#avmWA
Coraz częściej słyszę pytania kiedy nasza kolej, odpowiadam, że nie planujemy dzieci. W odpowiedzi słyszę, że to samolubne, przecież was stać, przecież zawodowo się spełniacie, warunki idealne i "najlepsze" - nie masz instynktu macierzyńskiego jak kobiety.
Dlaczego kobieta kobiecie jest w stanie tak powiedzieć? Chcieć nie zawsze znaczy móc, o czym się przekonuję. Wiem, że nie jestem jedyna, jest wiele takich par, ale to boli.
To powiedz im że nie możesz mieć dzieci - w ten sposób zamkniesz temat.
Nie nie, w tym kraju trzeba być cichym męczennikiem. Powiedzenie komuś wprost, że nie może mieć dzieci jest zbyt... europejskie czy coś. Trzeba po cichu ronić łzy i psioczyć na znajomych, bo ojojoj, jak oni mogom.
Ale prawda jest taka, że nawet jeśli by mogła mieć dzieci, to co komu do tego? Nie chcę i już, koniec tematu, sprawa zamknięta. Ma prawo nie mówić o swojej chorobie znajomym. A oni nie mają prawa jej zmuszać do posiadania dzieci
Jak powie że nie może mieć dzieci, to się znowu zacznie, tylko od drugiej strony. "A bo za mało się staracie". ,,Albo za bardzo i jak odpuścicie to zajdziesz w ciążę". Albo zaczną im wymyślać diety na płodność. Dopytywać, czy nie chcą adoptować. Zastanawiać, czy mąż jej nie zostawi, przez to. Może jednak lepiej znieść parę oskarżeń o samolubność i próżność, niż festiwal ,,dobrych" rad i analizowanie, ich problemu z każdej strony i niedelikatne komentowanie.
Ok, problem tkwi w podejściu społeczeństwa. Ok, powiedzenie prawdy może nic nie dać, jak rodzinka wyjątkowo namolna. Ale co jest w takim razie wygodniejszego w zatajaniu prawdy? Jak ludzie wścibscy i nietaktowni, to presja zawsze będzie, ale oni przynajmniej będą ze sobą szczerzy. Poza tym kto wie, może w rodzinie obudzi się empatia i przestaną naciskać? W końcu jak nie mogą, to nie mogą, może to nie wykracza poza ich zdolność zrozumienia
Ale to jest bardzo prywatna sprawa. Nie musi się tym dzielić z nikim jeśli tego nie chce. To czy mają dzieci czy nie mają to jest sprawa tylko i wyłącznie jej i jej męża.
Bardzo mnie denerwuje ciekawość ludzi w sprawach które ich zupełnie nie powinny interesować i przekonywanie do swoich racji.
Ja nie mam dzieci, z wielu różnych powodów które nie powinny nikogo interesować. Chce je kiedyś mieć, mamy wszystko w miarę rozplanowane i mimo, że otwarcie mowie gdy mnie ktoś zapyta, że nie planuje teraz dzieci słyszę teksty w stylu: ' co masz taką luźna sukienkę, jesteś w ciąży?' lub mowienie do mojego męża, ze ja bym juz na pewno chciala. Nosz ku..a.
Także ten, niech każdy zajmie się swoim życiem i nie wtraca się nikomu w tak ważne sprawy.
Ale czemu niby ona ma obowiązek się tłumaczyć ludziom z nieposiadania dzieci? Czy nie chce czy nie może to jest absolutnie tylko jej i męża sprawa i nikt inny nie ma prawa tego komentować.
Nie musi się tłumaczyć, więc ukrywa prawdę dla własnej satysfakcji, że co prawda rodzinka dogryza jej i jej mężowi za każdym razem, jak wpadną, ale ona im się nie tłumaczy, więc jest wygraną. A potem się wypłakuje tutaj, jak to jej nie jest ciężko. Jak woli ukrywać coś, o czym rodzina, a nawet przyjaciele sobie zazwyczaj mówią, niż uciąć temat prawdą (prawdopodobnie uciąć, no ryzyko, że się dalej będą czepiać jest zawsze), to niech się nie dziwi, że jest ciężko
Staysfakcji? Sorry, bardzo ciężki garnek ci spadł na łeb?
Kobieta cierpi, bo nie może spełnić swojego marzenia, to na pewno daje jej tony satysfakcji.
Samolubstwem to jest mieć dzieci, bez względu na sytuację materialną. Bo po co jest sprowadzany na ten świat, jak nie dla siebie?
Wiesz, jedna starsza osoba w rodzinie powiedziała mi, że jestem nieodpowiedzialna gdy powiedziałam że chciałabym dziecku zapewnić wszystko. Durnego myślenia nie zmienisz :)))
Ogólnie jest taka tendencja do rozmów o dzieciach (szczególnie z młodymi małżeństwami), wręcz rozmowa oparta na naciskaniu na parę.
