#BsmlT

Temat dot. tzw. 'antymaseczkowców'...

Nie będę się rozwijał... Chciałbym tylko nadmienić, że był taki czas, w którym sam zacząłem wątpić w pandemię...
Dlaczego? Gdyż nie znałem OSOBIŚCIE nikogo kto zachorowałby na koronawirusa...
Mało tego - NIKT z moich znajomych też nie znał OSOBIŚCIE osoby, która byłaby zakażona... a tu 20 tys. zakażeń. Codziennie.
Pewnego dnia poczułem się trochę gorzej... nic specjalnego: stan podgorączkowy, ból głowy, ogólne zmęczenie itp.
Pierwszą myśl - grypa lub przeziębienie.
Następnego dnia zacząłem jednak odczuwać silny ból w klatce piersiowej... Tak jakby ktoś co jakiś czas stawał mi na 'klacie' swoją nogą... duszności i ból który trudno opisać...
Nie pasowało mi to do zwykłych objawów przeziębienia, grypy itp. Informacje, którymi 'atakowany' byłem ze wszystkich mediów wskazywały na to, że może to być objaw COVID-19...
Co mi szkodzi - pomyślałem - zrobiłem sobie test... Po ok 48h dostałem wiadomość SMS oraz e-mail z wynikiem: POZYTYWNY.
Nie, nie załamałem się. Nie, moje objawy nie były aż tak poważne, aby trafić do szpitala (tak naprawdę - silne bóle nie trwały dłużej jak 1,5 dnia).
I co ważne - nie chodzi mi o to aby rozpętać kolejną 'gównoburzę' dot. wirusa.

Po tym jak mój wynik okazał się pozytywny, poinformowałem o tym najbliższych znajomych. Znajomi poinformowali swoich znajomych itp. itd.
W kręgu moich znajomych (i ich znajomych) ok. 60-70% nie wierzy w pandemię - tak przynajmniej twierdzi.

Czy aby na pewno ?

Przykład 1: (dzwonię znajomego - 100% antymaseczkowca):
Ja: Siema, co tam.... blablabla (nie wnikając w szczegóły).
Kolega: A spoko (blablabla). A to prawda, że miałeś wirusa?
J: Tak, ale już jest ok, było-minęło.
K: A Ty to ściemniałeś z tą koroną, nie..?
J: Nie, miałem wymaz i wynik pozytywny... Więc bez ściem...
K: Taa, jasne...
J: Jak chcesz to wpadnę do Ciebie i pokaże Ci mój wynik, mam to na papierze (ściema - wynik dostałem na maila ;p ). Kiedy masz czas?
K: A nie, na razie mega zajęty jestem, może w przyszłym miesiącu, teraz naprawdę nie dam rady...
J: Przecież nie pracujesz to czym taki zajęty jesteś ?
K: A bo wiesz...
Tadaaaam!

Przykład 2:
J: Siema. Co tam?
K: Spoko. (...)
J: Mogę wpaść na bajerę?
K: A Ty koronę miałeś, słyszałem, nie?
J: No miałem, ale już nie mam...
K: Zajęty ostatnio jestem, może kiedy indziej...
Dodam, iż kolega od 3 miesięcy siedzi w domu na zwolnieniu....
Tadaaaam!

Przykład 3:
Już po samoizolacji wychodzę przed kwadrat do kumpli... Podaję rękę na przywitanie: witam się z ziomkami jednak jeden z nich (który wcześniej oglądał na YouTube i wszystkim wmawiał, że pandemią to 'grubymi nićmi szyta afera jest') trzyma się przynajmniej na 3m ode mniei kiedy chcę podać mu rękę:
K: Poje***y, przecież Ty koronę miałeś, rękę Ci podam jak wynik negatywny zobaczę!
J: Przecież Ty nie wierzysz w pandemię?
J: Wierzę, nie wierzę, dzieciaki w domu mam to muszę uważać, nie!?
Tadaaam!

Bohatery, k***a j**o m*ć..!
montana8419 Odpowiedz

Nie przeczę, że coś takiego istnieję i że ludzie umierają. Tyle że koronapanikarze rozdmuchali skalę pandemii do granic absurdu, robiąc z koronki wirusa, który zdziesiątkuje ludzkość, a podjęte przez rządy "środki zaradcze" są niewspółmierne do skali problemu. Na koronawirusa nie zachorował jeszcze nawet 1% ludności świata, a sam wirus dla 90+% zakażonych nie jest zbyt groźny.
Przez lockdowny i obostrzenia rządy wywołały kryzys gospodarczy na gigantyczną skalę, którego skutki odczują wszyscy.
Nie boję się koronawirusa, boję się że stracę pracę i będę mieć problemy znaleźć inną, boję się że będę mieć jakiś wypadek i umrę, bo karetka będzie mnie wozić po całym kraju, albo nie będą chcieli mnie hospitalizować do uzyskania wyników testu.

