Jest mi wstyd, że mam 33 lata, a nie stać mnie nawet na jedzenie. Dostaję pensję, z której opłacam ratę kredytu, wynajem pokoju, kupuję kotu jedzenie i nie zostaje mi już nic na życie. Nie mam rodziców, nie mam na kogo liczyć. Nie stać mnie nawet na kozaki czy zimową kurtkę. Nie tak widziałam dorosłe życie.
Dodaj anonimowe wyznanie
To przykre, że na tym świecie są ludzie, którzy żyją na skraju ubóstwa. Musi być Ci naprawdę ciężko bez wsparcia bliskich osób. Może spróbuj rozejrzeć się po lumpeksach? Na pewno uda Ci się znaleźć coś taniego, żeby nie marznąć w zimie.
Szukaj oszczędności tam, gdzie to możliwe. Dużą oszczędnością jest picie wody z kranu i samodzielne gotowanie. Poszukaj dodatkowej pracy. Może korepetycje? Sprzątanie u kogoś? Inwentaryzacje w sklepach? Wykładanie towaru w lumpeksach? Gotówka od razu po pracy, akurat na jedzenie. Jednocześnie zastanów się, jakie masz możliwości większych zarobków. Czy w obecnej pracy możesz liczyć na podwyżkę, czy trzeba ją zmienić? Może się przebranżowić?
Przykro mi, że mimo uczciwej pracy tak bardzo musisz się ograniczać. Mam nadzieję, że to chwilowe. Chętnie zasponsorowałabym Twojego kota, bo moje co chwilę wybrzydzają na karmę, to bym przekazała nadmiar nielubianej.
Może warto rozważyć wyjazd w inne miejsce? Za granicami kraju też nie jest łatwo ale np. w UK (oczywiście odliczając największe miasta) nawet jak zarabiasz minimalną krajową na miesiąc to stać cię na fajny pokój, wszystkie rachunki, jedzenie i jakieś drobne przyjemności. A jak się postarasz to i o mały awans jest dużo łatwiej niż w Polsce. Powodzenia!
Ty się wstydzisz, że jesteś biedna? Zrobiłaś co mogłaś - poszłaś do pracy. Nie każdy będzie wziętym inżynierem, aktorem czy szefem dobrze prosperującej firmy. W tych firmach ktoś musi przecież pracować. To wstyd dla rządzących, że tak los zgotowali swoim pracodawcom - bo przecież są wybierani podobno przez społeczeństwo i z podatków mają pensje. Wcale nie małe.
to po co Ci jeszcze kot?
Jeśli nie jesz a żyjesz to jesteś wyjątkowym człowiekiem. Absolutnie wyjątkowym.
Na co ten kredyt? Może można się tego pozbyć?
Coś tu nie gra. Z kotem w wynajętym pokoju? Przecież jak pójdziesz do pracy kot zacznie się nudzić drapać i przeraźliwie miauczeć. Co na to właściciel i pozostali lokatorzy?
No właśnie. Kot może przespać nawet 16 godzin dziennie ale przez pozostałe 8 trzeba się nim zająć albo dać odpowiednio duży teren. Zamkniety w ubogim pokoiku na poddaszu by zrobił pogrom.
Moje koty śpią przez prawie całą dobę. Uaktywniają się na jakieś 2-4 godziny wieczorem. Calutki dzień nie widać kotów. Kot przyzwyczajony do pracujące i domownika będzie spał wtedy, gdy jest sam.
Mój kot tak samo. W dzień się gdzieś chowa, a widać go dopiero w nocy.
Mój ma do dyspozycji całe mieszkanie. Wcześniej był trzymany w dużym pomieszczeniu wielkości salonu. Raczej nie zdecydowałabym się na zwierzę, gdybym miała z nim mieszkać tylko w jednym pokoju.
Po co trzymać zwierzę skoro się nie ma pieniędzy ani warunków na jego utrzymanie? Ledwo stać ją na jedzenie kota, a co ze szczepieniami? Odrobaczaniem? Innymi rzeczami?
Autorka jest niestety nieodpowiedzialna.
Moje koty mają całe mieszkanie. Przez pół roku miałam jeszcze jednego kota, i on sam z siebie nie wychodził z jednego pokoju. Był socjalizowany w innym pokoju, później wyszedł, wybrał sobie jeden i serio nie ruszył się właściwie z jednej kanapy. W tym pokoju stoją miski i kuweta.
A Autorka może mieć teraz trudną sytuację, co nie oznacza, że wcześniej nie było jej stać na kota. Raczej by kota nie wzięła, gdyby cały czas miała dylemat: ona czy kot. Chyba że to właśnie stary kot po kimś, którego albo bierze, albo nikt się nim nie zajmuje...
A skąd ta wiedza o kotach?
to zmień pracę?