#bwhxx
Problem w tym, że jasny szlag mnie trafia, jak klientki mi zaczynają opowiadać o swoich trudnych sprawach. Prawie każda, która przyjdzie, wykłada mi historię swojego życia. Opowiadają o kłótniach ze szwagierkami, o sąsiadach, o mężach, o grzybicach, chorobach, zastanawiają się, kiedy chłopak się oświadczy... a ja rzygam tym wszystkim. Nic mnie to nie obchodzi, a muszę kiwać głową, pomrukiwać, odpowiadać. Ot, szefowa wymaga, żeby była miła i domowa atmosfera, to klientki będą wracały.
Mam ochotę bogu dziękować, gdy trafi się taka, która nie trajkocze i po prostu w ciszy sobie siedzi. Po ośmiu godzinach takiego wysłuchiwania tych bzdur mam ochotę palnąć sobie w łeb i tak jest codziennie.
Co popchnęło mnie do tego wyznania?
Dziś klientka ze szczegółami opowiadała mi o swoich problemach gastrycznych, po czym wyciągnęła telefon i pokazała mi zdjęcie swojego g*wna, bo „może pani rozpozna, co tam w środku jest”.
Kocham swoją pracę, ale od kiedy pracuję, zaczynam naprawdę nienawidzić ludzi.
Ale no, na tym polega praca z ludźmi niestety. Po fryzjerach widzę, że dobry fryzjer zawsze potrafi rozpoznać nastrój klientki i jak jest nie w sosie, to nie zagaduje, a jak jest w humorze, to owszem. To część takich zawodów niestety, w ramach sprzedania swojej usługi musisz zadbać o właściwą atmosfere. Może zmiana pracy?
A właściwą atmosferą do usług jest trucie i narzekanie? Jako klientka nie robię tego osobom, do których idę z szacunku.
Ale o atmosferę musi dbać sprzedawca, nie klient. Jasne, że to nie jest fajne ze strony klientów, ale to nie klientom na ogół zależy na powrocie. Jak klient narzeka, to sprzedawcy pozostaje się do tego dostosować. Jasne, że może tego nie robić, ale musi się liczyć z tym, że klient potencjalnie nie wróci. Jak się pracuje u siebie, to można sobie pozwolić, ale autorka jest u kogoś zatrudniona, więc powinna robić co może, żeby nie stracić klientów
@anonimowe6692 no tak nie do końca za całą atmosferę odpowiada sprzedawca. Bo jak masz sprzedawcę, który jest ok, dba żeby było miło a masz osobę, która przekracza wszelkie granice, rzuca chamskie teksty, obraża, może podteksty rzuca albo nawet niedwuznaczne itp. to ona wpływa na atmosferę. I jak przychodzi osoba typowo narzekająca ciągle to też wprowadza inną atmosferę jednak nawet jak jest klientem.
Nie chodzi mi o to, że wpływ na atmosferę ma tylko sprzedawca, mówię, że dbanie o atmosferę jest przede wszystkim w jego interesie. To jest stara uniwersalna zasada- chcesz coś sprzedać, musisz być miły dla klienta. Nieważne czy klient jest foliarzem i antyszczepionkowcem, wioskowym głupkiem czy dyktatorem w totalitarnym kraju. Jesli sprzedawca nie będzie miły, to nie sprzeda. Tylko tyle.
To działa w 2 strony - mam taką fryzjerkę, która mimo, że dobrze strzyże to tak ochoczo dzieli się swoimi przemyśleniami, że nie da się jej słuchać i czuje się rozdarta jak się do niej umawiam 😆
Współczuję. Nie rozumiem tego opowiadania historii swojego życia obcej osobie, jak fryzjer, kosmetyczka, sprzedawca w sklepie itp. Po co? Ale ja introwertyczka i ja to w ogóle mało gadam, nawet ze znajomymi.
Zawsze można delikatnie zasugerować, że się na tych rodzinnych tematach nie znasz. Nie masz obowiązku wysłuchiwania wszystkich.
Też tego nienawidzę, przychodzę do pracy pracować, a nie słuchać gorzkich żali czy w ogóle czegokolwiek z życia, mnie to naprawdę nie obchodzi. Czy się komuś synek urodził, czy ma problemy rodzinne, mam to w nosie. Mam też w nosie narzekania jakie wszystko drogie, stękania. Naprawdę, wejście do sklepu nie zobowiązuje do zakupu.
No i mam zwykle odwrotną sytuację, chcę się wyciszyć u fryzjera/kosmetyczki, a te zagadują i gdaczą między sobą, głośne śmiechy. Czuję się wyczerpana po takiej wizycie. Możnaby wybrać droższy salon, może tam wyższy standard obsługi ale nie stać mnie na kilka stów więcej.