radiant

Od marca liczba diagnozowanych chorób nowotworowych, czy układu krążenia zmniejszyła się o 1/3. Czy to znaczy że ludzie mniej chorują? Nie. A choroby nowotworowe mają to do siebie, że im wcześniej zostaną zdiagnozowane i zacznie się leczenie, tym jest większa szansa ich wyleczenia. To samo choroby układu krążenia. W przypadku zawału powinno się wezwać karetkę, a po zawale często konieczny jest zabieg - w przypadku nie udzielenia pomocy medycznej w odpowiednim momencie zwykle kończy się to śmiercią, a nawet gdy ktoś przeżyje zawał i nie podejmie leczenia to może się to skończyć kolejnym zawałem i śmiercią. Choroby układu krążenia i nowotworowe odpowiadają za 70-80% zgonów w Polsce. Koronawirus stanowi rzeczywistą przyczynę śmierci ok. 2-3 osób na 1000 zakażonych, a większość zgonów podawanych jako przez koronawirusa to tzw. choroby towarzyszące. To bardzo często schorowani ludzie, których koronawirus po prostu dobija.
Obostrzenia i lockdowny wywołały kryzys gospodarczy, wiele firm upadło (i pewnie jeszcze więcej upadnie niebawem), wiele ludzi straciło/straci pracę, także wymuszanie braku kontaktu z innymi ludźmi - wymuszona samotność, to wszystko bardzo źle wpływa na ludzką psychikę, wielu ludzi popadło/nie w depresję i w większości przypadków te osoby nie pójdą do lekarza (patrz ww.), inne nie mogąc poradzić sobie z sytuacją popadną w nałogi (alkoholizm, narkomania) - zaburzenia psychiczne potrafią być równie niebezpieczne jak choroby ciała. Nie wiem jak to wygląda w statystykach, ale pewnie wzrośnie liczba samobójstw, czy wypadków/przestępstw popełnianych pod wpływem.
Na obostrzenia, kryzys gospodarczy i brak dostępności do służby zdrowia umrze znacznie więcej ludzi, niż na koronawirusa, tylko że rząd (i koronapanikarze) mają na oczach klapki z napisem COVID i nie dostrzegają innych dużo poważniejszych problemów kraju.

indianhedgehog

To, że karetki jeżdżą od szpitala do szpitala, to że ludzie nie otrzymują pomocy na czas, to że nie ma miejsc w szpitalach dla ludzi ciężko chorych, to że przesuwa się planowe zabiegi itd itd jest spowodowane tym wirusem. To on powoduje takie obłożenie szpitali. I to przy wszystkich tych restrykcjach. To pomyślcie co by było gdyby wszystko hulało tak jakby pandemii nie było.. system opieki zdrowotnej w Polsce się już załamał. A każdego, kto uważa, że wirus nie jest groźny zapraszam do szpitala ;)

niepatrznanie

Zachorowalo 1 procent kiedy polowa swiata (teoretycznie) siedzi w domu, nie pracuje, nie spotyka sie w duzych grupach.
Ile osob by (potencjalnie) zachorowalo gdyby nie obostrzenia? Podpowiedz: wskaznik R0 wynosi 5,7 czyli jedna osoba moze zarazic o wiele wiecej niz jedna osobe (5-6 osob), wiec nie bylby to wzrost liniowy z 1% do 2%.tylko z kazdym kolejnym zarazeniem wzrasta szansa na naprawde spora pandemie, ktora faktycznie moze zdziesiatkowac ludzkosc.

Wszystkie te dzialania (mimo ze wydaja sie zbyt powazne) maja na celu ZAPOBIEGNIECIE prawdziwemu kryzysowi. Mozna sie nabijac z koronawirusa i nazywac go grypa kiedy dotyczy on malego procenta, ale robi sie mniej zabawnie jak zaczyna sie on rozprzestrzeniac.
Ogladales kiedys film o zombie? Zawsze zaczyna sie od jednego goscia

Velasco

@niepatrznanie
Te zapobieganie wygląda tak - masz w domu jadowitego pająka i palisz cały dom, żeby się go pozbyć. Zastosowane środki są niewspółmierne do zagrożenia i doprowadzą do większych problemów niż sam wirus.

bazienka

poszukaj sobie w internetach zdjec zmian w plucach po koronie
poszukaj zdjec zmian w mozgu i wylaczania swiadomosci/zapominania
moze nie zdziesiatkuje, ale ma dlugofalowe skutki o wiele grozniejsze od zwyklej grypy

Cotusiedzieje Odpowiedz

Mój kuzyn ledwo przeżył zakażenie, a przyjaciel rodziny mojej przyjaciółki zmarł w szpitalu. Obydwoje bez chorób współistniejących. Coraz więcej osób w otoczeniu niestety choruje objawowo :(

Madhu

Wytłumacz to wszystkim "mondrym", którzy naogladali się foliarskich filmików na YT i mają się za profesorów. Miałam 2 przypadki sarscov2 - jeden średni, na szczęście nie wymagał hospitalizacji, ale ta osoba skutki odczuwa do dziś. Drugi przypadek bezobjawowy - wyszło to dopiero przy zrobieniu poziomu przeciwciał.
No ale, hehehe, wirus bezobjawowy, hehehe, co to za choroba, co objawów nie daje, hehehe, wyloncz tv wlocz myslenie.
Strzelałbym do takich, jak do kaczek...

