#aYIma
Po drodze duuużo piliśmy. Gdzieś w połowie drogi urwał nam się film. Obudziliśmy się rano na samym szczycie. Rozglądnąłem się, zauważyłem pomnik Jana Pawła II, przy którym była księga. Wpisywali się tam wszyscy, którzy tam dotarli. Zacząłem przeglądać wpisy i... natrafiłem na swój własny. Chwaliłem w nim Jana Pawła II i napisałem, że zgubiłem aparat fotograficzny, w którym miałem zdjęcia byłej dziewczyny. Prosiłem go, by pomógł mi go znaleźć, bo to jedyne co mi po niej zostało. Sprawdziłem, faktycznie go nie miałem.
Pokręciliśmy się po jaskiniach, a kiedy zachciało mi się siku i wszedłem w krzaczki, żeby oddać mocz... znalazłem swój aparat. Nic w tym dziwnego, gdyby nie fakt, że schodziliśmy innym szlakiem, niż zaczęliśmy wychodzić i w dodatku leżał on kilka metrów od ścieżki w gąszczu traw i krzaków.
Dziękuję za spełnienie prośby.
Z jednej strony fajna przygoda i ciekawe wspomnienia, dobrze że się tak wszystko ułożyło, ale z drugiej damn, tak się naprać w górach? Niebezpieczna sprawa
Może smok go tam przeniósł, a kierowca autobusu nie zdążył tego nagrać?