#ZSmSB
Zaczęło się niewinnie, od uszczypliwych uwag na temat naszego życia prywatnego. A to, że moja współpracowniczka wygląda jak alkoholiczka. A to, że szefowa w systemie dokopała się do starego numeru mojego męża i odkryła, że na haśle z usług ma imię swojej byłej. Oczywiście był to powód do uszczypliwości i wycieczek osobistych odnośnie do mojego rozpadającego się związku i zdradzającego męża. Potem zaczęło się sprawdzanie naszych prywatnych abonamentów.
Wygasł okres próbny za Excela na laptopach służbowych, więc szefowa kazała wezwać informatyka na koszt koleżanki, bo ta małpa na pewno coś kliknęła i zepsuła komputer. Pytanie o to, kiedy dostaniemy umowę, oczywiście odebrała jako atak, krzycząc i prawie płacząc, że ona nie chce nas oszukać.
Gdy dzwoniłyśmy do klientów, rzecz jasna na głośniku, ten babsztyl stał nad nami i wymachiwał przeszczepami lub tłukł dłońmi o biurko, bo jakieś słowo w naszym zdaniu jej nie pasowało. Nie mówiąc już o trzaskaniu i rzucaniu sprzętami, za które odpowiadałyśmy. Bo ona miała zły humor.
Był też wyjazd szkoleniowy, prywatnym autem szefowej. Przed wyjazdem zaczęła wyć, bo koleżanka wdepnęła w kałużę i jak teraz śmie zasiadać do jej auta. Na fotelach miałyśmy uszykowane już ręczniki, żeby przypadkiem naszymi plebejskimi dupami nie pobrudzić jej pięknego volvo. Przez pół drogi gadała coś o tym, że w rodzinie ma geja i jak był w odwiedzinach, to musiała po nim całą zastawę wymienić, bo jeszcze by coś załapali.
Szkolenie? Po 5-godzinnej jeździe siadać na dupach i dzwonić. Za wyjście do sklepu tuż obok po cokolwiek do jedzenia i picia była potem jazda. Szefowa w międzyczasie wyszła sobie do restauracji, mając nas głęboko w d...
W poniedziałek chciałam jechać do roboty z zamiarem złożenia wypowiedzenia. Okazało się, że szefowa dzwoniła w niedzielę wieczorem, gdy już spałam. Oddzwoniłam więc rano i okazało się, że mam być w biurze wcześniej. No to byłam wcześniej. Nie musiałam się zwalniać, sama mnie zwolniła: „Nie odbierasz telefonów służbowych, więc ja nie mogę pracować z kimś, komu nie ufam”. Zabrałam, co moje. W domu zmieniłam hasło do Gmaila, którego sama sobie założyłam na potrzeby służbowe. Zaczęły się telefony, że zgłasza mnie na policję, bo ukradłam jej maila. Koleżance, która została jeszcze tamtego dnia, kazała się przedstawiać cudzym imieniem i nazwiskiem podczas rozmów z klientami. Na koniec dnia wywaliła ją z biura.
Na szczęście pracowałam tam tylko tydzień. Co ciekawe, ta kobieta zabroniła nam się ze współpracowniczką przyjaźnić i rozmawiać ze sobą nie tylko w trakcie, ale i po pracy, bo na pewno ją wtedy (szefową) obgadujemy. :D
Ja bym zgłosił za mobbing.
No niestety, są takie baby. Ale jestem pewna, że nie wkurzała się bez powodu. Widocznie facet dawał jej popalić i wyżywała się na was
Nie, to był matriarchat w pigułce. Twoje klimaty.
wybolcowana znowu potwierdza, że jest debilem
Szefowa też ma swoich szefów , wystarczy ich poinformować że wkrótce wyniki poleca w dół - to interesuje szefów a nie jakiś tam mobbing. A polecą na pewno bo jeśli szef ma problemy psychiczne to nie może być inaczej.
Tak? Dzwonisz do jej szefa i mówisz - chciałem zawiadomić, że tu i tu wkrótce wyniki pójdą w dół - chyba by Cię na leczenie na głowę chciał skierować.