PoraNaPiwo

Cotusiedzieje, ale rok temu ludzie też umierali na koronawirusy, rinowirusy i grupe. Także młodzi i bezobjawowi.
Jak oglądam filmiki "zakażonych" youtuberek, to śmiać mi się chce. Ludzie zapomnieli, że kaszel, gorączka to objawy wirusówek, jakie są już znane od lat. No, ale teraz nowa moda, trzeba pokazać jak się choruje.

Madhu

Pora, ale ten wirus jest nowy, nieznany, nie ma na niego leku, nie wiadomo, jakie będą jego skutki wyjdą w przyszłości (wiadomo już np o zwapnieniach na płucach), nie wiadomo czego się dalej spodziewać. Dlatego bagatelizowanie wszystkiego nie jest dobrym wyjściem i porównywanie go do grypy jest śmieszne.

Cotusiedzieje

Dokładnie to, co pisze Madhu - podpisuje się pod tym rękoma i nogami. Miło w końcu zobaczyć wpis kogoś, kto rozumie, o co chodzi :) a to z tv to najlepszy tekst, ja nie mam tv od dobrych paru lat i co wtedy? 🤣

PoraNaPiwo

Madhu, po pierwsze wirus jest znany, w badaniach krwi wyszło, że szalał sobie bez kontroli w USA co najmniej od grudnia zeszłego roku. Co roku grasują różne koronawirusy, tylko nikt medialnie tego nie liczył. W zeszłą zimę w Polsce na samo zapalenie płuc wirusowego pochodzenia zmarło 12 tys osób. I te osoby nie były testowane, więc nie wiemy, czy były to rino, koronawirusy, a może grypa. Po drugie lek jak najbardziej jest. Jest kilka sprawdzonych lepiej lub gorzej działających terapii. Po trzecie my nie wiemy, czy te zwapnienia są na pewno od wirusa, a nie każdy je ma. Raczej nikt sobie co dwa- trzy miesiące nie strzela rtg klatki ot tak. Mogą być jeszcze inne przyczyny powstawania zwapnień. Poza tym nie mamy zielonego pojęcia jaki wpływ będą miały maseczki użytkowane miesiącami, ani jakie skutki będzie miała szczepionka.
Do tego nie oszukujmy się, ale umierają głównie osoby przewlekle chore i skrajnie otyłe. Jeśli ktoś zapuścił się do takiego stanu, to zabije go praktycznie każda infekcja. Bo otyły cukrzyk zniesie źle także grype. Inna sprawa, że ludzie w Polsce bardzo mało się badają i profilaktyka leży i kwiczy. Te osoby, które w statystykach są jako osoby bez chorób współistniejących, to są po prostu osoby nie przebadane, tyle, że nie mają w kartach żadnych chorób, bo nie były zdiagnozowane. A sekcji u nas się praktycznie nie robi. Natomiast warto poczytać do jakich wniosków doszli po sekcjach w Zurychu i Hamburgu. Spostrzeżenia jednego z lekarzy są bardzo ciekawe.

lukwoj3008

Madhu, koronawirusy zostały, że tak powiem skatalogowane w latach 60 dwudziestego wieku. To nie jest wcale nowy wirus.

