#bNdTL
Skoczyłem ASP, próbowałem się wybić, brałem udział w wielu konkursach, stworzyłem strony internetowe. Moje obrazy na aukcjach chodziły za cenę minimalną, zamówień mało i za marne pieniądze, żeby przyciągnąć ludzi robiłem wszystko. Zajmowałem się też renowacją obrazów i ikon, ale zysk również mały. Już nawet nie udawało mi się związać końca z końcem. Rodzina mnie wyśmiała, mnie i moje marzenia. Miałem naprawdę mroczne myśli.
Niespodziewanie koleś, który przyniósł mi ikonę do renowacji zapytał, czy nie stworzę mu ikony od podstaw, na starej desce, dodatkowo nie postarzając jej. Zgodziłem się, zarobiłem niezłe pieniądze. Obiecałem też, że nie wystawię ich na swoich stronach. I tak przynosił mi deski, a ja na nich pisałem ikony. Potem poszło to dalej, przynosił srebrne i pozłacane okłady (srebrna nakładka na ikonę, na której są tłoczone kształty ubrań itp, z otworem na namalowane twarze czy ręce na desce), które skupował na targach staroci, a ja pod to dorabiałem święte postacie. Nawet zacząłem wytwarzać własne farby na wzór tych sprzed 50, a nawet 200 lat, tak się w to zaangażowałem, a gość dodatkowo płacił mi za to, jak użyłem akurat tych farb. Wiedziałem, że musi to sprzedawać i wmawiać ludziom, że to oryginał, ale ja nie pytałem, kasa była, rodzina się nie czepiała. Namaluję jeden obraz na miesiąc, żeby zaktualizować stronę, a tak to piszę z 10 ikon w miesiącu. Mam z tego ładne pieniądze. Moje obrazy jak nie pójdą na aukcji to sprzedaję je za bezcen. Już zatraciłem własny styl. Odtwarzam ikony z licznych albumów, które kupiłem...
Wszystko zmieniło się tydzień temu, gdy przeszedł do mnie facet, który przyniósł mi do renowacji moją własną ikonę. Zleceniodawca "postarzał" ją jeszcze bardziej... Z ciekawości zapytałem, ile za nią zapłacił, a facet z zadowoleniem przyznał, że zrobił interes życia, bo zaledwie 3800 zł. Ja na tych ikonach zarabiam ( w zależności od wielkości i postaci) od 500 do 2000 zł. Za tą akurat dostałem 800 zł. Koleś pokazał też swoją drugą ikonę, ze wspomnianym wcześniej srebrnym okładem (wziąłem za nią 500 zł, bo roboty mało, tylko twarz Maryi z dzieciątkiem), i przyznał, że zapłacił 8000 zł. Gdy nie wiedziałem, tylko podejrzewałem, nie czułem się jak śmieć. Teraz się tak czuję.
Chciałbym wrócić do moich obrazów, ale nie widzę sensu. Znowu będę klepał biedę. Teraz oszczędzam, odkładam te brudne wg mnie pieniądze, bo nie wiadomo, kiedy zleceniodawca wpadnie i zakręci kurek. O dziwo przez ostatnie pół roku było tyle roboty, bo ludzie tak się na antyki rzucili, że lekką ręką odłożyłem z 60 tys. Marzenia umierają powoli, a na mnie patrzą oczy samych świętych. Uważajcie, co kupujecie.
