#bhRJe
Niemniej jednak jak słyszę o "super" żonach swoich kumpli, to naprawdę bardziej cenię wolny czas i święty spokój.
Przykładowo:
- kolega tyra jak wół w firmie budowlanej ojca, który daje mu fory i przez to kolega wychodzi wcześniej. Ale przyjeżdża i w domu już foch, że za późno i stały tekst "Bo drogi muszą się budować, tak?!",
- inny z kolei zapowiada, że zmieni w komórce "żona" na "o której będziesz",
- kolejny chociażby zajmował się dzieckiem non stop - zawsze za mało
- kumpel miał przyjechać na jeden dzień, jak co roku, na biwak wędkarski. Jeden dzień w roku. Załatwił opiekę dla dwójki dzieci. Żona miała zostać z najmłodszym. Nie, nie zabroniła mu przecież. Zrobiła tylko dzień wcześniej dramę w stylu "ja chcę umrzeć". Nie przyjechał.
- wspomnę oczywiście o nienawiści do teściów. Wiadomo, że teściowie są od tego, żeby ich nienawidzić.
- każdy narzeka na rzadki seks.
Wiem, że wysłuchuję jednej strony i każdy kij ma dwa końce. Naprawdę jednak myślę sobie, że jeśli jestem zdrowy, mam gdzie mieszkać, mam super córkę i nie mam takich "atrakcji", to jakoś wytrzymam bez pary.
Obiecuję ci, że żony twoich koleżków miałyby do opowiedzenia podobne historie o nich samych. A nawet jeśli nie, to skoro one są takie złe to dlaczego oni ciągle z nimi są? Może dlatego, że oprócz tych opisanych i często wyolbrzymionych pierdół jest im mimo wszystko dobrze, kochają swoje rodziny, lubią spędzać czas z żonami i nie chcieliby ich stracić? A jeśli nie... to cóż, sami są miękkimi fajami, którzy nie potrafią wybrać kobiety do życia, tkwią z nimi bez sensu obrabiając im dupy przed kolegami i nie odejdą bo sumie sami nie mają gdzie. Biedne chłopaki, no ofiary złych bab.
Wiesz, ludzie zazwyczaj siedzą w gównianych związkach, bo mają kredyt, albo dzieci. Albo jedno i drugie.
To sami są sobie winni, że są nieszczęśliwi.
Odnośnie tego co na biwak miał przyjechać. Mój były kiedyś bardzo miał lenia. Miał iść na imprezę tego dnia z kumplami, ale nie chciało mu się ruszyć dupy. Mi powiedział, że impreza odwołana, a im napisał, że zrobiłam mu jazdę życia z zazdrości.
@PoraNaPiwo no tak, bo ktoś im przyłożył pistolet do głowy i kazał kredyt brać i dziecko robić. Też mam takich znajomych, "jestem ze swoją żoną x lat, zanim wzięliśmy ślub to liczyłem, że coś lepszego mi sie trafi ale się nie trafiło", a na pytanie po co mu dziecko "chciała to niech niańczy". Z całego serca gardzę takimi ludźmi.
- kolega tyra jak wół w firmie budowlanej ojca, który daje mu fory i przez to kolega wychodzi wcześniej. Ale przyjeżdża i w domu już foch, że za późno i stały tekst "Bo drogi muszą się budować, tak?!",
Dobra, wychodzi wcześniej czyli... po 8 godzinach? Po 10? 'Wcześniej' nic nam nie mówi
- inny z kolei zapowiada, że zmieni w komórce "żona" na "o której będziesz",
Czyli gdzie on się tyle szwęda? Skoro jest poza domem ciągle i nie mówi kiedy wróci to nie dziwne, że się żona dopytuje. Ja też się czasem pytam o to partnera bo nie wiem czy mam na niego z czymś czekać czy czasem to zalezy od tego jak mam sobie zaplanować czas czy dzień. Jak wychodzi i mówi, że będzie o 20 to nie mam powodów by go bombardować pytaniami kiedy będzie.
- kolejny chociażby zajmował się dzieckiem non stop - zawsze za mało
Potrzeba do tego więcej kontekstu by to ocenić. Ile się zajmuje, co robi w życiu, czym się jego żona zajmuje, ile lat ma dziecko
- kumpel miał przyjechać na jeden dzień, jak co roku, na biwak wędkarski.
Nie wiem czy żona miała depresje/chorobę psychiczną i dostała ataku dzień przed. Czy może facet co tydzień chodzi do kolegów, co miesiąc jeździ gdzieś, ma jakieś hobby, wychodzenie na mecze, na siłkę, na zawody, na gre z kolegami i byc może wyjazd znowu na biwak przelał czare. Nie mam pojęcia
- każdy narzeka na rzadki seks.