Madhu

Wybaczcie, ale nie będę się kopać z koniem. Zgadza się, koronawirusy są znane od dawna, są z nami z na co dzień. Jest to GATUNEK wirusów, który dzięki się jeszcze na inne grupy (cztery konkretnie). Są koronawirusy ludzkie i zwierzęce.
Teraz utarło się, że mówimy koronawirus- prawda to, bo ten wirus należy do rodziny koronawirusow. Jednak bądźmy precyzyjni. Chodzi o konkretnie o wirusa SarsCov2, który wywołuje chorobę Covid19. I to jest ta "nowinka" dla nas, której nikt nie jest w stanie przewidzieć, jak zachowa się w w przyszłości, jakie skutki po sobie pozostawi. Dlatego nie należy go bagatelizowac. Owszem, jego śmiertelność jest niższa niż w przypadku MERS czy SARS, ale za to zakaznosc znacznie większa.
Naprawdę uważacie, że to co się teraz dzieje, to takie pfff, co tam, nic strasznego? Naprawdę jesteście na tyle niepoważni, żeby pokazywać swoją ignorancję? Fakty są takie, że jest to nieznana wcześniej dla ludzkości choroba i chociażby z tego względu należy posłuchać głosu rozsądku.
@Pora - a co wtedy zrobili w tym kierunku? Nic. I o ile mi wiadomo, to (prawdopodobnie) wirus SarsCov2 szalał sobie we Włoszech (tfu!) a nie w Stanach. O jakim leku ty mówisz? Próbujesz brzmieć, jakbyś miał większą wiedzę niż przeciętny foliarz, ale niestety... LEKU na wirusa, póki co, NIE MA. Można walczyc z objawami, dać chorych pod respirator. Ale to wciąż nie jest leczenie, tylko łagodzenie objawów z nadzieją, że to pomoże. Co do zwapnień - owszem, nie mamy 100% pewności czy jest to powikłanie po wirusie, BO GO NIE ZNAMY. Ale śmiem zaryzykować stwierdzenie, że te zapnienia płuc mogą być skutkiem przejścia Covid19. Co do maseczek, to nawet tego nie skemtuje, bo właśnie wyszedł z ciebie szur i foliarz. Maseczka nie ma wpływu na zdrowie, od maseczki się nie udusisz, od maseczki jedynie minimalnie, podkreślam, minimalnie spaść saturacja, której de facto, nawet nie odczujesz w ciągu dnia. Od maseczki nie dostaniesz grzybicy pluc. Maseczkę powinno się zmieniać co jakiś czas.

Madhu

Sorry, miejsce mi się skończyło.

Maseczkę powinieneś zmieniać, co jakiś czas (jeśli masz zwykła). Bawełniane zmienia się codziennie, pierze i prasuje. Jeśli smigasz codziennie przez miesiąc z tej samej, jednorazowej maseczce, to wolę nie wiedzieć, co ile zmieniasz majtki.
Pierwsze słyszę, że umierają osoby otyłe... Skąd masz te dane? Osoby starsze i chore są w grupie ryzyka, ale kompletnie nie zwracasz uwagi na to, że umierają też osoby młode, zdrowe, bez żadnych chorób. To jakoś ci umyka. Próbujesz to wyprzeć ze świadomości, czy co? Jak już rozmawiamy, to rozmawiajmy o wszystkim, a nie wybieraj sobie elementów, które pasują do twojej narracji.
Wytłumacz mi, jakim sposobem nie robi się sekcji? No jakim? I chętnie poczytam o tych wnioskach JEDNEGO lekarza. Wiesz...mówi się, że jedna jaskółka wiosny nie czyni. Także jeden lekarz może mieć swoje teorie, ale reszta naukowców musi ją zaakceptować bądź nie. Więc wciąż nie masz żadnego sensownego argumentu na to, że ot tak możesz sobie bagatelizować pandemię.

Lukwoj no widzę, że wiedzę to ty masz porządną, chłopie. Tylko pozazdrościć. Ale wyjaśniłam te kwestię na początku mojego wywodu. Doczytaj, doedukuj się, wyjdzie ci to na dobre :)

PoraNaPiwo

Madhu, jest kilka terapii działajacych mniej lub bardziej na wirusa. Poczytaj czym leczą w DE, i czym leczyli we Francji. Bardzo dobrze w lżejszych przypadkach sprawdza się też lek na grypę. Co do sekcji zwłok poczytaj jakie są procedury postępowania ze zwłokami, które miały Covid. Wszystko jest uregulowane, nie jest to teoria. Jeśli chodzi o umieralność osób młodych, to od lekarza pracującego na oddziale covidowym słyszałam, że młodzi to głównie z rakiem, cukrzycą i skrajnie otyli. Jeśli otyłość nie jest dla Ciebie chorobą, to ja nie mam pytań. Inna sprawa, że media mocno przekłamują, tak jak choćby w przypadku tego nauczyciela. Media powiedziały, że młody i zdrowy, a potem się okazało, że chłop od kilku miesięcy był na zwolnieniu- rak, a do tego ważył ze 140 kg, jeśli nie więcej.

Madhu

Pora, bardzo proszę, czytaj ze zrozumieniem. Nie napisałam nigdzie, że otyłość nie jest choroba. Litości. Po raz kolejny powtarzam - w świecie nauki (bo może tego nie wiesz) nigdy nie słucha się jednego naukowca. A to, że ktoś ma jakąś teorie to ok, tylko zadaniem innych badaczy jest to, aby te teorię obalić, a nie brać ślepo za pewnik. To, że lekarz, z którym rozmawiałeś powiedział ci to, nie znaczy, że jest to ogólna prawda i tendencja. Rozumiesz? To jest zaledwie ułamek tego, co się dzieje na świecie. I nie neguję, być może na jego oddziale umierały na Covid19 osoby otyłe, ale wciąż nie można tego uogólnić. Z kolei uogólnić można to, że Covid19 jest choroba śmiertelna dla osób starszych, przewlekle chorych i niebezpieczna nawet dla młodych, zdrowych i silnych jednostek. Znowu podajesz jeden przykład, który pasuje do twojej narracji i wizji wszystkiego. Zupełnie ignorując przy tym inne ofiary, które zmarły. Może nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale na covid może umrzeć każdy. Umierają dzieci, młodzież i osoby dorosłe, a nie tylko schorowani starcy.
To wszystko o czym piszesz (terapie, leki na grypę, na GRYPĘ) są próbami załagodzenia objawów choroby, a nie lekiem. Bo leku na Covid19 nie ma i im szybciej to zrozumiesz, tym lepiej dla ciebie.

