#ZTNo2
Tego dnia musieliśmy pracować przy obsłudze przyjęcia, gdzie było wielu zagranicznych gości. Poza mną były jeszcze 4 osoby w moim wieku (plus minus), z tym że oni trzymali się razem, a ja za bardzo się z nimi nie lubiłam. W pewnym momencie otoczyli mnie z niemal paniką, pytając:
- Tyyy, a jak oni mówią ''thank you',' to jak im odpowiedzieć po angielsku ''nie ma za co''?
- You're welcome - odpowiedziałam.
W tym momencie wszyscy zgięli się w pół i zaczęli krztusić ze śmiechu.
- Przecież welcome to witamy! ''Jesteś powitany'' mamy im mówić? Byłaś w Anglii, a gadać nie umiesz.
I odeszli nie lubiąc mnie jeszcze bardziej, za moje braki w wiedzy.
Było coś w suahili zapodać, może by uwierzyli XD
Hakuna matata
Jak cudownie to brzmi...
Hakuna Matata!
Naucz się tych dwóch radosnych słów!
To nie byle bzik
I już sie nie martw, az do końca swych dni
Naprawdę, takich zwrotów nie umieć? ! To podstawy
I to w hotelu na pozycji kelnera, gdzie "you're welcome" mówisz 50 razy dziennie :-)
Pracuję w małym hoteliku, gdzie recepcja jest "mobilna". Na początku byłem jedynym recepcjonistą i jak była potrzeba to jeździłem z Gośćmi po zakupy itp. Mieliśmy Gościa z Nigerii, który ni w ząb po polsku nie potrafił mówić. Poprosił żebym wziął jego auto i pojechał z nim do galerii po jakieś ubrania, bo przyszły chłodniejsze dni, a on nie miał żadnej kurtki ze sobą. Wchodzimy do "zarezerwowanego", Gość wybiera sobie co potrzebuje, podchodzimy do kasy i tu się zaczyna problem. Sprzedawca usłyszawszy angielski zdębiał. Normalnie jakby spojrzał Meduzie w oczy i skamieniał. Po chwili próbował wykrztusić coś z siebie z marnym skutkiem. Nie potrafił nawet powiedzieć kwoty jaka była do zapłaty.
Jak dla mnie to nie jest dziwne, w Polsce angielskiego użyje się może kilka razy w życiu. Jeśli ktoś nie czuje potrzeby by się go uczyć to nie mnie go osądzać. Moim zdaniem to właśnie osoba, która się wybiera do danego kraju powinna nauczyć się chociaż podstaw języka używanego w danym kraju, a jeśli się posługuje tylko angielskim to nie powinien się dziwić, że ktoś tego języka nie zna. Nawiązuje oczywiście do sytuacji w galerii bo akurat w hotelu to powinna być podstawa.
Umiem i rozumiem ludzi, którzy mówią po angielsku.. Ale bardzo wstydzę się mówić w tym języku. Mam jakąś blokadę, której nie umiem przełamać.
Byłam dzisiaj świadkiem rozmowy dwóch pracownic znanych sieciowek odzieżowych, gdzie starsza tłumaczyła młodszej, tak ok. 20 lat, jaka jest różnica pomiędzy nineteen (19), a ninety (90). W końcu młodsza zapisała sobie to na kartce, bo nie mogła zapamiętać, które jest które.
Niestety taka jest prawda o polskim szkolnictwie i nauczycielach, jeśli się samemu nie chce (chociaż zgodzę się ze na takim stanowisku wypadałoby coś umieć) to w szkole za dużo się nie nauczy. Nie twierdzę że wszyscy nauczyciele są do niczego, ale na pewno duża część
Z tymi nauczycielami to bywa różnie, ale weź pod uwagę, że lekcje są dla 30 osób w grupie i poziom jest dostosowany do tej najsłabszej. Ja w szkole nie nauczyłem się prawie nic, nie chciałem się tego uczyć i nauczyciel z powołaniem by nie pomógł. Szkoła językowa w takim przypadku to też wyrzucanie kasy w błoto. Osobiście musiałem znaleźć motywację do nauki, u mnie to akurat wyjazd do Australii, od 2 lat uczę się kilka godzin dziennie i za półtora roku chce zdać cae. Gdyby nie to, to każdy kto by mnie spytał o coś 2 lata temu uznał by mnie za idiote. Swoją drogą angielskiego można nauczyć się za darmo :)
15 osób, trochę przesadzam.
U mnie w pracy (też gastro) niedawno dowiedzieli się jak jest "smacznego". Dodam ze na jakieś 10 obecnych wtedy osób tylko ja wiedziałam, a z obcokrajowcami mamy stycznosc codziennie. Powinny być do umowy dodawane jakieś rozmówki, zeby mniej rozgarnieci nie robili sobie obciachu ;)
@przestansiemazac Do czasu byłem w identycznej sytuacji jak Ty. Wiedziałem co i jak powiedzieć, rozumiałem angielski ze słuchu i czytany, ale wstydziłem się mówić. Przez to zrodziły się zaległości. Ale kiedy w pracy zaczął być potrzebny ten język, kiedy musiałem stanąć przed Gościem i wytłumaczyć mu wszystko, czy też odpowiedzieć na jego pytania to problem zniknął jak ręką odjął.
Skoro sami wiedzą najlepiej to po co pytali?
Mieli pewnie nadzieję, że ona nie będzie znała odpowiedzi.
Kurcze takie zwroty to nawet w pierwszym lepszym filmie można usłyszeć. ;)
Ja też nie miałem pojęcia jak jest 'nie ma za co' :) Nauczyłem się z serialu :P
raany, ja kiedyś miałam taki nieogar, że nie pamiętałam jak powiedzieć "smacznego" po angielsku. :D
CukierPuder ja słowa smacznego dowiedziałam się z filmu. Enjoy your meal :)
Welcome ma kilka znaczeń, tak jak w języku polskim np. babka.
W ogóle jak to ma być "bardzo dobry" hotel, skoro obsługa nie zna chociaż trochę angielskiego?
Chyba za duzo uczyli się angielskiego z Tuskiem.
Będąc w Chicago przez 2 miesiące ciągle podpowiadalam znajomej.
Oczywiście za każdym razem klocila się ze mną ze to słowo oznacza coś zupełnie innego. Ok jej sprawa.
W końcu spytana przez meksykanow odpowiedziała ze kościół którego szukają jest "close" wskazując koniec ulicy na zupełnie inna katedrę.
Co według niej powiedziała? Ze ich kościół jest zamknięty - tak jak ten tutaj na końcu ulicy.
Just no comment 😒
Co ty, you're welcome? Przecież nie ma za co to "no has for what" nie znasz sie (sarkazm)
No has BEHIND what :D
I towers you :D
Poziom gimnazjum, dodatkowo one pracują w restauracji -_-
Ja to miałem w podstawówce
A ja tego wgl nie miałam
Ja się dowiedziałam przed egzaminem gimnazjalnym 😉
A tak btw czy ktoś mi wytłumaczy co oznaczają te 'głosy ' po kliknięciu na nick? (Chodzi o napis, nie dźwięk )
Ilość ^ lub v które dałaś :)