Zawsze wokół powtarzałam, że takich tematów się nie porusza, bo:
a) ktoś może zwyczajnie nie chcieć mieć dzieci i ma do tego prawo
b) może z jakiegoś powodu nie są w stanie, choć chcą
c) może przechodzili już przez poronienie i temat ich zaboli
Ten poziom głupoty ludzkiej wchodzi na wyższy level niestety. Już teraz pytają się singielek po 20/25 roku życia kiedy dzieci, bo przecież młodszą nie będziesz. To jest jeszcze głupsze, bo jak ma sobie zrobić dziecko samotna kobieta? A być samotna matka powoduje społeczny odbiór "puściła się to ma". Także hipokryzja, podwójne standardy, wścibstwo i włażenie w macicę niestety dotyczy wszystkich młodych kobiet. Smutne to strasznie.
A skąd osoba w tym wieku ma mieć pieniądze żeby utrzymać na godnym poziomie siebie i dziecko? No chyba, że to chodzi o życie od 1 do 1, utrzymywanie się z 500+ i mieszkanie u swoich rodziców lub teściów. Osoby zadające takie pytania zupełnie nie myślą.
No dla mnie to głupota. Akurat temat rodzicielstwa nie powinien być poruszany przez obce osoby/ dalekich krewnych. Jak dla mnie rozmowa o ewentualności posiadania potomstwa powinna być zarezerwowana dla najbliższych, z którymi mamy kontakt na tyle dobry, że bez obaw powiemy im o swojej decyzji czy sytuacji, a oni sami nie będą naciskać i uszanują to co im powiemy.
Bo ludziom nie dogodzisz. My lata świetlne nie mieliśmy dzieci. Miało ich nie być. Nagle po 14 latach się urodziło. Po 7 mcsch znowu ciąża. Nie pytajcie jak. Znaczy się jak to wszyscy wiemy. Ale czemu nagle się ciszę pojawiły? Nie wiemy z lekarzami. I co? Jak pierwsza jeszcze ok. To druga już słyszę, za szybko, za stara jestem (37 lat na tą chwilę), kto to widział, co rok to prorok 🤦🤦🤦🤦🤦 no nie dogodzisz. Nie i koniec.
Słuchaj, sama mam znajomą, która - nazywając rzeczy po imieniu - wrobiła swojego męża w trójkę dzieci. Pomijając kwestię ich obecnych relacji małżeńskich oraz tego, że w zasadzie "zrobiła" te dzieci dla siebie i właściwie sama je sobie wychowuje, ponieważ mąż gdy tylko może ucieka w pracę; dziewczyna nieprzerwanie namawia MNIE żebym się postarała o własne. Bo ona ma masę ubranek, które chętnie mi odda, zabawek, bo dzieci to największe szczęście bla bla bla. Nie jest to na tyle bliska znajoma, żebym ją wdrażała w to, że mój stan zdrowia jest przeciwwskazaniem do starania się o dzieci; a fakt, że ja tych dzieci najzwyczajniej w świecie mieć nie chcę, nigdy nie chciałam - do niej nie dociera. Także myślę, że dla niektórych kobiet bycie matką, to po prostu stan umysłu. Jakaś głęboko zakorzeniona potrzeba udowodnienia, że są w jakiś sposób pełnowartościowymi kobietami (?!) tylko dlatego, że są w stanie sprowadzić na ten świat małe ludziki.
Olej sprawę. Odetnij się od toksycznych osób, niech sobie dopowiadają co chcą. Twoje życie jest wyłącznie Twoje, nikt go za Ciebie nie przeżyje. Być może kiedyś zdecydujecie się na adopcję, a może nie. To wyłącznie Wasza decyzja - i niezależnie od tego co postanowicie, będzie to działanie właściwe :)
Dodałabym tylko, że jeśli ktoś się nie czuje pełnowartościowy sam z siebie, to dziecko nie powinno być środkiem do podniesienia poczucia wartości. To jest osobny człowiek a rodzic „uwieszony” i uzależniający swoją wartość od dziecka nie rokuje wg mnie zbyt dobrze jako rodzic
Autorko, ale skoro mówisz, że nie chcesz mieć dzieci, to idąc dalej tą drogą można uznać, że nie masz instynktu macierzyńskiego. On objawia się właśnie chęcią posiadania dzieci.
Sranie w banie. Objawia się chęcią otoczenia opieką istoty bezbronnej i nie musi to być chęć bezterminowa.
@Dustfromcoffe
nie neguję tego co mówisz, ale dla większości jest to "proste":
jesteś kobietą w wieku rozrodczym > mówisz, że nie chcesz mieć dzieci > nie masz instynktu macierzyńskiego
Autorkę bolą takie komentarze pod jej adresem, ale skoro mówi, że nie chce mieć dzieci (a nie że nie może ich mieć - jej prawo, nie musi dzielić się tak wrażliwymi tematami z każdym napotkanym człowiekiem) to będzie takie słyszała. Ludzie są głupio wścibscy, a przy tym gruboskórni i jak już zaspokoją swoją ciekawość, to zajmą się ocenianiem, a to jedna z podstawowych ocen w takim kontekście.