Zobacz więcej odpowiedzi (17)
nkp6 Odpowiedz

Ja polecam zagłębić się trochę w temat wirusa z innych źródeł, nie z mediów. Owszem trzeba się chronić, chronić innych ale nie popadajmy w paranoje.
Nigdy nie twierdziłam, że wirusa nie ma - bo wirusy były, są i będą, coraz to nowsze. Sami stykamy się co jakiś czas z nową odmianą wirusów, nasze organizmy walczą z takimi zarazami każdego dnia.
Niestety najgorszym z tego wszystkiego jest to, że media tak rozdmuchały ten temat, że ludzie boją się wszystkiego. Firmy padają, ludzie tracą pracę, pogłębia się depresja społeczna, masa ludzi umiera, bo nie uzyskali pomocy lekarza (umiera się przez covid, nie na covid ale o tym nie mówią - w otoczeniu mam masę takich przypadków).
Dbanie o higienę i dezynfekowanie dla mnie było czymś normalnym, tak samo jak wzmacnianie organizmu, szczególnie w okresie zachorowań.
Nośmy maseczki, nawet jeśli nie dla siebie to dla innych ale zakładanie jej wszędzie uważam za przesadę. Czy konieczne jest duszenie się swoimi oparami w miejscu, gdzie jestem sama, a najbliższy człowiek stoi po drugiej stronie ulicy? Dla mnie to absurd i niszczenie własnego zdrowia. Chyba każdy wie jak działa ludzki układ oddechowy i jak negatywne skutki może nieść za sobą ciągłe zasłanianie ust i wdychanie tego co organizm wydycha.
Żeby nie było, tak, przeszłam to, jak porządną grypę tyle, że trwało to dłużej.
Ciocia z kolei przechodziła łagodnie ale nasłuchała się w telewizji jak to zabija starszych, że skoro ma taki wiek to już może trumnę zamawiać i mało nie zeszła z tego świata ale ze strachu jaki w nią wpoiły media.
Co do samych testów: nawet sam producent przestrzega, że wykrywają wirusy, nie koniecznie ten, po prostu wirusy, a jedna osoba robiąc ich kilka będzie raz chora, raz zdrowa, więc sama liczba zachorowań też jest mało wiarygodna.

Makigigi

a jakie to źródła inne niż media?

Velasco

Co do testów - wg. pewnych badań szacuje się, że w niektórych regionach nawet 1/3 osób złapała koronawirusa, pomimo że z oficjalnych danych wynika że zachorowało kilka %. Szacuje się że w Polsce koronawirusem dziennie zaraża się nie kilkanaście -20 kilka tysięcy, a 100 tys.+ osób. Tyle że jakieś 95-98% osób przechodzi to bezobjawowo, nawet nie wiedząc że było zarażonym, a o tym że miało koronkę dowiaduje się z badań przy jakimś innej okazji np. musi zrobić badania bo ktoś bliski miał, albo przed innymi badaniami itd. Wg. mnie powinno się nie podawać liczby wykrytych przypadków, tylko liczbę osób hospitalizowanych - bo uzyskanie faktycznej liczby przypadków jest niemożliwe, a podawanie liczby chorych bezobjawowo nie ma sensu. Zresztą skuteczność testów też pozostawia wiele do życzenia.
Poza tym rząd powinien bardziej się skupić na ochronie tych najbardziej zagrożonych - osób 60+, czy tych, które są z grupy ryzyka.

ZblakanyUmysl Odpowiedz

Słyszałem kiedyś o takim eksperymencie który polegał na tym że miał dowieść że ludzie mogą zachorować na nieistniejącą chorobę i mieć fizyczne objawy.
Na uniwersytecie ogłoszono że pewien profesor poszukuję ochotników do doświadczenia polegającego na rozwiązaniu jakieś tam prostym teście, za dobrze rozwiązany test miał płacić 2 dolary. Ludzie się zgłaszali było ich całkiem sporo. Każdy wchodził, witał się z profesorem, przystępował do testu trwało to 5 min.
Zgłosiło się około 200 ochotników i ochotniczek.
Po dwóch dniach ogłoszone w całym kampusie że profesor który przeprowadzał test przyleciał z Afryki i był chory na jakąś tam wymyśloną chorobę. Opisano szereg objawów. Ludzi którzy mieli kontakt z profesorem i zauważą u siebie wypisane objawy powinni niezwłocznie zgłosić się do punktu medycznego.
Zgłosiło się około 60% ludzi którzy brali udział w teście.
około 30% ludzi miało więcej niż jeden objaw.
10% ludzi nawet po wyjawieniu prawdy że to był test nadal miało objawy i źle się czuło.

rocanon

To się nazywa autosugestia. Moje kuzynki upiły się kiedyś sokiem wiśniowym, bo myślały że to nalewka.

kleksownik

Tak poniekąd działa ta cała pandemia. Dobry komentarz.

