#c4hZz
Akcja działa się z 10 lat temu w liceum. Mieliśmy lekcję języka obcego, gdzie pod koniec nauczyciel nas poinformował, że w następnym tygodniu piszemy sprawdzian. My, wiedząc, że wtedy będziemy mieli jeszcze z 2 czy 3 inne klasówki tamtego dnia, poprosiliśmy pana o przełożenie sprawdzianu na za dwa tygodnie. Początkowo się ociągał, ale w końcu przystał na naszą prośbę. Tydzień później sytuacja się powtórzyła, co spowodowało, że termin sprawdzianu ponownie został odroczony.
W końcu nadszedł ten dzień. Pan triumfalnie staje w drzwiach sali i mówi: „No, to dzisiaj w końcu piszemy ten sprawdzian!”, na co jeden z uczniów (klasowy łobuz, ale wtedy się przydał) stwierdził: „Ale przecież pisaliśmy sprawdzian tydzień temu!”. Na twarzy nauczyciela pojawiła się konsternacja, a inni zaczęli popierać ucznia: „tak, tak, to prawda”. Pan spojrzał się na mnie i spytał, czy to prawda. Można tak powiedzieć, że za czasów liceum byłam taką „kujonką” ze wzorowym zachowaniem i brzydzącą się kłamstwem, więc według nauczyciela powinnam wsypać kolegów, gdyby ci mówili nieprawdę. Ja jednak dołączyłam się do „gry” i potwierdziłam słowa kolegi, jednocześnie wymieniając co „było” na tym sprawdzianie (z góry określony i znany wcześniej materiał z książki).
Pan, słysząc moje słowa, uwierzył mi i z wrażenia aż usiadł, bo kompletnie nie przypominał sobie faktu jakoby robił nam ten sprawdzian. Na domiar złego uczeń, który to wszystko zapoczątkował, stwierdził: „No, my myśleliśmy, że dzisiaj nam pan poda nasze wyniki”. Nauczyciel obiecał nam, że sprawdzi w domu i z pewnością za tydzień przyniesie nasze prace.
Minęło 7 dni. Pan, który jeszcze tydzień temu miał triumf w głosie, tym razem stanął na progu z nietęgą miną i trochę jakby spocony. Na nasze pytające spojrzenia odpowiedział, że próbował szukać wszędzie naszych sprawdzianów, ale nigdzie ich nie mógł znaleźć. Przyniósł więc ze sobą całą teczkę ze wszystkimi pracami, postawił ją na stole przede mną i przed koleżanką z poleceniem, abyśmy my je znalazły. Usiłując nie patrzeć się na siebie wzajemnie, dusiłyśmy w sobie wybuch śmiechu (fałszywy krok mógłby zdradzić nasze kłamstwo :) Spędziłyśmy przy tym całe zajęcia, jak się domyślacie – nie znajdując naszych sprawdzianów-widmo.
Nauczyciel za każdym razem mocno się denerwował, gdy musiał prowadzić nasze zajęcia, ponieważ przez kolejne 2-3 tygodnie ciągle dopytywaliśmy się o nasze oceny. Ostatecznie wpisał każdemu z nas maksymalną liczbę punktów (w szkole była zasada, że jeśli nauczyciel zgubi prace uczniów, to daje im najwyższą ocenę), w ten sposób kończąc swoją małą gehennę.
On do dzisiaj nie wie, jaki numer mu wtedy wykręciliśmy. A wśród uczniów śmiechom nie było końca :)
U nas jakoś prędzej zawsze była zasada, że jak z niewiadomych przyczyn sprawdzian się zagubił to można było prędzej dostać jeden ewentualnie pisać jeszcze raz. :O
Aczkolwiek aż mi już się trochę żal zaczęło go robić.
Mi też. Biedny musiał się stresować
u nas predzej napisaloby sie sprawdzan drugi raz :(
Trzeba tak kiedyś spróbować :D
Swoją drogą, fajnie byłoby go kiedyś odwiedzić z wielką czekoladą i się przyznać do tego. Może pamięta - chciałabym zobaczyć jego minę :D
Może by krzyknął: Wiedziałem! :D
To byloby dobre :-) ale nie sądzę, by krzyknął ,,wiedziałem" :-P
Ewentualnie dorwałby jakoś wszystkich uczniów i kazał pisać na nowo XD
Po 10 latach?! 😄
Ciekawe co by powiedział.
