#Z9Kb3
Zawsze byłam raczej samotna w szkolnych latach. Trochę pulchna, z samooceną na poziomie dna oceanicznego, przygniecioną dla pewności Titanikiem, żeby przypadkiem nie wypłynęła. Na każdej przerwie siedziałam sama pod parapetem, w luce między wystającym fragmentem ściany a kaloryferem, i rysowałam. Ludzie byli dla mnie mili tylko na przerwie przed plastyką, jeśli zapomnieli zadania domowego, poza tymi paroma minutami w tygodniu byłam klasowym kozłem ofiarnym.
Najgorszy był jeden chłopak spoza mojej klasy.
Czaił się na mnie na przerwach i terroryzował, wyskakując znikąd, szturchając bądź waląc w tyłek z całej siły i uciekając z bananem na paszczy (do dziś mam problem z klepaniem po tyłku, nie zliczę, ile razy opierniczyłam za to każdego mojego późniejszego chłopaka).
Początkowo myślałam, że założył się o coś z kolegami i pewnie zaraz przestanie, ale wyskakiwał tak codziennie na kilku przerwach, śledził, gdzie mam lekcje, by „klepnąć” mnie w tyłek lub w plecy, tak że prawie zawsze miałam tam odbite czerwone ślady dłoni. Gdziekolwiek szłam, dreptałam plecami do ściany, ale i to nie dawało bezpieczeństwa, bo po prostu mnie od niej odciągał szarpnięciami przed kolejnym uderzeniem.
Biegałam z tym problemem do szkolnej pani psycholog, pochlipując, pokazywałam piekące ślady, ale nie znałam nazwiska chłopaka, więc nie dało się od razu zainterweniować.
Teraz, mimo strachu, ja musiałam go wyśledzić.
Kiedy udało mi się zdobyć jego nazwisko, pani psycholog kazała mu kupić mi czekoladę na przeprosiny i przestać zaczepiać. Dał czekoladę i więcej do mnie nie podszedł. Psycholog wyjaśniła, że mój znienawidzony oprawca robił to, bo się we mnie zakochał.
W życiu nie miałam takiego mętliku w głowie.
Ktoś mnie „lubił”.
Taką samotną, desperacko pragnącą bliskości, nic nie wartą mnie, ktoś wreszcie polubił i okazał to stalkując, molestując i terroryzując mnie tygodniami.
NIKT nie ma prawa cię stalkować, molestować i terroryzować, bo cię ,,lubi". Przestańmy utwierdzać chłopców w przekonaniu, że tzw. ,,końskie zaloty" są w porządku. Nie, nie są. Niby pani psycholog zachowała się w porządku każąc mu kupić ci czekoladę na przeprosiny i przestać cię zaczepiać, ale brakuje wytłumaczenia mu, że nie ma prawa tak robić nikomu, że jeśli w jakiejś dziewczynie się ,,zakochał" to niech normalnie zagada, a nie coś takiego.
Skąd wiesz czy mu nie tlumaczyła? Przestał? Przestał.
Nawet jeśli cię lubił to nie miał prawa do takich zachowań
Dlaczego? Może był wyzwolonym mężczyzną, mógł robić co chciał i to co sprawiało mu przyjemność
Wyzwolenie nie oznacza krzywdzenia innych ludzi