Velasco

A weź pod uwagę, że niektóre objawy jak koronawirus ma zwykłe przeziębienie. W Polsce co roku przeziębia się kilka milionów osób, z czego 3/4 zgłasza się do lekarza tylko po L4, a faktycznie leczy się sama w domu.
A teraz każdy tępy panikarz, który się przeziębi myśli ze to koronka i panikuje.

chlef123

ale wiesz, że jeśli te objawy nie były kompletnie z d*py, to jest prawdopodobne, że ci ludzie faktycznie je mieli, tylko po prostu nie z powodu tej "choroby"? np. jeśli zapytasz 100 losowych ludzi, czy czasem nie boli ich brzuch, to 5 na tych stu zapewne będzie bolał; z powodu okresu, niestrawności, kaca itp.

anonimowagirl27 Odpowiedz

Mój tata się zaraził z pracy koroną bo jakiś skur***l stwierdził że musi iść do pracy nawet jeśli ma koronę! A w dodatku ten typ wiedział że ją ma a i tak normalnie sobie przyszedł i jak gdyby nigdy nic śmiał się i pracował z innymi! Potem się okazuje że tata nie czuje smaku i węchu, i się źle czuje więc zrobił test i okazał się pozytywny. Mama tak samo zrobiła i tak samo wyszło. Wszyscy musieliśmy na kwarantanne iść. Babcia nam za drzwi wtedy jedzenie przynosiła, wzięła też naszego psa do siebie. Ale pewnego dnia słyszymy że po babcie karetka jedzie bo ma podobne objawy do taty. Karetka przyjechała, babcie zabrano, okazało się że ma covida. Przesiedziała w szpitalu około 3 tygodnie, - przy czym stan był po paru dniach od jej zabrania poważny - a to tylko dlatego że jakiś typek sobie stwierdził że nawet jeśli ma covida to i tak do pracy może pójść bo przecież na pewno nikogo nie zarazi! Ja też na początku nie zbyt wierzyłam że Covid istnieje itp. ale jak już mnie i moją rodzinę to dotknęło to na prawdę zrozumiałam że powinniśmy wziąć się w garść i przynajmniej nosić te maseczki, bo od tego zależy życie wielu osób. Mój kolega ciągle twierdzi że przecież "Covid nie istnieje, to tylko wymyślona bajeczka i nie powinniśmy tego wyolbrzymiać" - gdy byliśmy jeszcze w szkole to miałam przez to ochotę mu porządnie wpier***ić .

Feniks06 Odpowiedz

"Nie będę się rozwijał..."

... Napiszę tylko 2916 znaków.

Ostrzenozeinozyczki

Nie gadaj, że liczyłeś.

Feniks06

Na szczęście są kalkulatory internetowe do których można skopiować tekst :D :D :D

Smutnabula Odpowiedz

Gdzieś widziałam wezwanie do antymaseczkowców aby zgłosili się na wolontariat na oddziały poświęcone covid 19. Przecież się nie zarażą a mogliby pomóc. I bardzo mi się ten pomysł spodobał. Szkoda tylko że jakoś żadna osoba z tej grupy nie była za bardzo chętna.
Oczywiście wiem że w praktyce mogłoby to przynieś więcej problemów niż pożytku ale mimo wszystko bawi mnie takie zachowanie. Niby nie wierzy ale jednak jakoś jest niechętny by osobiście to sprawdzić.
Generalnie osobiście znam dużo osób które przechodziły to bezobjawowo i znam kilka które zmarło z tego powodu. Szczerze mówiąc. Co złego w zachowaniu bezpieczeństwa. Sobie nie zaszkodzimy ewentualnie komuś pomożemy. A jeśli byłaby to bzdura to nic nam nie zaszkodzi założyć maskę i bardziej zadbać o higienę. Ot co. Są ważniejsze rzeczy do wojowania.

