#arqbN
Przygodę z metalem zaczął jakoś w pierwszej połowie lat 70., kiedy to na czarnym rynku krążyły płyty gramofonowe (i tzw. pocztówki) z zachodnią muzyką. Dziadek - wówczas liczący sobie 30 lat z hakiem zachłysnął się pierwszymi albumami Black Sabbath, Led Zeppelin i całej masy innych hardrockowców.
Wcześniej nauczył się wymiatać na wiośle i nawet miał swoją kapelę, ale jak wspomina - każde wspólne granie kończyło się szybko, bo perkusista był bardzo utalentowanym producentem bimbru i już po zagraniu kilku numerów, któryś z członków kapeli lądował z głową w misce stojącej za garażem, który to pełnił rolę sali prób.
Babcia, która niańczyła w domu mojego małego tatę, przymykała oko na wszystkie dziadkowe hobby. A było tego sporo - koncerty, imprezy, zloty itp. W 1984 roku dziadek pojechał Nysą na koncert Iron Maiden. Do dziś wspomina ten dzień ze łzami w oczach. Tak bardzo się wówczas wzruszył, że po zobaczeniu występu, przez dwa dni nie wracał do domu, bo zaimprezował z lokalną ekipą polskich fanów tej kapeli. A swoje latka już wtedy miał...
We wczesnych latach 80. dziadek nie pił już dużo alkoholu, bo za sprawą Włodka - swojego kolegi jeszcze ze szkolnej ławki, poznał marihuanę. W tamtych czasach nikt nikogo nie ścigał za posiadanie krzaczka na parapecie, czy w ogródku. Dziadek zawsze na początku sezonu wbijał z kumplami na babciną działkę ogrodniczą i sadził zielsko między pomidorami. Babcia potem ponoć całe lato wściekała się na intensywny zapach, który aż kłuł w nozdrza. Zresztą do dziś mój sędziwy dziadek lubi sobie zapalić skręta. Mówi, że to łagodzi jego bóle w korzonkach. Pali zresztą z tym samym Włodkiem, który go w to "wciągnął".
Wracając do muzyki. Dwa lata temu dziadek z babcią pojechali do sanatorium, do jakichś tężni, czy innego cholerstwa. Co drugi dzień dzwonił do mnie i narzekał na sztywny klimat. "Ci ludzie zachowują się jakby byli w jakimś pieprzonym salonie pogrzebowym. Nikt się nawet nie napije, a o zajaraniu skręta mowy nawet nie ma!" - mówił.
Specjalnie dla emerytów przygotowano dansing. Babcia zawlokła tam wielce niepocieszonego dziadka. Ku jego zgrozie wodzirej puszczał kawałki Krawczyka, Bajmu i Czerwonych Fujar (jak to dziadek powiedział). Dziadzio długo nie wytrzymał. Poczłapał do swojego pokoju i przytargał ze sobą płytę. Wręczył ją mistrzowi ceremonii tłumacząc, że to Grechuta czy jakiś tam inny dinozaur. W ten sposób staruszkowie poczęstowani zostali energetycznym kawałkiem grupy Venom. Na parkiecie ostał się tylko dziadek i jakiś inny, niepozorny staruszek, który jak się okazało - również lubi ciężkie granie. Teraz są kumplami i wymieniają się muzycznymi nowinkami...
Ej ej ej, ale Grechutę to ty szanuj
nie wiem czemu, ale jak to czytałam, miałam przed oczami Geralta z Wiedźmina (chodzi tu o wygląd)
Geralt metalowiec 💘
W książkach Geralt nie miał brody.
Jeżeli Twoi dziadkowie byli w Ciechocinku, a nie w Inowrocławiu (jedyne miasta które mają tężnie) to jest tam taki klub - Jedyna... jedyne takie miejsce w tym mieście gdzie leci dobry rock i metal a atmosfera jest zajeb*sta. Polecam
Pożycz dziadka! :D
Pozdrów dziadka <3
Mimo, że ja calym serduszkiem kocham metal moi dziadkowie go nienawidzą. Twierdzą, że brzmi jak młot pneumatyczny, a zdanie zmienili dopiero kiedy im puściłam 'Alfadanz'. Ale... no cóż dalej nie mogę sobie cichutko w samochodzie puścić czegoś lżejszego jak Judaszów, czy Megaśmirci :',(
Fajnego masz dziadka! Chętnie bym go poznała :)
Chciałabym mieć takiego dziadka, dogadalibyśmy się (przynajmniej w kwestii muzyki) :)
Dobrze że się nie wdrożył w ten rockandrollowy tryb życia, bo teraz by zabawiał opowieściami z życia cały monar.
Świetny dziadek :D