#ZH4dF
Oglądałam ubrania i nagle poczułam, ze ktoś mi się przygląda. Odwróciłam się i zobaczyłam dorosłego faceta, bardzo wysokiego i ze sporą nadwagą, który ewidentnie był chory (było widać po twarzy, grymasach i dziwnych ruchach jakie wykonywał). Boję się takich ludzi (nie wiem skąd mi się to wzięło, po prostu nigdy nie wiem jak zachować się w ich obecności i mam obawy co do ich ewentualnego zachowania; może i jestem uprzedzona, nie przeczę), a ten na dodatek bardzo intensywnie się we mnie wpatrywał, wiec powoli ruszyłam w kierunku drugiego końca sklepu. Kawałek za mną szedł, ale później zawołała go osoba, z którą był w sklepie i zawrócił.
Chwilę później poszłam do przymierzalni. Stałam w samej bieliźnie, gdy ktoś otworzył drzwi i władował się do środka! To był ten koleś. Patrzył się na mnie, oblizywał i łapał za krocze.. Gdy pierwszy szok ustąpił, zaczęłam się drzeć jak opętana i go stamtąd wypchnęłam. Zbiegło się mnóstwo ludzi, w tym ekspedientki i jak się okazało, matka oblecha. Bardzo wzburzona opowiedziałam jej o sytuacji i zagroziłam wezwaniem policji, na co ona... zjechała mnie od góry do dołu! Wyzwała od nietolerancyjnych wywłok, które „kuszą biednych chłopców wywalonymi cycami, a później mają pretensje” (tak tylko dodam, że zanim zdążyłam się rozebrać w zamkniętej! przymierzalni, miałam na sobie szeroką bluzę z kapturem i luźne dresy). Na szczęście pracownica lumpa i większość klientów stanęło w mojej obronie, wiec babsko jeszcze chwile poburczało, po czym zabrało swoje „niewinne dzieciątko” i poszło. Mam nadzieję, że do piekła.
Tyle „dobrego”, że teraz będę miała usprawiedliwienie dla swojego strachu przed osobami upośledzonymi.
Dokładnie cię rozumiem. Sama boję się takich ludzi przez sytuację, w której się znalazłam. Miałam 12 lat byłam z mamą w sklepie, ona zniknęła mi z oczu i po prostu zaczęłam się za nią rozglądać. Przez przypadek spojrzałam na uposledzonego chłopaka. Odworcilam się. Nagle ktoś od tyłu uderzył mnie w głowę aż upadłam. Ten chory chłopak rzucił się na mnie i pchał ręce w moje spodnie. Niestety udało mu się nie będę opisywał tego dokładnie co zrobił. Moja mama usłyszała krzyki i zaczęła bić i ściągać go ze mnie. A Matka tego chłopaka pociagnęła mnie za włosy i uderzyła w twarz krzycząc, że zaatakowałam jej syna!!!
Sprawa skończyła się w sądzie i chłopaka zamknęli w psycchiatryku a jego matka dostała karę finansową. Ale żadne pieniądze nie sprawią, że będę się czuła bezpiecznie. Działo się to ponad 10 lat temu. Ja nadal się boję.
O matko, bardzo współczuję. Te matki czasem są bardziej upośledzone niż ich dzieciaki.
Nie miałam aż tak drastycznej sytuacji, ale kiedy byłam w podstawówce w klasach 1-3, do szóstej klasy chodziła dziewczyna z Zespołem Downa. Któregoś dnia rozmawiałam z koleżankami na korytarzu i w pewnym momencie podeszła do mnie ta dziewczyna, zaczęła na mnie krzyczeć, po czym złapała mnie za włosy i szarpała, a że była dużo większa ode mnie, to niemal ciągała mnie po podłodze za te włosy. Do tej pory nie wiem dlaczego, może się z czegoś zaśmiałyśmy i ona pomyślała, że śmieje się z niej, może ktoś jej kiedyś coś powiedział i wydawało jej się, że to ja i postanowiła się zemścić, nie wiem. Koleżanki rozbiegły się w krzyku, wołając nauczyciela, bo same też się jej bały. A ja do końca roku przed nią uciekałam, bo się jej po prostu bałam. Nie mam teraz traumy, ale rozumiem osoby, które się takich ludzi boją, bo czasami bywają nieobliczalni i nieprzystosowani do życia w społeczeństwie. Nie wszyscy, ale jeśli ktoś miał taką "przygodę" jak Ty lub Autorka, to rozumiem strach i/lub niechęć.
Miałem okazję kiedyś spotkać chłopaka z zespołem downa, który byłby uzasadnieniem obaw innych ludzi. Na oko miał jakoś 16/17 lat, razem z mamą robił wtedy zakupy w markecie. Jego matka była drobną kobietą, on natomiast był dosyć spory, i siły w łapach mu nie brakowało. Było widać, że chłopak bywa problematyczny. Nie słuchał się matki, zaczepiał innych itp. Tak się złożyło, że po skończeniu zakupów stałem za nimi w kolejce przy kasie.