Smutnabula

rockandrollqueen chyba kompletnie nie pojęłaś sensu mojej wypowiedzi...
Pomysł podoba mi się jako idea bo nie jest wykonalny. Ponadto pojawia się często jako argument w trakcie dyskusji pomiędzy stronami (czyli kompletnie nie jest mój) jednak zauważyłam że zawsze jest pomijany jakoś. Wolontariuszy szukali przykładowo w Cieszynie. A nie tylko. Na terenie śląska było spore zapotrzebowanie swego czasu. Podobnie też ma się sprawa z jednym z cieszyńskich akademików - został on przeznaczony na osoby chore na wirusa i stoi on zamknięty (i użytkowany) do dnia dzisiejszego. Jeszcze miesiąc temu rozmawiałam z 6 ratownikami medycznymi (wzywałam ich do swojej babci 3 krotnie z innych nie wirusowych powodów). Chorych na covid musieli wozić po ponad 200 km od ich miejsca zamieszkania. Miesiąc temu. Wszyscy mówili to samo więc informacje z pierwszej ręki. Kwestia wyjścia z bańki informacyjnej moja droga.
Ponadto wskaż mi dokładnie gdzie manipuluję? Tym bardziej że wyrażam tu swoją opinię. Chyba że za manipulację uważasz słowa o zachowaniu bezpieczeństwa. Wtedy... No cóż ciężko mi to skomentować.

rocanon

A jakby ktoś zaproponował ci w formie wolontariatu przerzucanie gnoju - poszedł byś?
Opieka nad chorymi leżącymi (nieważne na co chorymi) to nie taka lekka sprawa.

Smutnabula

rocanon są dwa podejścia do wolontariatu. Jeden pójdzie przerzucać gnój (swoją drogą po kilku minutach przestajesz czuć smrodek lub nawet go nie czujesz w zależności od składu) bo jest w tym jakaś idea i trzeba pomóc. Albo nawet udowodnić swoją przeciwstawną ideę. Drugi zaś ma to gdzieś i jedyne co to będzie krzyczał i ewentualnie robił na złość. Tych którzy w ogóle się tym nie interesują pomijam.
Zaś z doświadczenia koordynatora eventów gdzie wolontariuszy mam pełno powiem ci że żaden z nich nie dostanie wymagających zadań. Są to ludzie zewnętrzni których zachowań i reakcji nie przewidzisz więc danie mu bezpośrednio opieki nad chorym jest skrajnie nieodpowiedzialne. Wolontariusz zawsze zajmuje się zadaniami które może zawalić i przedsięwzięcie przez to znacząco nie ucierpi. Zatem wątpię by z tej ciężkiej poważnej opieki nad chorymi było dużo.
Wyjątkiem są sprawdzeni wieloletni wolontariusze ale ci zazwyczaj szybko lądują na stanowiskach koordynatorów.
A gnój przerzucam czasem. Ot takie życie.

Corazwiecejpustki

@ Smutna: Podziwu godny pragmatyzm.

PiratTomi

Jak lubisz pracować za free i masz tyle czasu, by to robić, to możesz przerzucac gnojowke lub czyścić tylki niepełnosprawnych. Mnie tam nie kręci praca za darmo, więc nie wyobrażam sobie zapieprzac za darmo na oddziale, nawet jeśli miałoby to być położnictwo i moja pomoc ograniczałaby się do podawania matkom noworodkow. Po prostu nie kręci mnie praca za darmo. A gdyby płacili naprawdę dobre pieniądze (że po roku mogłabym wybudować dom i mimo to przez ten rok żyć na wysokim poziomie) go mogłabym sobie pracować na takim oddziale, ale musiałoby to być naprawdę dobrze płatne, bo nie kręci mnie charakter pracy pielęgniarki.

Novara

Nie rozumiem wolontariatu. Owszem są idealiści, co myślą że pomagając świat zrobi się lepszy - niestety to tak nie działa. Są tacy co pomagają na imprezach/koncertach - tylko po to by pod pretekstem wolontariatu samemu uczestniczyć za free, albo poznać jakąś gwiazdę. Inni uczestniczą w wolontariacie, by gdzieś pojechać, albo by wpisać sobie to w CV.
Z drugiej strony bardzo rozumiem propagowanie wolontariatu i wmawianie ludziom, że to dobre i szlachetne - bo chyba każdy by chciał znaleźć sobie łosia co zrobi coś za darmo.