Prawda jest taka, że kobiety często lubią seks tak samo jak faceci. I tak samo jak faceci mogą nie chcieć seksu kiedy są zmęczone. Jeśli seks jest fantastyczny i partner dobry to się go tak często nie odmawia. Więc jak bym proponowała twoim kolegom albo odciążyć żony trochę z opieki nad dziećmi/obowiązków domowych albo doedukować się trochę jak dobrze zrobić minete, jak pieścić kobietę czy doprowadzić ją do orgazmu.
„Tak często nie odmawia”. Widzę, że jednak też masz takie samo zdanie jak twórca wyznania; to jest: żona = brak seksu.
Czy uważasz, że wyjście do kolegów raz na tydzień to dużo? Albo to że ktoś ma hobby może być powodem do tego, żeby wyjazd raz w roku przelał czarę goryczy? Naprawdę nie rozumiem, dlaczego kobiety uważają, że mogą rządzić swoim mężem. Najlepszy argument na wszystko, bo ja ci dziecko urodziłam i wychowałam, w domu sprzątam i piorę, i myję, i się zacharowuję dla ciebie. A zazwyczaj jest tak, że mężczyzna zarabia, wraca do domu z pracy i wykonuje połowę obowiązków + to, czego żona "nie da rady zrobić, jest taką delikatną, spracowaną kobietą, ona tego nie uniesie, to za ciężkie", zajmuje się dziećmi i nie może wyjść wieczorem, bo "olewa rodzinę". Tymczasem kobieta cały dzień siedzi w domu i zajmuje się dzieckiem. Może jakiś obiad jak nie będzie za bardzo zmęczona. A od innych wymaga, że jednocześnie będą opiekować się dzieckiem, gotować, sprzątać i jeszcze ją zabawiać. Inny możliwy kierunek, kobieta cały dzień, a czasem i w nocy lata z wywieszonym językiem żeby tylko drobinki kurzu nie było na szafce, albo ogrom energii wkłada w osiągnięcie jakiegoś celu (np. remont, trzeci w tym miesiącu).
Kobiety, ogarnijcie się, małżeństwo to nie więzienie, jak chcecie żyć jak zamknięte w jakiejś wieży to żyjcie, ale nie zmuszajcie do tego innych. A jak same tak nie żyjecie, to dajcie spokój swoim mężom.
A po drugie życie to nie jest ciągła praca i po założeniu rodziny też można "szaleć". Możesz wyjść na dyskotekę, możesz pospać do dziesiątej, możesz wyjść ze znajomymi. Nie odbierajmy sobie życia, żyjmy tak jak nam będzie dobrze, a nie jak "musimy", a raczej wymyślamy sobie że musimy.
(Nie, nie jestem sfrustrowanym facetem po czterdziestce co opowiada takie rzeczy kolegom, jest kobietą, nieźle wnerwioną tym, jak inne kobiety pozując na biedne, bezbronne i uciskane próbują zostać paniami świata i mieć poczucie władzy nad wszystkimi, zwłaszcza nad tymi, których rzekomo kochają)
"O której będziesz ".
Owszem. Nawet nie będąc kurą domową z poprzedniego tysiąclecia mogę chcieć wiedzieć, kiedy partner wróci do domu. Może siedzę caly dzień z niemowlakiem i chcę się zdążyć ogarnąć przed spotkaniem z drugim dorosłym człowiekiem, po calym dniu pieluch, kaszek, etc. Może chcę zjeść z nim wspólnie kolację kiedy wróci, a nie zaczynać stać przy garach kiedy przyjdzie. Może zwyczajne się stęskniłam. A czasem faktycznie mam wywalone na to, kiedy pojawi się w domu. Ale wtedy to raczej oznacza problem.
Może to są mężowie tacy jak mój kumpel? Tzn. miał niskie poczucie własnej wartości, zainteresowała się nim baba która mu się w ogóle nie podobała, ani fizycznie ani pod innymi względami ale związał się z nią bo (z racji kompleksów) bał się, że zostanie sam ale żony nie kocha (wręcz nią gardzi). I on tak samo, ma z nią dziecko bo "sama chciała" ale mówi, że on by tego dziecka nie niańczył nawet jakby musiał siedzieć w domu więc tak samo jak na dziecko, tak samo na żonę ma wywalone i jak ona dzwoni i wypytuje to też jest zirytowany i jej dupę obrabia przed kumplami.