Kiedy skończyli pakować rzeczy do siatek, jego mama poprosiła go aby zabrał część zakupów bo sama nie da rady tego unieść. Ten oburzony jak jej nie zajebał w twarz, kobieta aż upadła, rozpłakała się z bólu i bezsilności. Zareagowałem z drugim gościem, który akurat kierował się w stronę wyjścia i powstrzymaliśmy młodego przez zadaniem drugiego ciosu. Odciągneliśmy go na odległość aby się uspokoił, ten jednak kopał i coś tam bełkotał. Kobieta z pomocą innych się pozbierała i zadzwoniła po ojca chłopaka. Ten jak przyjechał to zabrał młodego, opieprzył go od góry do dołu, wpakował w auto i pojechali.
Znajoma, która pracuje w tym markecie mówiła mi, że to już nie pierwsza sytuacja z udziałem tego chłopaka, czasem coś zniszczył, czasem wyzywał ludzi (dotyczy również sytuacji poza sklepem).
Nie wszyscy są tacy jak on, jednak takie przypadki się zdarzają i trzeba zachować dystans z uwagi na ich nieprzewidywalność.
Ostatnio miałam bardzo nieprzyjemną sytuację w klinice trychologicznej. Akurat były tam dwie panie z fundacji razem ze swoim podopiecznym. Chłopak na początku spokojnie siedział sobie na kanapie w poczekalni, ale nagle postanowił pokręcić się po klinice. Kilka razy przechodził obok mnie, aż w końcu oparł się dłonią na moim ramieniu. Nie zwróciłam na to jakiejś szczególnej uwagi, bo uznałam, że jak niepełnosprawny to może się zachwiał i wsparł na tym co było najbliżej, no różnie bywa z niepełnosprawnością, a ja nigdy jakoś nie byłam do takich ludzi uprzedzona. Ale chłopak przesunął dłoń na moje przedramię i zaczął mnie szarpać, a zaraz potem drugą ręką zaczął ciągnąć moje włosy. W pierwszym odruchu chciałam mu przywalić, ale zaraz przyszła myśl, że to przecież niepełnosprawny i nie mogę uderzyć takiej osoby. Co prawda opiekunki szybko zareagowały, przeprosiły mnie, więc teoretycznie nie ma sprawy, ale jakiś taki niesmak pozostał i teraz jak widzę osobę niepełnosprawną to boję się nawet spojrzeć w jej kierunku. Ja sama uważam moją postawę za bardzo krzywdzącą, bo nie każdy niepełnosprawny rzuci się do mnie z rękami, ale chwilowo to silniejsze ode mnie...
Czemu pomyślałaś, że nie możesz go uderzyć, bo jest niepełnosprawny? Atak to atak i każdy ma prawo się bronić, nie ważne przed kim
Miałam styczność z wieloma niepełnosprawnymi, kiedy chodziłam do szkoły medycznej. Większość to naprawdę super osoby, aż się serce radowało, kiedy widziałam ich uśmiech na festynie podczas gier i zabaw, piszę tu zarówno o dzieciach i dorosłych. Takich niebezpiecznych znam może kilkoro, nie więcej, ale naprawdę nie dziwi mnie lęk przed takimi osobami. Niektórzy naprawdę nie są przystosowani do życia w społeczeństwie i mogą zrobić komuś krzywdę. A im starsza jest taka osoba, tym gorzej. A jeszcze gorzej, kiedy pochodzi z patologicznej rodziny i nikt się nią nie zajmuje. Po moim mieście chodzi taka kobieta, strach obok przejść, strach spojrzeć nawet już nie na nią, a w jej kierunku, do tego wielka, jak przyłoży, to gęba wykrzywiona. Niby jakaś placówka się nią zajmuje, spotkania "rozwojowe" i takie tam, ale jak ma zły dzień, to tylko nogi za pas, nigdy nie wiadomo, co jej do głowy strzeli.
No, niestety te piękne plakaty wspierające przyszłe matki, żeby urodziły dzieciaczki z zespołem Downa, pokazują małe rozkoszne bobasy, a nie buzujące hormonami dryblasy, z którymi rodzina sobie zazwyczaj nie radzi. Przy znacznym upośledzeniu dobierają się do siostry, matki, psa.... Zamknięcie w psychiatryku, zmienia to, że dobierają się do pacjentek.
Nie zapomnę, jak pielęgniarka tam pracująca, opowiadała z rozbawieniem, jak to Jacuś dupczył 70 letnią babcię ze schizofrenią. Babcia stęka, oj synu, zejdź, bo mi ciężko. Synu zejdź. A Jacuś - zara babka, zara, tylko się spuszczę.
Jeden z tematów tabu.
Aż zrobiło mi się niedobrze..
A swoją drogą to "wsparcie" z plakatów to tak naprawdę żadne wsparcie...