Smutnabula

Novara nie do końca. Niestety bez wolontariuszy nie byłoby większości wydarzeń i przedsięwzięć w których zapewne sam uczestniczysz.
I masz trochę racji w kwestii płacenia. Zgodnie z prawem polskim z wolontariatu mogą korzystać organizacje non profit. Czyli takie które nie zarabiają (nie mają faktycznego zysku dla organizacji). Tym samym sens wolontariusza jest inny.
Firma nie ma prawa korzystać z tego przywileju i z punktu prawnego ma obowiązek płacić każdemu kto bierze udział w przygotowaniu prowadzeniu i zakończeniu przedsięwzięcia. Jak to działa w praktyce - każdy z nas wie.
Zaś osobiście powiem tak. Wejście na event wraz z różnymi przywilejami (wyżywienie nocleg plus wejściówka to minimum plus ograniczone ilości godzin pracy) a często w praktyce benefity barterowe oraz inne w zamian za trochę pracy bywa bardziej opłacalne niż płacenie za wejście. Zwłaszcza dla osób o ograniczonych finansach.
Są też momenty gdzie bycie wolontariuszem niezwykle poszerza umiejętności miękkie. Choć nie tylko - mogą to być również certyfikowane szkolenia i pełnowymiarowe wyjazdy. Tylko trzeba wiedzieć w których inicjatywach uczestniczyć. Tym samym spędzasz czas z interesującymi ludźmi.
Oczywiście są ludzie którzy po prostu to uwielbiają. Autentycznie spotykam się z takimi "szaleńcami" i powiem że to niezwykle doświadczenie.
Zaś osobiście u mnie wygląda to tak że mam partnera który przekłada hobby na różne inicjatywy. Dla mnie to nowe doświadczenia oraz sposób na wspólne spędzanie czasu (i eliminowanie ewentualnej nudy w życiu). Profitów jest ogólnie całkiem sporo. A umiejętności nie zabierze mi nikt.
Ostatnia rzecz to działanie ideowe. (PiratTomi to dla ciebie przede wszystkim) I to jest fajna sprawa. Bez tego nie byłoby wielu pozornie oczywistych rzeczy wydarzeń a niektóre instytucje w ogóle by nie istniały.
Czyli ja uważam że porzucone zwierzęta nic nie zawiniły. Mogę im pomóc więc to robię. Proste. Niewiele zmienię ale jednak dużo.

JMoriartyy Odpowiedz

Ja przechodziłam lekko, w sumie jak zwykłe przeziębienie. Z jedną różnicą- utrata węchu i smaku. Minęło od tego czasu kilka miesięcy, a ja ich nie odzyskałam. Nie czuję perfum, nie mogę smakować jedzenia, nie jestem nawet w stanie stwierdzić czy ciuchy są brudne.
Nie było śmierci, nie ani zagrożenia życia, a mimo to drogo zapłaciłam to zarażenie.
To NIE SĄ żarty.

PiratTomi

I uważasz, że to powód by wyrznac połowę populacji? Super. Tylko dzięki takim panikarzom, ludzie nie mogą się leczyć na serio groźne choroby typu nowotwory, zawały itd.
Ludzie tracą majątki, pracę. Nie mają środków do życia.
Rząd celowo niszczy nam zdrowie (maseczki, odbiera środki do życia, więc ludzi nie stać na pełnowartościowe produkty spożywcze, ogranicza dostęp do lekarzy, a na końcu nas zaszczepi, by wybić tych, którzy przeżyją), a wszystko po to by przypadkiem ktoś nie utracił węchu. Ma to sens.

Jestemgrubas350

PiratTomi poważnie? Czy ty nie ty byłeś największych koronopanikarzem na tej stronie?

Przynajmniej Odpowiedz

Dane zakażeń koronawirusem są nieprawdziwe, rząd wpisuje je jak chce, a teraz centralizując system sobie to jeszcze ułatwili. Dowodem NAUKOWYM na ich nieprawdziwość jest niezgodność z Rozkładem Benforda.

Takajata Odpowiedz

Przeszłam tego wirusa w październiku. Czułam się paskudnie. Ból mięśni, ból zatok, brak węchu i smaku oprócz uporczywego wrażenia, że czuję jakby coś się paliło. Nawet po 2 tygodniach nie czułam się jeszcze zdrowa. Jeszcze jakiś miesiąc po fakcie czułam zmęczenie. W 3 tygodnie po teście przy wieczornej rutynie prysznic-kremowanie wyczułam u siebie zgrubienia na nogach. Zapalenie żył. 14 dni po dwa zastrzyki z heparyny w brzuch. Prawda przy Covidzie jest taka, że może i większość przeżyje. Ale powikłania po nim odczuwać będziemy jeszcze długo. Nie mam chorób współistniejących. Dbam o siebie, ćwiczę i jem zdrowo a mimo to przez tydzień nie byłam w stanie normalnie funkcjonować...

PiratTomi

Już wolę covid i powikłania (swoją drogą, dlaczego nikt nie wyciągnął konsekwencji od właściciela laboratorium, z którego ten wirus został wypuszczony?) niż zgon w wyniku eksperymentu polegającego na szczepieniu szczepionką z dupy.

AncientDragon

"dlaczego nikt nie wyciągnął konsekwencji od właściciela laboratorium, z którego ten wirus został wypuszczony"

Źródło, czy to może kolejna teoria wyciągnięta z tyłka?

Aariyah

PiratTomi, jeśli mnie pamięć nie myli, to podawano gdzieś na początku roku, że dyrektor czy kierownik tego laboratorium, z którego "uciekł" wirus, popełnił samobójstwo. Natomiast co do samych procedur bezpieczeństwa w tym laboratorium to zastrzeżenia były już wcześniej.

Zobacz więcej komentarzy (10)
Dodaj anonimowe wyznanie