#ZZymR

Tym razem będzie o nie mojej sprawie, której skutki walnęły we mnie rykoszetem.
Na pierwszych studiach dosyć blisko zaznajomiłam się z pewną dziewczyną. Dobra, miła i fajna, ale naiwna jak mało kto. Wielu powiedziałoby: po prostu głupia. Wynajmowałyśmy razem mieszkanie, było OK.

Alicja poznała studenta innego wydziału, zakochała się, git malina. Kiedy przyszła z nim na imprezę naszego roku, wszyscy zauważyi, że coś jest nie tak. Od słowa do słowa - facet okazał się być schizofrenikiem w trakcie leczenia? Terapii? Nie wiem, jak to się określa, nie jestem ekspertem. Pochodził z drugiego końca Polski. Mówcie, co chcecie, ale mnie się do dzisiaj w pale nie mieści, jak jego rodzice mogli wysłać swoje ciężko chore dziecko w pierony daleko, bez opieki, bez kontroli, czy bierze leki... ponoć miał za sobą nieudaną próbę samobójczą. Wciąż uważam, że chcieli mieć go z głowy.

Ala była nim zafascynowana: dusza artysty, taki mroczny, szmery bajery. No dobra. Już po dwóch miesiącach się zaczęło: gość miewał "gorsze dni", kiedy zapomniał o lekach. Jego wybryków Wam tu nie opiszę, za mało miejsca... Alicja chciała go zostawić, ale miała wyrzuty sumienia, bo on chory, a ona czułaby się jak potwór bez serca.
Miarka się przebrała, gdy zastała go w łóżku... z innym facetem. Jak się tłumaczył? "On wziął coś ode mnie, a ja od niego...". No mniejsza. Ala płakała na przemian z łamaniem sobie głowy, jak on sobie poradzi... A on próbował nachodzić ją na uczelni, w pracowni, niemal wszędzie. Sprawa otarła się o rektora i policję. Trochę przycichło.

Tu muszę dodać, że mieszkałyśmy w starej kamienicy, w której jeszcze wtedy nie było ani domofonu, ani zamka na kod. Naciskasz klamkę i wchodzisz. Po wyskokach "Artysty" stale szukałyśmy nowego lokum, ale ciężko było znaleźć coś nie rujnującego naszych studenckich kieszeni...

Dłuższy weekend. Ala pojechała do domu na parę dni, ja w chacie sama. Pukanie - ba! walenie! - w drzwi wejściowe. Podchodzę cichaczem do wizjera, a tam "Artysta"... W rozpiętym płaszczu ino. Pod spodem strój Adamowy, za wyjątkiem foliowego płaszczyka na małym kumplu...
Aż zjechałam po drzwiach na ziemię. Gość łomocze dalej. Po jakiejś minutce się znudził i poszedł. Mam nadzieję, że chociaż płaszcz zapiął.
Alicji nigdy o tym nie wspomniałam. Dosyć miała stresów przez niego. Ale traumę miałam dłuższy czas.
Meridaa Odpowiedz

Mam pod opieką kobietę ze schizofrenią i na codzień funkcjonuje w miarę normalnie, trzeba pilnować czy zażywa leki. Potrafi sama wszystko zrobić w domu, ale często zdarza się jej przysypiać. Mimo to co roku na przełomie października i listopada jej stan się pogarsza i potrzebuje hospitalizacji. To okropna choroba naprawdę. Miałam też pana schizofrenika, ale o tym przypadku można by książkę napisać, jednym słowem koszmar.

laciekwkropki

Może właśnie warto napisać ;) dla uświadomienia innych z czym to się je :)

ChceSieZabic Odpowiedz

Mojej mamie kiedyś obcy człowiek wyznał miłość. Nie wiedziała co zrobić, a ten mężczyzna zaczął ją gonić. Takie sytuacje miały miejsce codziennie przez pół roku, dopóki nie wyprowadził się gdzieś indziej.

Meve Odpowiedz

Trzeba było do sądu i ustanowić mu zakaz zbliżania do Alicji:)

Zuzanos

To ze byl schizofrenikiem moim zdaniem zmienia tylko tyle ze jak byly z nim problemy to mogli go zamknąć w psychiatryku. Bo on rujnowal komu innemu życie

joe Odpowiedz

Też miałam przejścia ze schizofreniczką. Odradzam takich kontaktów. Ja wylądowałam na policji za rzekome pobicie jej syna. Szkoda dziecka.

Dodaj anonimowe wyznanie