Jestem w fundacji z osobami chorymi na downa i mimo, że nie zawsze jest kolorowo nigdy nie zdarzyło mi się, żeby ktokolwiek rzucił się na mnie z rękoma. Może dlatego, że matki tych osób są normalnymi, dobrymi kobietami i zazwyczaj z nami współpracują. Takie osoby mają umysł dziecka, jeśli pokażesz im co jest złe, a co dobre zrozumieją i bedae się tego trzymać. W tym przypadku, nawet nie chcę wiedzieć jak mamusia wychowywała swojego syna, żeby gwałt na babci był czymś naturalnym i zabawnym
Z jakiego województwa jesteś? Bo mam wrażenie, że piszesz o miasteczku bardzo blisko mnie...
Moja mama pracuje w szkole w której uczą sie takie dzieci, mimo ze od dziecka byłam oswajana z takimi osobami to do teraz czuje do nich niechęć i strach. A historie mojej mamy to materiał na oddzielna historie
zachęcam do napisania wyznania z historiami Twojej mamy
Moja mama też w takiej szkole pracuje. Jak byłam mała to pojechałam z nią kilka razy na zieloną szkołę i całkiem miło to wspominam (pomijając jednego chłopaka, którego się trochę bałam, bo ciągle za mną łaził, ja 8 lat, a on 16...). Jednakże na te zielone szkoły jeździły tylko grzeczniejsze i upośledzone w lekkim stopniu osoby, a te "trudniejsze" na szczęście zostawały w miescie. I niby wspomnienia mam dobre, ale po opowieściach mamy (np. jeden przyniósł do szkoły pistolet i grozil wszystkim) jednak wolę ich unikać.
Ja tez się boje takich ludzi. Powiedziałabym, ze nawet się brzydzę. Mam klientkę, jej syn jest upośledzony (stwierdzam oczywscie po zachowaniu i wyglądzie, bo wprost nie zapytam) i za każdym razem jak są w moim biurze, brzydzę się na niego spojrzeć. Byli u mnie wczoraj, chłopak grzebał sobie w nosie, w majtkach i potem ręce brał do buzi! Podszedł do swojej mamy, zaczął wąchać jej włosy i wziął je do ust. Próbował zakosić mi telefon. A kobieta się śmiała. Ja rozumiem, ze jest im ciężko, ale cholera tacy ludzie z wiekiem stają się niestety coraz bardziej niebezpieczni i ciężko nad nimi zapanować :(
Ja się nawet boję stać blisko takiej osoby. Moim zdaniem są oni zagrożeniem dla społeczeństwa. Nie da się przewidzieć co takie "dziecko" zrobi.
Mnie też przerażają takie osoby, chociaż nigdy nic mi nie zrobiły. To chyba pierwotny instynkt. Gdzieś o tym czytałam
Kiedyś byłam świadkiem, jak dorosły już chłopak z zespołem Downa zaczął obmacywać dziewczynę w sklepie, jego mamusia z telefonem przy uchu nie zwracała zupełnie uwagi. Dziewczyna przestraszona, bo chłopak dwa razy większy od niej, pchał jej ręce w spodnie i pod bluzkę, pierwsza moja reakcja była taka, że wezwałam ochroniarza, który na całe szczęście pomógł i sytuacja mogłaby się zakończyć w tej chwili. Jednak pani mamusia oskarżyła nas wszystkich o dyskryminację, a jej synuś chciał się tylko bawić, wezwała policję. Wszystko skończyło się na tym, że to ona została pouczona, że powinna się synem opiekować i pilnować go, a ofiara mogła złożyć doniesienie o próbie gwałtu, jednak zrezygnowała z tego, a szkoda. Ludzie nie zdają sobie sprawy, jak tacy ludzie są niebezpieczni, a ich popęd seksualny jest kilkukrotnie większy, niż przeciętnego człowieka. A nasz strach przed nimi jest czymś pierwotnym i normalnym.
Trudno winic takich ludzi za ich popęd. Natomiast już ich opiekunowie powinni być zobowiązani do jakichś działań, które by ten popęd tłumiły. Chociażby poprzez podawanie odpowiednich leków.
I przede wszystkim REAKCJA, a nie obwinianie napastowanej osoby lub zbywanie takiego zachowania śmiechem, bo "hihi, on chory, on się tylko tak bawi, hihi".
Kiedy miałam 7 lat wybrałam się z ciocią nad jezioro. Tak się złożyło, że kilka metrów obok na kocu siedziała jej koleżanka ze swoją młodszą siostrą Magdą, która była upośledzona. Gdy bawiłam się w najlepsze w wodzie, niewiadomo skąd pojawiła się koło mnie Magda. Była ode mnie o wiele starsza i silna, na tyle silna, żeby mnie obezwładnić, złapać za nogi i unieść je do góry w momencie, kiedy moja głowa była pod wodą. Stała tak dłuższą chwilę a ja próbując się uwolnić traciłam powietrze. Trwało to dla mnie wieki! Dopiero gdy moja ciocia uwolniła mnie z jej rąk, a ja płakałam i próbowałam złapać oddech, Magda wpadła w szał bo odebrano jej "zabawkę".