jakbym zaszła w ciążę to bym się ucieszyła.
A wiesz, że to dziecko mogło być planowane?
Może zmieniła zdanie i stosowała kalendarzyk w celu zajścia, a nie uniknięcia ciąży.
U nas jedna pani myślała że kalendarzyk polega na napisaniu daty na penisie. Też zaszła w ciążę.
Terminu przydatności?