Mysle, ze troche wyolbrzymiają. Moje kolezanki tez narzekają, kumple też. Ja mysle, ze to jakis syndrom meza i żony z malymi dziecmi. Nie kumam tego, ale ja mam faceta nie męża i nie mam malych dzieci tylko dorosła panne. I dzwonie jak za długo go nie ma, ale tylko dlatego ze sie martwie bo czesto wraca z pracy o 22. Kurde nigdy nie zadzwonilam w ciagu dnia, chyba ze w pilnej sprawie na 1 min 🤔. Dziwna jestem
Taki mamy kraj że ludzie lubią narzekać, a potem ci sami koledzy wracają do domów i są szczęśliwi a ty szukasz na siłę plusów bycia samemu.
Dokładnie. Nic mi bardziej nie działa na nerwy niż gorzkie żale tych przegrywów pt. "jaka ta żona zła i niedobra". Kurde, chłopie! Jak jesteś dorosły i ci żona nie odpowiada to się rozwiedź. Jak nie chcesz się rozwieść to zamknij twarz i się nad sobą nie użalaj.
@hyde989
Jak cię szef zdenerwował, to odejdź z pracy. Co z tego że lubisz swoich współpracowników, swoją pracę i wszystko inne. Co z tego że to jedyna taka praca w okolicy. Odejdź z pracy, a jak nie to zamknij twarz.
Jak chodzisz na jakieś zajęcia i tam jest taki wnerwiający facet to nie chodź na te zajęcia. Co z tego że podobają ci się zajęcia, że reszta osób jest miła, że nawet ten facet jest miły jak nie gada cały czas o... Co z tego że chcesz chodzić na te zajęcia, zrezygnuj z nich, a jak nie to zamknij twarz.
Małżeństwo jest o wiele ważniejsze niż praca czy jakieś zajęcia. Do tego że ktoś ma dzieci dochodzi jeszcze wiele ważniejszych spraw, np. miłość. Ale co z tego że ją kochasz. Rozwiedź się, albo zamknij twarz. Zamknij twarz i nie mów o tym co ci leży na sercu. Nie mów żonie, bo ona tyle dla ciebie robi. Nie mów znajomym, bo to ich tylko wkurza. Nie mów terapeucie, bo przecież facet nie powinien chodzić na terapię. A potem miej depresję, albo zwyczajnie gorszy nastrój, ale uśmiechnij się, bo przecież inni mają gorzej. Oni ci opowiedzą jak oni mają gorzej, bo oni mogą. Ale ty zamknij twarz.
Nic mi bardziej nie działa na nerwy niż gorzkie żale tych wszystkich zdziwionych, że mężczyzna też czuje i że chciałby chociaż trochę zrozumienia.
ja to nie wiem gdzie wy tych zon szukacie, ale moze tu nie chodzi o to gdzie tylko jakich???? Ladna w pasie dobrze pcha sie…. a pozniej zdziwienie ze motyl w karyne sie zamienia… bo wiekszosc z was kupuje piekne pudelko, a w srodku nic... jak by panowie choc troche starali sie wybadac intelekt I rozmawiali o tym czy ich cele lacza sie z celami kobiet to moze nie byloby was tylu ucisnionych…
To raczej odwrotnie. Żeby te kobiety były ładne to panowie by tak nie narzekali, nawet jakby musieli się więcej dzieckiem zajmować i szybciej do domu wracać. Z moich doświadczeń wynika, że najwięcej narzekają na żony faceci którzy mają ogromne kompleksy, z racji których wybrali sobie na żony bardzo nieatrakcyjne fizycznie partnerki bo bali się do tych atrakcyjniejszych zagadać. I teraz ci panowie mają o to pretensje do całego świata i taka żona nawet jak im do dupy wchodzi i nieba uchyla to jest wiecznie źle i niedobrze. Jeden chłop potrafi nawet o swojej żonie mówić per "to". Fakt, piękna nie jest ale mogę się założyć, że nie ma ona pojęcia jak się o niej "ładnie" mąż wypowiada przed kolegami.
Faceci tak gadają między sobą. A co? Miał Ci powiedzieć że ma ciekawsze rzeczy do roboty niż wędkowanie? O to akurat nie trudno 😀
A wystarczy znaleźć sobie fajną żonę i samemu być normalnym. Można wtedy być ze sobą 8 lat i więcej i nie lubić się ze sobą rozstawać choćby na dzień, nie ma kłótni i rzadkiego seksu.
Po co Ci partnerka skoro masz córkę w domu, obiad zrobi, dom wysprząta, loda zrobi, i na dodatek młodsza, same plusy
Że co?
Hva Otóż to. Normalni ludzie nie piszą takich rzeczy. Wszystko ma swoje granice.
Nie wiem, jakich masz kolegów, ale ich żony mają zapewne tak samo pochlebne opinie o nich samych. Mam koleżanki i żadna nie narzeka na męża. Tak samo wiem, że moj mąż na mnie złego słowa nie powie. I dlaczego cały czas ten mit o złych teściach? :D wydaje mi się, że teściowie nie są źli, chyba że się na to zasłużyło :P