No doczekałem się wreszcie prawdziwego, oryginalnego i interesującego wyznania :)
Przypomniała mi się historia jak Truman Capote podróżował po Europie i tam spotkał się ze starsza już wtedy francuską pisarką Colette, która zaraziła go miłością do antycznych, włoskich, szklanych przycisków do papieru. Oczywiście Capote zaczął je kolekcjonować i stał się ich znawcą. Będąc potem na jakiejś podrzędnej aukcji staroci na amerykańskiej prowincji, pośród zwykłych rupieci wypatrzył niesłychanie rzadki przycisk z limitowanej, XVIII-wiecznej kolekcji jednego z największych, weneckich mistrzów fachu. Oczywiście nie przyznał się i na aukcji zaszokował wszystkich oferując za cacuszko astronomiczną cenę bodajże 50 dolarów (nie pamiętam dokładnie stawek, dlatego podam przykładowe). Licytował się z nim jakiś młody dziennikarz, który był jednak niepewny całej akcji. Capote wygrał i kupił przycisk za jakieś 200 dolców. Gdy opuszczał budynek, dziennikarz zatrzymał go i zapytał: "Czy jest pan pewien, że to było tego warte?" na co pisarz odpowiedział: "Nie. Ten przycisk jest wart co najmniej 250 razy tyle". Tak, że wartość obiektu czasem zależy od tego ile myślimy, że jest wart ;)
Moim zdaniem to jest głupota. Jeśli mamy dwa przedmioty z których jeden jest antycznym dziełem wartym 2 miliony, a drugi powiedzmy zwykłym przedmiotem za 300 zł z tej samej kategorii (na przykład przycisk do papieru jak w opisanej przez Ciebie historii) i damy je człowiekowi który się na antykach nie zna, obejrzy je dokładnie i stwierdzi, że nie widać różnicy to wiesz co to oznacza? Że oba są mniej więcej warte tyle samo. Tylko ludzie którzy kompletnie nie mają co robić z pieniedzy nakręcają te głupote, że niby jeden z przedmiotów jest warty te 2 miliony bo antyk bo coś tam mimo, że realnie ten przedmiot niewiele się różni pd drugiego. To jest patologia ludzi bogatych materialnie i to majczęściej takich którzy nie dorobili się osobiście tylko na przykład są spadkobiercami rodzinnej fortuny.
Przypomnial mi sie dokument o prekursorze street artu Banksy. Facet zarobil miliony na graffiti, jego prace to zwykly sitodruk. Co smieszne czlowiek ktory walczyl swoja sztuką z kapitalizmem i konsumpcjonizmem sam wlazł w jego szpony.
Czy jest zaklamany tak jak ty? Co ciekawe jego ostatnia grafika sprzedana za milion funtow w jakiejs aukcji jest do kupienia na stoisku(oryginalnym) w Bristolu za 60f i nikt nie kupuje, tak jak by jego sztuka byla wazna tylko w muzeach.
Czy sie sprzedałes, jestes oszustem.... Hmm sztuka to ciezki kawalek chleba, mozna robic kopie slynnych obrazow, mozna wymyslic cos swojego oryginalnego, możesz wiele rzeczy by zarobic na chleb, poszedles na łatwiznę. Fafszerstwo to kiepski pomysł
On (autor wyznania) jest oszustem i nic go nie usprawiedliwia. Ludzie którzy kupują te ikony są kompletnymi głupcami. Skoro nie widać różnicy miedzy oryginałem i podróbką do tego stopnia, że ludzie kupują podróbki i nie wiedzą, że to podróbka to znaczy, że oryginał nie jest warty więcej od tej podróbki bo czemu miałby być skoro i tak nie widać różnicy? A co za tym idzie płacenie za to 8000 zł to głupota taka sama jak te dziadki kupujące garnki za 1000zł bo im jakiś oszust wkręcił, że to jest tyle warte.
... A wiesz, że za nowe ikony robione od podstaw są podobne stawki, zupełnie legalnie i bez żadnych przekrętów? W zasadzie łatwo mógłbyś się przestawić - warsztat już masz bo i tak pisząc ikonę trzeba zachować kanon, co oznacza ścisłe trzymanie się starszych wzorców.
Oszukujesz w dziedzinie, w której zarobiłbyś podobne pieniądze bez oszukiwania.
No cóż, jak to śpiewał Kazik: wszyscy artyści to prostytutki.
Proponuję się trochę doedukowac i zostać grafikiem komputerowym, ewentualnie uderzać do działów kreatywnych różnych firm
Co? Tam się pracuje za minimalną xD graficy zarabiają bardzo mało. Już lepiej Ci, którzy freelancują. Zwrotne 5tys miesięcznie po latach robienia portfolio.
