#bxxhb
Lekarz wyzywa cię od zapuszczonych grubasów, całą winę za prześladowania zwala na ciebie, szydzi kiedy się da. Nie wierzy w twoje problemy z potliwością i w to, że dbasz o siebie. Kiedy prosisz mamę, aby przyniosła na widzenie lakier, i wracasz na oddział z ładnymi paznokciami, lekarz przypisuje całą zasługę sobie, bo to dzięki jego terapii chcesz o siebie dbać. Masz ochotę pozbyć się tego, aby ten gnój przestał czuć dumę.
Ciągle grozi ci zgoleniem włosów i myciem siłą, bo za słabo o siebie dbasz. Mówi, że załatwi przeniesienie cię do domu dziecka, bo krzywdzisz rodzinę brakiem miłości. W końcu zabrania ci jakichkolwiek kontaktów z rodziną.
Terapia "działa", już masz myśli samobójcze. Nie jesz, nie myjesz się, w ogóle nie wychodzisz z łóżka. Pielęgniarki wyśmiewają twoje problemy. Nie chodzisz na spotkania, więc psychiatra przychodzi do ciebie, nie masz jak uciec przed jego szyderczym monologiem. Wmawia ci, że jesteś po prostu głupia i leniwa, a niejedzeniem chcesz schudnąć.
Wykorzystujesz nieuwagę pielęgniarki, kradniesz kartę i dzwonisz do mamy. Mówisz, co się tu dzieje, ale ona nie wierzy, psychiatra przecież ci pomaga. Wracasz do pokoju z płaczem i uświadamiasz sobie, że nikt cię nie uratuje.
Nie łykasz leków, które były źle dobrane, i następnego dnia idziesz umyta i ubrana na śniadanie. Walczysz, choć nie jest łatwo, na oddziale nie da rady o siebie dbać tak jak trzeba.
Udajesz, że jesteś zdrowa, choć gnijesz od środka. Każdy twój sukces lekarz przypisuje sobie, a twoja duma tak cierpi, że masz ochotę mu wygarnąć i wszystko zaprzepaścić. Udaje się, wychodzisz. Rodzice dziękują lekarzowi, dają mu prezent. Nie chcą cię słuchać, przecież wyzdrowiałaś.
Udajesz, że wszystko w porządku, bo nie chcesz tam wracać. Leków nie bierzesz, bo tylko pogarszają twój stan, są złe, ale nikt nie chce ci ich zmienić. Gdy chcesz płakać, zadajesz sobie ból, nie masz wyjścia, nikt nie może widzieć twojej słabości. Zaczynałaś jako dziewczynka, która chciała uciec przed wyzwiskami, a teraz jesteś wrakiem. Nie radzisz sobie, marzysz o śmierci, ale już nigdy nie będziesz szukać pomocy, nie wytrzymasz kolejnej "terapii". Najgorsze jest to, że jeszcze przez trzy lata musisz widywać się z człowiekiem, który cię zniszczył i patrzeć na jego dumę z tego co zrobił. Potem już ci wszystko jedno, oficjalnie gnijesz w łóżku z depresją, a rodzice już nie pomogą.
Minęło kilka lat, ale wysyp wyznań o psychiatrykach sprawił, że wspomnienia wróciły. Tego co mi zrobiono, nie da się naprawić. Nie róbcie tego nikomu.
Powiem szczerze że pod wpływem tych wyznań trafienie do psychiatryka przesunęło się na szczyt listy rzeczy, których się boję
Trzymaj się, autorko!
Może Twoje obawy trochę załagodzi fakt, że ja w szpitalu psychiatrycznym spotkałam troskliwych lekarzy, którzy pomogli mi w problemach w domu, i zapewne uratowali mi życie. Bolą mnie takie wyznania, bo nie wszędzie jest taka patologia (a wręcz jestem przekonana że są to wyjątki).
