#D0LOd
Moja mama urabiała sobie ręce po pachy, by codziennie był w domu smaczny obiad. Gotuje wspaniale. Jej potrawy to jest mistrzostwo. Nigdy nie usłyszałam od ojca, że było dobre, pyszne, ba, nawet, że smakowało. Siada, zjada, obciera gębę i wstaje po piwo do lodówki.
Rocznica ślubu, walentynki?
Zapomnijcie. W zeszłym roku mama tak się postarała. Cały tydzień w porozumieniu z mamą nawijałyśmy z siostrą przy tacie niby mimochodem, że walentynki, że święto zakochanych...
Mama przeszła samą siebie. Kupiła balony w kształcie serc, zapachowe świeczki, ugotowała ulubioną potrawę taty, kupiła jego ulubione piwo...
Wszedł do domu jak gdyby nigdy nic... Rozejrzał się i rzucił tekst:
- A, no tak...Te je**ne walentynki... Nawet miałem ci kwiatka kupić, ale taka kolejka była w kwiaciarni, że mi się stać nie chciało...
Przepłakałyśmy z siostrą pół nocy. Mama pewnie nie. Przyzwyczaiła się do tego, że przypominamy tacie o jej urodzinach, imieninach i tym podobnych rocznicach. Mówi wtedy:
- Aaa... Urodziny masz? A to najlepszego...
I idzie do lodówki po swojego browara.
W tym roku z siostrą nie zdzierżyłyśmy.
Połowa naszych oszczędności zasiliła okoliczną kwiaciarnię.
Za to nasza kochana mama miała najpiękniejsze walentynki w życiu.
Kiedy wróciła z pracy, całe mieszkanie tonęło w czerwonych różach, a w pokoju powitał ją transparent: "KOCHAMY CIĘ, MAMO!".
Siedziała i wyła przez godzinę. A my razem z nią. Obaliłyśmy w międzyczasie dwie flaszki zajebiście drogiego wina.
Po czym tata wrócił z pracy, rozejrzał się i spytał:
- A co wy takie zaryczane? A, no tak. Walentynki, a wy obie chłopów nie macie... A obiad to jakiś jest?
Przysięgam... Kiedyś go otruję...
Najważniejsze, że macie siebie ;3
Co jak co, ale córki to waszej mamie wyszły ;D
Po co twojej matce taki knur? Znalazłaby sobie przyjemnego faceta, a nie stara się dla jakiegoś wieśniaka.
Osobiście też tego nie rozumiem, a jednak jest ogrom takich przypadków. Kobieta nie ma serca, by takiego zostawić. Wie, że bez niej zginie i zgnije. I jeszcze problemów narobi. I zapewne gra tu jakieś uczucie, choćby uzależnienie oraz żal. Mam w rodzinie taki przypadek. Ciocia jeszcze tyle jest „zaślepiona”, że na wujka złego słowa nie da powiedzieć, mimo że tyle jej w życiu napsuł i psuje nadal, i, mimo że tyle razy jej zwracaliśmy grzecznie uwagę, że daje się wykorzystywać, manipulować oraz ma, przez niego kolokwialnie mówiąc, przesrane. Ale ona nadal swoje. Ech.
Zamiast otwierać matce oczy i męczyć ją cały czas, żeby zostawiła tego wieśniaka (bo zapewne jest już do niego przywiązana i przyzwyczajona) to wy nic z tym nie robicie. Dlaczego? Naprawdę chcecie, żeby matka zmarnowała sobie resztę życia przy takim prostaku?
Zawsze taki był? Bo jeśli tak to czego nagle oczekujecie ? Że się zmieni i stanie się romantykiem? Niektórzy ludzie tacy są i skoro kobieta decyduje się na związek z takim to później niech nie płacze. Z tym że nie docenia swojej żony jest rzeczywiście bardzo słabo bo miło jest usłyszeć ale uwierz mi że jeśli chodzi o różnego rodzaju rocznice to niektórzy ludzie po prostu o tym nie pamiętają. A są też i tacy co uważają że to dzień jak każdy inny. Nie ma co dramatyzować. Ważniejsze od kwiatów na walentynki jest aby móc na drugiej osobie polegać, wiedzieć że ma się w niej oparcie.
Ps znałam kiedyś taką parę gdzie kobieta liczyła na ciągłe owacje i docenianie jaka jest super podczas gdy sama jakoś nie potrafiła docenić faceta, tylko go wiecznie opieprzała i fochy o byle głupotę.
Zawsze mnie zastanawia, co kieruje takimi idiotkami żeby wybierały sobie na partnerów takich śmieci. A później i one, i dzieci cierpią... Wiem, że to przykre i współczuję twojej mamie i tobie, no ale do cholery, jak można wiązać się z kimś takim? Nie potrafi się myśleć, czy jak, że się takie głupoty wyrabia? Ktoś wytłumaczy, bo nie łapię?
Takie sytuacja dzieją się mega często, i nie potrafię zrozumieć, jak bardzo trzeba nie szanować samego siebie żeby zgadzać się na takie traktowanie..
Z boku sytuacja wygląda prosto, w praktyce kobieta jest wykończona psychicznie, a jej samoocena jest poniżej poziomu morza przez takiego knura. Także jest na takim poziomie abstrakcji, że myśli, że na więcej ją nie stać i powinna być mu wdzięczna za to, że w ogóle chce z nią być. Często facet na początku jest całkiem dobry, ale z czasem, kroczek po kroczku przesuwa granice i niszczy samoocenę "partnerki". Po paru latach takiej chorej relacji trudno jest się po tym ogarnąć tym bardziej bez specjalistycznej pomocy. Nie jest to więc tak, że "widziały gały co brały" to bardziej przypomina nowotwór który podstępnie, niezauważalne się ''skrada" a gdy się już go odkryje jest zdecydowanie za późno.
Mam nadzieję że jakoś to wytłumaczyłam :v
Jak ja nienawidzę takich ludzi
Ludzie zloci, są chyba gorsze rzeczy w zyciu niż brak kwiatów na walentynki
Rozpłakałam się, kochane z was córeczki.. wszytskiego dobrego dla was
Mamę, jako współwinną za tego knura, też powinnaś otruć. ;)
Znowu nie ma najważniejszego. Był w końcu ten obiad czy nie?
Aż w końcu kiedyś pojawi się jakiś facet co umówi się z twoją mamą "tylko" na kawę. Po tym spotkaniu sprawy same się potoczą bo twoja mama nagle poczuje się jak w siódmym niebie. Tylko dlatego że ktoś ją potraktuje tak jak kobietę traktować się powinno. Twój stary (bo na nazewnictwo "tato" nie zasłużył sobie) zostanie sam.
Takiego ciągu dalszego życzę.