Historia miała miejsce jakieś 15 lat temu w mieście, w którym studiowałem zaocznie. Jak zwykle zameldowałem się w jednym z hosteli w starej kamienicy. Pokoje były tam koedukacyjne z łóżkami piętrowymi. Gdy się do jednego z nich wprowadziłem, zauważyłem na innym łóżku dziewczynę. Trochę porozmawialiśmy, po czym ona gdzieś wyszła. W międzyczasie do pokoju wprowadziło się paru chłopaków z jednej grupy. Widzieli wtedy, że z nią rozmawiam. Gdy już urządziliśmy się na swoich miejscach i każdy przygotowywał się albo do spania, albo do wyjścia na miasto, do pokoju wparował jeden z tych chłopaków. Zapytał się, czy znam się z tą dziewczyną, powiedział, że ona leży nieprzytomna w łazience. Wszyscy jak jeden mąż wpadliśmy do tej łazienki (były one koedukacyjne jak pokoje). Powiedziałem jednemu z chłopaków, żeby mi pomógł i razem wynieśliśmy dziewczynę na korytarz. Z racji tego, że była całkiem naga, poleciłem innemu chłopakowi, żeby ją przykrył. Była wtedy nieprzytomna, ale na szczęście oddychała. Zadzwoniliśmy po karetkę. Tam poinstruowano nas, żeby natychmiast otworzyć wszystkie okna w pokojach i wyjść z hostelu. Z karetką przyjechała straż pożarna, ewakuacja przebiegła całkiem sprawnie.
Jak już się domyślacie, był to czad. Gdyby ten chłopak nie zauważył tej dziewczyny w porę, możliwe, że wszyscy byśmy się zatruli.
Następnego dnia odwiedziłem tę dziewczynę w szpitalu, na szczęście była już przytomna. Była bardzo wdzięczna za uratowanie.
PS Nie wracałem do tego hostelu przez dłuższy czas. Gdy tam potem zawitałem, zauważyłem, że w łazienkach są mobilne czujniki czadu.
Dodaj anonimowe wyznanie
W tamtych czasach , jeśli nie było ofiar śmiertelnych to takie wydarzenia przechodziły bez echa. Gdyby wypadek miał miejsce dziś to byłbyś sławny - może nie tak jak ludzie którzy uratowali dziewczynkę spadającą z piątego piętra ale zawsze. Na pewno byś się nie mógł opędzić od osób które uważają się za dziennikarzy , zwłaszcza tych internetowych.
Koedukacyjne łazienki do których każdy może wejść kiedy inna osoba bierze prysznic?
A w czym problem?
Mi sie zdarzyło na wyjezdzie pracowym że był zamek na kod ale się nie zahaczył i przypadkiem otworzyłam drzwi a tam dziadek koło 50 z zaganiaczem prawie do kolan. Ja mòwie mu sorry a on “nie no jak chcesz popatrzec to mi nie przeszkadza.” Dziiiiisas jak stamtąd wiałam 😆 A pozniej w pracy to tylko patrzyłam mu na buty i starałam sie go unikać a drzwi dla siebie zastawiałam kijem od szczotki w razie jakby mi zamek nie zahaczył. No przypał w ch….. aż mnie mierzi jak sobie przypomne. Nie samo zdarzenie ale ten tekst, co on naprawde myślał ze ja na dziadka polece czy co? Ugh. Jakby było jak w wyznaniu to by mnie nikt w pore nie znalazł przez barykade na drzwiach.