#byMHB
Mój wieloletni chłopak o tym wie i razem udajemy, że nie mieszkamy razem, itp. Co nie jest takie trudne, gdyż mieszkamy w innym mieście niż ona. Kiedyś jednak przed naszym wspólnym wakacyjnym wyjazdem stwierdziłam, że skoro i tak będziemy przejeżdżać w okolicach mojego rodzinnego domu, to wpadniemy z odwiedzinami. Nie przewidziałam jednak wszystkiego.
Na miejscu, w przypływie entuzjazmu wygadałam się, że zmierzamy na tygodniowe wakacje nad morze. Ona od razu obrzuciła nas skrajnie oburzonym spojrzeniem, a ja momentalnie zrozumiałam, co nas czeka. Tak właśnie, żenująca rozmowa na temat "szacunku" i "czystości" w związku niesakramentalnym. Powoli, aby nie zaostrzać i tak już złej sytuacji postanowiliśmy po prostu pożegnać się i ruszyć w dalszą trasę. Ona jednak widząc, że nie uchroni nas od "zgorszenia", zaczęła trącać znudzonego całą sytuacją ojca, który notabene też jest wierzący, ale nigdy nie wpychałby na siłę komuś swoich poglądów.
Dialog wywiązał się mniej więcej taki:
Mama: "No zrób coś, odezwij się! To twoja córka! Daj im jakąś wskazówkę jak żyć, co robić!".
Ojciec na to z uśmiechem: "Tylko dzieci nie róbcie tego na piasku na plaży, bo skrzypi pod tyłkiem i tak jest niehigienicznie!".
Tata jednocześnie wystawił w moim kierunku zwiniętą pięść, w geście "żółwika". Mój chłopak nie mógł się przestać śmiać przez całą podróż. A matka podobno walnęła focha z przytupem.
No i w tym wyznaniu idealnie widać kontrast między fanatykiem, a osobą, która wierzy i z tym faktem potrafi normalnie funkcjonować z ludźmi. Oczywiście pierwsze to matka a drugie to ojciec rzecz jasna, bo ludzie tutaj różnie, wszelakie treści pojmują xd
Przynajmniej tatę masz fajnego :D
Przecież na takich wakacjach nie trzeba koniecznie ze sobą sypiać, zwykły wyjazd. Mogliście spokojnie z tego wybrnąć. No z mieszkaniem już gorzej, ale tu?
Serio? Mieszkasz z kimś dłuższy czas, jedziesz na wspólny urlop i zamierzasz udawać celibat? Po co? Żeby fanatyczka poczuła się lepiej? Serio? Ja bym odpowiedziała, że wiem, a poza tym mrówki w dupkę włażą i kolana się obcierają :P
No ba. Ale skoro chce się jej kryć całe życie, to takie kłamstwo ws urlopu i tak niewiele zmienia.
Moja też mocno wierząca. Trzeba oswajać z bieżącą sytuacją i nie kłamać, a nie udawać nie wiadomo co. Owszem, na początku są groźby wyrzucenia z domu, płacze, histerie, chwilowy rozłam rodzinny, ale w końcu się przyzwyczai.
Serio chce Wam się udawać do końca życia przed nią? Tez się musi nauczyć, że dzieci są dorosłe, mają swoje życie i poglądy. Dobre jest też przedstawienie, że może być jeszcze gorzej, ja na przykład przez kilka dni wmawiałam jej, że przeszłam na pogaństwo i szykuję się na Dziady. Fakt, rzeczywiście uważam rodzimowierstwo i dawne zwyczaje za bardzo ciekawe, dlatego miałam sporo wiedzy by uwiarygodnić ewentualną konwersję. Ba, nawet namawiałam, by wybrała się ze mną, by poznała prawdziwą wiarę przodków, po jakimś czasie paniki powiedziałam jej, że tak to właśnie wygląda z drugiej strony, gdy ktoś za wszelką cenę próbuje narzucać swoje wartości.
Generalnie mam mniej więcej zupełny spokój od jakichś 2 lat, przetykany niespodziankowymi groźbami o ochrzczeniu dzieci cichaczem, co akurat mnie mocno bawi, bo moja mama prędzej zostanie psią babcią ;)