Alpejski ma rację. Niestety w Polsce zawód ten jest traktowany bardzo po macoszemu.
Jeśli ktoś nie wierzy proponuję zajrzeć na fp brief- co znosi psychika grafika.
Jak dobrze, że ja nie planuję projektowania logo czy jakiś tam ulotek. Uff
... Albo zainteresować się rynkiem nowych ikon na którym zarobiłby tyle samo na legalu.
A ja chcialam kupic Świętą Rodzinę to takie ceny,ze zrezygnowałam 🙈
A moze połącz to... rob to co lubisz i to z czego masz pieniadze. Moze sam sprzedawaj swoje dziela ogłaszając sie na FB czy OLX
ps. Dlatego właśnie dawniej zabraniano pisania ikon ludziom świeckim, by nie dochodziło do opisywanych szwindli.
Jeśli opuścisz ten kraj i nigdy nie wrócisz to zapłacę Ci. Jaka jest Twoja cena?
A nie możesz sprzedawać takich ikon jako kopie starą techniką? Jest sporo osób, które mają świra na punkcie rzeczy wykonanych dawną techniką i płacą za to spore pieniądze.
umiejętnie kupić i umiejętnie sprzedać trzeba umieć
nie każdy od razu musi oszukiwać
a co to znaczy oryginał skoro zachwycamy się w muzeach słynnymi kopiami i słuchamy przebojów, które też są kopiami
Jeśli ten facet wpadnie to ty razem z nim, zastanów się czy warto dalej to robić byle odłożyć więcej, na kaucję i tak może nie starczyć.
Czemu niby razem z nim? Miał kupca na ikony, który wiedział, że są malowane na miejscu. A co się dalej z nimi działo - co artystę to obchodzi?
@zjemcikota
"Artysta" jest fałszerzem, to raz. A dwa, że świadomie pomaga w przestępstwie, co będzie bardzo łatwo udowodnić.
Czemu fałszerzem? On nic nie fałszuje - sprzedaje ikony kolesiowi, który wie, że nie są prawdziwe i dalej je sprzedaje jako prawdziwe. Autor nikogo nie okłamuje, a jedynie wie, że ktoś tam kłamie - ale co właściwie go to ma obchodzić?
Beknie za współudział. Jeżeli ludziom tutaj się wydaje, że wystarczy powiedzieć "ojej nie wiedziałem, że facet, dla którego skopiowałem setki ikon sprzedaje je jako oryginały" to są naiwni jak dzieci. Zwłaszcza, jeśli dotrą do faceta, który go odwiedził z jego własnymi ikonami.
Moment. Gdybym prowadziła sklep i sprzedawała jakiemuś gościowi wodę w butelce, który potem sprzedaje ją emerytom jako świętą wodę, która leczy wrzody w dupie, to jaki ja bym miała w tym współudział? Przychodzi kolo - chce kupić coś LEGALNEGO, ma prawo. A że dalej działa nielegalnie? Jego sprawa.
Nie bądź taka mądra ohlala
Art. 270. Fałszowanie dokumentu i używanie go za autentyczny
§ 1. Kto, W CELU UŻYCIA ZA AUTENTYCZNY, podrabia lub przerabia dokument lub takiego dokumentu jako autentycznego używa,
podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
Typ tylko maluje ikony, nie sprzedaje ich jako autentyczne. A ze jego zleceniodawca tak robi- kto mógł wiedzieć. Teoretycznie autor tylko maluje, co mu każą i nie zna dalszych losów ikon. Raczej nikt nie zdobędzie takich dowodów jeśli autor się sam nie przyzna, bo dowiedział się przypadkiem.
Do @senna:
Paragraf który wstawiłaś tyczy się podrabiania dokumentów typu dowód osobisty, prawo jazdy albo paszport. W przypadku sprawy takiej kak ta z ikonami nie miałby raczej wielkiego zastosowania.