Wiem, że to tylko internet i historie często bywają zmyślone lub ubarwione, ale takiego typu wyznania naprawdę łamią mi serce.
ja przeszłam podobne rzeczy tylko ja mam 18 lat i wydaje mi się ze w jej wieku będę na podobnym poziomie psychicznym
A jednak hikikomori miała racje. Ostatnio pisała, że po takiej wizycie w psychiatryku ludzie tak bardzo nie chcą tam wrócić, że ich proby samobojcze są znacznie bardziej skuteczne. Po tym wyznaniu rozumiem dlaczego.
Bardzo Ci współczuję. Niesłusznie trafiłaś do miejsca, które miało Ci pomóc, a zniszczyło całkowicie. Ja miałam to szczęście, że rodzice zawsze mnie słuchali, wierzyli i traktowali na równi. Owszem, nawalili po całości w innych kwestiach, ale to akurat im się udało, dlatego też ciężko jest mi wyobrazić sobie Twoje relacje z rodzicami. Myślę jednak, że teraz, gdy jesteś już starsza, mogłabyś spróbować jeszcze raz wytłumaczyć im, co tak naprawdę miało miejsce w psychiatryku. Może się to nie udać, ale warto spróbować, być może dzięki temu zrozumieją Twoje teraźniejsze problemy. Zachęcam Cię też do przełamania się i poszukania profesjonalnej pomocy, na początek choćby psychologa czy terapeuty. Wiem, że będzie to bardzo trudne z powodu urazu i skrajnej niekompetencji (to mało powiedziane) psychiatry, ale spróbuj się przełamać, by sobie po prostu pomóc. Walcz o lepsze życie, proszę, nie pozwól, by tamto wydarzenie zniszczyło cię po całości i na zawsze.
Walcz ze sobą. Nie daj się nikomu, niech Twój świat będzie Twoim odzwierciedleniem Twoich prawdziwych marzeń, nie tych o samobójstwie a tych o godnym życiu. Nie poddawaj się presji, szukaj przyjaciół, szukaj pomocy tak długo aż do Ciebie dotrze. Współczuj swojemu psychiatrze, bo jest niedorajdą życiowym, który swoje kompleksy leczy gnębiąc innym.
Wszystko tak naprawdę zależy od szpitala, do jakiego się trafi. W jednym miejscu ludzie naprawdę zregenerują się psychicznie i dostaną należytą opiekę, ale są też miejsca, które wzywają o pomstę do nieba. Przykre, że właśnie część ludzi przebywa w tym drugim rodzaju szpitala. :/
Trzymaj sie. Wybierz innego lekarza, prawdziwego.
No cóż. Nawet jak staniecie na rzęsach rzucając te "podnoszące na duchu" teksty to jej i tak nic to nie da.
Historia wydaje się dość mocno ubarwiona. Używanie lakieru do paznokci w szpitalu psychiatrycznym na oddziale dziecięcym? Sadystyczny lekarz psychiatra?...Mamy XXI wiek. Tego typu wpisy nie są na miejscu, jedynie utrwalają negatywny stereotyp, przez co ludzi przeraża wizja pobytu w tego rodzaju szpitalu.
Zazwyczaj niestety nie jest to stereotyp. W szpitalach, w których miałam praktyki często był zakaz pilniczków, lakierów zarówno do włosów, jak i paznokci, kosmetyków w szkle. Lekarze mogą minąć się z powołaniem i nie mieć żadnych zdolności interpersonalnych. Takie sytuacje też się zdarzają.
Depresja jest okropna ale zobacz jak długo umiałaś udawać. W tamtej chwili byłaś silna bo mialaś cel, który osiągnęłaś. Może wcale nie potrzebujesz żadnych "lekarzy" ( chociaż tego pana raczej lekarzem bym nie nazwała) ale siebie samej? A leki czy dobrze czy źle dobrane nie zmienią Twojego myślenia tylko wręcz uzależnią i wciągną w diabelskie koło. Ja zawsze wierze w to, że osoby z depresją mogą sobie same pomóc, poprstu potrzebują celu i sensu, który każdy musi idywidualnie do siebie dopasować. W końcu każdy z nas jest jedynym władcą swojej głowy i myśli i tylko my możemy nimi rządzić. Autorko życzę Ci byś z tego wyszła i przesyłam anonimowego kopniaka na zachętę!