#ZImbP

Mieszkanie studenckie. Mieszkałam ja, Kasia i Przemek. Żyło nam się dobrze i bez żadnego skrępowania. Do czasu.

Pewnego weekendu Kasi nie było w mieszkaniu wróciła w rodzinne strony. Ja od samego rana strasznie źle się czułam. Przemek wieczorem miał małe spotkanie ze znajomymi. Około godziny 1 w nocy słyszę i czuję rewolucję w moim brzuchu. Biegnę do łazienki - drzwi zamknięte. Pukam, proszę o szybkie opuszczenie, a tam kolega Przemka krzyczy, że jeszcze chwila. Niestety ja czułam, że zaraz eksploduję. Wzięłam więc z kuchni nóż, otworzyłam zamek do łazienki, wskoczyłam do wanny, portki opuściłam w dół, zasłoniłam się cokolwiek kotarą i nastąpiła eksplozja. Dostałam okropnie śmierdzącego rozwolnienia.

Nie wiem ile trwało, zanim kolega współlokatora wyszedł z łazienki, dla mnie to była wieczność. Umyłam siebie, umyłam wannę, ale już nigdy nie potrafiłam spojrzeć Przemkowi w oczy. Jak dobrze, że miesiąc później wyprowadziłam się z powodu covida do domu.

Kolego Przemka, jeśli to czytasz, to przepraszam!
Lunathiel Odpowiedz

Wiesz co, chyba lepiej tak, niż narobić w gacie pod drzwiami :') I tak ogromnie współczuję.

Aehh, ludzki organizm to czasem mega ohydna sprawa. I jak tak się nad tym zastanowić, to nasze podejście do własnej fizjologii jest momentami mocno nieadekwatne 😐 Z jednej strony ok, to po części logiczne: jesteśmy cywilizowani, nasz gatunek osiągnął jakiś tam poziom rozwoju, więc to normalne, że wypracowaliśmy sobie zasady dotyczące wydalania - chowamy się przed innymi ludźmi, obrzydza nas to, więc próbujemy zamaskować zapachy i dźwięki. Ba, koty też zakopują swoją kupę, prawda? Proste. Logiczne xD Ale z drugiej... Kiedy przychodzi moment choroby, niestrawności, jelitówki, czegokolwiek co uniemożliwia nam zapanowanie nad własnym ciałem... To te zasady dalej obowiązują! (Wtf, co nie?) Mimo, że już od wieków wiemy, że są momenty/stany, w których przestrzeganie ich jest kompletnie niewykonalne. CZEMU tak jest? 🤔

Ja się po części nabijam, a po części naprawdę mnie to trochę dziwi. Że już tyle lat żyjemy w podobnej "kulturze srania" na zachodzie, a jakoś dalej spotykam się z żarcikami typu "uuu, ale śmierdzi, ale ktoś zrobił kloca śmierdziucha, hehehe". Jesteśmy, kuźwa, ludźmi. Z jednej strony to jest "dumne" stwierdzenie, a z drugiej, oznacza ono bycie niedoskonałym, łatwo psującym się workiem na kości i wszystkie dziwaczne tkanki. To co zżeramy dosłownie rozkłada się w naszym soku żołądkowym, to nie ma prawa być estetyczne i nie śmierdzieć. A kiedy coś w tym wątłym układzie samo z siebie się spieprzy, to chyba nie powinno być to powodem do wstydu, tylko co najwyżej wymówką, jeśli sami czujemy się z tym niekomfortowo. Ocenianie tego negatywnie byłoby trochę jak złe ocenianie niepełnosprawnych noszących pieluchy, czy krytykowanie kogoś kto w kuchni obciął sobie palec, za to że "plami nam dywan i śmierdzi krwią". Powtarzam, "ludzki organizm to czasem mega ohydna sprawa". Nie ma konkluzji xD

3timeilosepassword

Ojj tak, ludzkie ciało jest zarazem piękne i niesamowite, jak i obrzydliwe i pełne wad

Ultraviolett

To troche takie dorabianie ideologii do fizjologii. Zywy organizm wydalac musi. Inaczej nie bedzie zywy.

Efemera

Ciekawostką jest, że w niektórych źródłach to się zaczęło bardzo dawno temu, bo wg nich w raju nie zjedli jabłka tylko śliwkę i przez nią zaczęli wydalać i dlatego wyrzucono ich z raju XD

PaniPanda Odpowiedz

Ja już się spodziewałam jakiejś zdrady... za dużo anonimowych

bylylektor

Ale to był Przemek a nie Kamil od kabaczków. A może Przemek to ten od henny?😀

kociambe Odpowiedz

ale, że jeszcze miałaś czas i samozaparcie:)) żeby nóż przynieść i zamek otworzyć.

Ultraviolett

Bo na parcie pomaga samozaparcie. O kant dupy taki imperatyw kategoryczny. 😂

Dodaj anonimowe wyznanie