@anoanonim Zawsze jest dobra pora na sprawdzian :)
Tylko niekoniecznie według uczniów.
Breaking Benjamin! :A: Uwielbiam ich
Żal mi waszego nauczyciela, musiał się pewnie tak denerwować :<
Mega nick :D
Danke :*
W mojej skromnej opinii, Megadeth > Metallica :P
Hadrian cicho bądź xD
Potwierdzam, super jest :D
Bo się zarumienie :D
Metallica, BreakingBenjamin - dobre nicki :D 👍👍
@shiro się rozumie.. 😏
U nas w szkole zrobili podobnie, a mianowicie od razu wypalili (w dzień, w który mieli pisać sprawdzian) czy oceniła pani nasze sprawdziany, pani na początku lekko zmieszana mówi, że tak, ale zostawiła w domu i poda oceny na następną lekcje. No i tak zdobyli darmowe piątki i czwórki 😂👌
Dlaczego niektórzy dostali 5 a inni 4?
@EarthQ tak zrobiła, bo same piątki pewnie wyglądałyby podejrzanie, a ona pewnie próbowała udawać, że prace ma. Jakby uczniowie się kłócili to by wyszło szydło z worka, że sprawdzianu nie pisali i oszukali nauczycielkę. W sumie niezamierzona zbrodnia doskonała.
Jako ciekawostkę dodam że na moich studiach ściga się profesorów którzy dają same piątki bo ktoś wyliczył że przeciętnie w każdej grupie powinny być zróżnicowane oceny, jak są same dobre lub same złe to znaczy, że jest coś nie tak.
Ja w gimnazjum miałam tak nieogarniętego nauczyciela, że połowa naszych sprawdzianów nie doszła do skutku. Działo się podobnie jak w opowiadaniu autorki.. :D
Jednak... nic z tego przedmiotu nie wyniosłam, bo nigdy nie czułam się w potrzebie, żeby się na cokolwiek uczyć.. czy to sprawdzian, czy to kartkówka.
Żałuję, ale no.. było fajnie 😂
W 3 liceum zmienił nam się nauczyciel od polskiego, tez był taki nieogarniety. Na sprawdziany nikt się nie uczył bo jak był termin sprawdzianu to było tylko "piszemy za tydzień" albo wcale tego nie robiliśmy. W ostateczności pisal go kto chciał. Niby fajnie, ale z drugiej strony do matury nas prawie nie przygotował, bo to czasu nie było, a to znowu cos. To znaczy testy jako tako robił gorzej z ustnymi których w ogole nie przerobilismy. Także fajnie jest mieć takiego nauczyciela ale nie w klasie maturalnej:/
Przypomniało mi się jeszcze jak na lekcji historii nauczyciel zrobił kartkówke, koleżanka nic nie umiała to wiadomo miała pusta kartkę. Nauczyciel gdy zbierał kartki to robił to tak chaotycznie, nie chodził rzędami tylko kto napisał to podchodził i brał, koleżanka nie oddala, a nauczyciel tez nie przeliczyl czy ilość się zgadza, wiec się jej upieklo. Kilka dni później pan oddaje a koleżanka pyta się, gdzie jej kartka, pan zakłopotany no bo jak to? Po wymianie kilkunastu zdań pan uznał ze na pewno ją ma tylko się gdzieś schowała, ale odda na pewno! Lekcje później pan oświadcza z dumą ze tak kartka się znalazła, było kilka błędów, ale 4 jest 😂
Hahah dobre 😂 dobrze że nie wsypalas znajomych bo byłby przypał
My z kumplem w technikum wkręciliśmy nauczycielkę od geografii, że oddaliśmy nasze projekty, a kłamstwo podsycaliśmy pytaniami co lekcje czy juz je oceniła i jak się podobają:p ostatecznie ja dostałem 4 za pewne niedociągnięcia, a kolegę 5 xD
My mieliśmy takiego "rozgarniętego" nauczyciela, że przez miesiąc, dwa potrafiło go po prostu NIE BYĆ (nie wiadomo czemu, nie słyszałam żeby chorował), a wrócił, gdy miał zrobić sprawdzian. Na szczęście został wywalony za jeszcze inne świństwa.
Moja klasa wkręca tak nauczycieli co chwila xDD