Również masz tutaj rację :)
Mimo wszystko dziwni mnie trochę reakcja autorki. Zamiast obiwiniac się o cos co jest niezależne od niej powinna wypracować jakiś system obronny. No nie rozumiem, ktoś mnie rani czy obraża swoim komentarzem a ja siedzę w kąciku i chlipie jak w przedszkolu
Mnie jak tak teść atakował przy byle okazji to mu w końcu powiedziałam, że wnuki będą jak je sobie sam urodzi i się skończyło gadanie.
Jak komuś taktowna odpowiedź na taki temat nie odpowiada i drąży albo co spotkanie nawraca to lepiej coś dogadać
Ale się jaram, że wymieniłam swoje zdanie i 'porozmawiałam' z kimś z neta z szacunkiem i bez hejtu.
Piona Atropos! 💪🏻
Polecam się na przyszłość. Lubię taką rozmowę bez osobistych wycieczek, mimo różnicy zdań ;)
Piona :D
Jesteście nie w temacie. Udowodniono, że coś takiego jak "instynkt macierzyński" nie istnieje.
@ciskowski, jeszcze większy debilu:
cytując autorkę:
"Ja nie mam szans na zajście w ciążę, znajomi i rodzina tego NIE WIEDZĄ, nie wiedzą, że chorowałam.
...
(...) słyszę (...) nie masz instynktu macierzyńskiego jak kobiety."
Więc skoro nie wiedzą, że ona nie może, to snują durne domysły.
Czytanie ze zrozumieniem matole się kłania.
@ciskowski, zanim mi spakujesz walizeczkę, to wersja do ubogich umysłowo:
1. autorka była chora i przez to nie może mieć dzieci
2. znajomi drążą dzieciotemat, bo mają/chcą/lubią/inny dobry wg nich powód
3. ona im NIE MÓWI, że nie może mieć dzieci, a zamiast tego mówi że nie chce mieć dzieci,
4. oni przechodzą do przekonywania i oceniania, kwitując to również brakiem instynktu macierzyńskiego
5. jej jest przykro, bo chce, a nie może, a oni pieprzą farmazonie nie znając sytuacji
Coś pominęłam?
Jak ktoś ci mówi "nie masz instynktu macierzyńskiego jak kobiety" to odpowiedz "nie masz mózgu jak kobiety".
DOBRE :D
Autorko, z takimi dzbanami krótka piłka - puść im odpowiednią wiązankę, jeśli zaczną Cię terroryzować. Musisz im pokazać, że jesteś twarda, momentalnie ucinać temat, bo inaczej wejdą Ci na głowę. Trzymajcie się!
Wydaje mi się, że w rozmowie z takimi doszukującymi się "prawdy" ludźmi, bycie szczerym robi największe wrażenie. Nie zrozum mnie źle, nie namawiam do rozmawiania o Waszym problemie (choć nie rozumiem dlaczego by nie), ale czemu nie mówisz, że boli Cię ten temat? Dlaczego nie zaprzeczysz, i nie powiesz, że masz instynkt macierzyński? Warto mówić takie rzeczy, szczególnie jeżeli nam zależy na tych znajomych/rodzinie. Dojrzalsi emocjonalnie zrozumieją, że to trudniejsza sytuacja, a Ty oficjalnie dałabyś sobie prawo do ignorowania pytań tych pozostałych. Na szczęście w tej sytuacji chodzi tylko o głupie słowa, więc albo im odpowiadaj, albo się uodpornij.
A ja bym połączył Twoją wypowiedź z wpisem @Madhu. Najbliższa rodzina wie, że autorka na coś chorowała i tu powinno wystarczyć: "wiecie, że chorowałam i na razie nie mogę mieć dzieci. Jak już będę mogła to z pewnością urodzę". Ucina wszelkie dyskusje. Gdyby jednak ktoś drążył temat to pytanko: "kiedy skończyłaś medycynę i zrobiłaś doktorat z ginekologi, jakoś nie pamiętam". A osoby z grona znajomych: "zajmij się swoją dupą a od mojej wara, a jak masz problem, to skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą". W życiu trzeba być asertywnym bo cię zjedzą.
Może jakbyś powiedziała że nie możesz a nie nie planujesz, to by nie było takich pytań? Tak tylko mówię.
Może i ktoś napisze, że jestem podły, ale żalenie się w internecie na innych ludzi z powodu własnej głupoty to szczyt zjeb@nia.
Ktoś jeszcze uważa, że to wyznanie ma sens tylko wtedy gdy nikomu nie powiedziała tego przez co teraz się żali?
Wiesz, że gdyby oni to wiedzieli to pewnie dostałbyś masę wsparcia i obecne wyznanie byłoby dla samej Ciebie debilizmem, tak?
Ale jakie wsparcie może dostać osoba nie mogąca mieć dzieci? Jedynie współczucie, a tego Autorka na pewno nie chce.
Nie poniżaj jej, bo jedyne co o niej wiesz to to że nie może mieć dzieci. Czasami zachowujesz się, jakbyś miał braki elementarnych podstaw koegzystencji społecznej. To ta PLANdemia tak działa czy co?