#IT6Ql

Pracowałem jako wolontariusz w domu spokojnej starości. Spytacie dlaczego? Pomaganie drugiemu człowiekowi uszczęśliwia mnie, szczególnie jeżeli jest to osoba opuszczona, bez żadnego kontaktu z światem zewnętrznym, "przypięta" do łóżka 22 godz. w ciągu doby.

Pana Czesia poznałem gdy jego "syn" o ile można tego osobnika nazwać oddał go do nas, dlatego że uwaga cytuję "pobieram się a ojciec stanowiłby tylko dodatkowe obciążenie". Myślę sobie "ty ch*ju, to twój rodzic, jak możesz tak robić" no ale nic, oczywiście przyjęliśmy staruszka. Szybko się z nim każdy można tak powiedzieć "zaprzyjaźnił". Ogółem bardzo sympatyczny i miły dla każdego pan, codziennie wypytywał o to kiedy wróci po niego jego synek. Serce dosłownie się krajało słysząc dzień w dzień to samo pytanie, po kilka razy dziennie. Jego stan bardzo się pogarszał z dnia na dzień, widać było jak bardzo cierpi lecz nie chciał sprawiać tym kłopotu nam, osobami które się nim opiekowały. Opowiedział mi to co jeszcze pamiętał ze swojego życia, pogrzeb żony, radość z pierwszego razu gdy zobaczył, jak on to określił "bardzo duży wnusiu, bardzo duży zbiornik wody" (czyt. morze). Bywało że zostawałem kilka godzin więcej, aby tylko doglądać jego stanu zdrowia, ponieważ lekarz dawał mu już tylko około miesiąca czasu, który mu pozostał.

Podczas jednego z porannych obchodów po piętrze zajrzałem do mojego "dziadka", aby sprawdzić co u niego, dał mi tylko źle zaklejony list i powiedział żebym go przeczytał za jakiś czas. Uśmiechnąłem się i powiedziałem, że zrobię to z największą przyjemnością. Stwierdził, że musi się przespać, bo dziś jest wyjątkowo zmęczony, wychodząc uśmiechnął się do mnie, odwrócił i zasnął. 

Dwie godziny później do naszej dyżurki zajrzała oddziałowa i powiedziała, że pan Czesio odszedł 15 minut temu. Wstałem pobiegłem zobaczyć do jego sali nr. 12 lecz tam już go nie było, rozpłakałem się jak małe dziecko. W rozmowie z lekarzem dowiedziałem się, że miał zaawansowanego raka płuc z przerzutami, lecz obowiązywała go tajemnica lekarska, a pacjent nie wyraził zgody na informowanie kogokolwiek.

Po powrocie do domu przypomniało mi się o liście, który niezwłocznie otworzyłem, było tam tylko napisane: "Dziękuję, że nie pozwoliłeś abym czuł się samotny, jestem Ci wdzięczny za wszystko i jestem pewien, że kiedyś jeszcze porozmawiamy, a mojemu synkowi przekaż, że bardzo go kocham i od zawsze był dla mnie wszystkim". Od tamtej chwili zmienił się mój cały światopogląd.

Spytacie co z tym synem? Na pogrzebie po prostu podszedłem ze łzami w oczach do niego i przekazałem to co miałem przekazać. Cały zbladł i wpadł w płacz i histerię. Przeżyłem to kilka miesięcy temu i od tamtej chwili nie ma dnia abym nie słyszał w głowie pytania "kiedy wróci po mnie mój synek"...
JuzObecna Odpowiedz

Łatwo jest oceniać ludzi, zwykła demencja potrafi sprawdzić że opieka nad kimś to praca 24 na dobę. A ludzie do tego muszą pracować, mają swoje rodziny. Plus dziadek mógł być nie za fajnym tatą, ale ty już wszystko wiesz i każdego oceniłeś.

Informer

Właśnie. Nie oceniaj ludzi jak nie znasz ich historii. Moja matka nic poza urodzeniem mnie w życiu mi nie dała. Jest najbardziej toksyczną osobą jaka znam. Zniszczyła naszą rodzinę. Gdybym mógł to bez mrugnięcia okiem bym ją wyrzucił na bruk i zapomniał o jej istnieniu.

Ekoniks Odpowiedz

Czasami, przez demencje lub chorobę, starzy ludzie zapominają, że to może być ich wina, że ich dzieci nie odwiedzają, bo byli słabymi rodzicami.

hyde989

To nie przez demencję, to wyparcie.

Emika528 Odpowiedz

Dużo ludzi oddaje tego typu osoby do ośrodków. Najczęściej jest tak, gdy taka osoba jest tak chora, że nic się już nie da z nią zrobić, stan wegetatywny tak zwany. Moja znajoma, która jest ślepa, oddała swoją ciotkę do ośrodka, ponieważ miała raka z przerzutami, schizofrenię, depresję itp itd darła się całe noce z bólu, ona nie mogła spać po nocach.

Xiancoy Odpowiedz

To, że to matka czy ojciec nie oznacza, że musimy ich całować po stopach i tracić własne życie na opiekę nad nimi JEŚLI byli dla nas źli.
Nie wiesz jak było. Może ten facet nigdy nie powiedział synowi, że go kocha, stąd taka histeryczna reakcja syna. Może dopiero na starość zrozumiał jaki był i już było za późno by to odkręcić, bo syn nie chciał mieć z nim nic wspólnego. Dziecko samo się na świat nie pcha i nie jest nic winne rodzicom.

Esza Odpowiedz

Pewnie są różne scenariusze, czasem rodzic nie zasługuje na uwagę, czasem jest zbyt obłożnie chory i rodzina nie ma warunków, ale czasem pewnie dzieci są po prostu egoistami. I tym ostatnim życzę aby do końca życia nie mogli spać po nocach.

KrowkaMaja Odpowiedz

A jak nie ma sie warunkow mieszkaniowych, bo rodzice tak sie spisali, ze byla kawalerka 27m2?

Dodaj anonimowe wyznanie