#Zjb1J
Poszłam do neurologa (wrzesień 2014), opisałam objawy, skierowanie na rezonans z napisem "pilne".
Chcę się umówić, ale najwcześniejsza wizyta w MAJU 2015! Napis "pilne" nic nie daje, jeśli skierowanie nie zostało wystawione przez onkologa.
No nic. Pojechałam zaklepać wizytę... I tu się okazało, jaką szczęściarą jestem.
Akurat znowu bolała mnie głowa, pani w okienku przyjrzała się mnie, przyjrzała skierowaniu, zobaczyła "PILNE" podkreślone dwa razy, widzi mnie bladą i mówi, że akurat ktoś dzwonił, odwołał wizytę, ona mnie wciśnie na tę odwołaną wizytę, badanie za tydzień.
Tak więc we wrześniu dostałam się na rezonans i jeszcze we wrześniu odebrałam wyniki.
Guz mózgu.
Rodzice stanęli na wysokości zadania, poszukali specjalistów (ja byłam zbyt otępiała, by to do mnie dotarło) i w ciągu tygodnia miałam trzy konsultacje z trzema różnymi neurochirurgami. Każdy twierdził to samo: konieczna jak najszybsza operacja, bo KWIETNIA pani nie dożyje, jest za duży i za szybko rośnie (był wielkości kurzego jaja).
Kwietnia bym nie dożyła, a dopiero w maju miałam mieć rezonans i gdyby nie pani w recepcji, byłoby już po mnie. 9 grudnia 2014 miałam operację, a 12 stycznia 2015 poszłam do pracy.
Cała sytuacja nie zmieniła mojego życia, nie spowodowała jakiegoś nawrócenia czy zadawania sobie pytania "dlaczego ja?". Byłam przekonana, że nic mi się nie stanie, bo jeszcze nie zdążyłam nagrzeszyć :D
Jeden jedyny raz dopadła mnie obawa o dalszy los, więc w nocy położyłam się do łóżka siostry i mówię jej
- Słuchaj, gdyby coś mi się stało...
- Chcesz mnie zostawić? - przerwała mi z oburzeniem.
- Oczywiście, że nie chcę - odparłam zaskoczona.
- To nie pierdol głupot. Kolorowych snów.
Kochana siostrzyczka, wie jak podnieść mnie na duchu.
Dla Pani w rejestracji wielki bukiet i mega alko się należy 😁
Ach ten kult załatwiania czegoś flaszeczką...
Ale tu o podziekowanie a nie zalatwienie czegokolwiek chodzi.
Jeden pies.
Brawa dla rodziców za zbagatelizowanie sprawy gdy byłaś dzieckiem...