#Z0lFL
Sytuacja miała miejsce jakieś 2-3 miesiące temu. Dojeżdżam do pracy tramwajem. Tego dnia, z rana, stałam przy drzwiach. Na jednym z przystanków wsiadł facet i stanął obok mnie, dosyć blisko. Nie zwróciłam na to uwagi, tramwaj był zatłoczony. W pewnym momencie poczułam jak coś wbija mi się w krocze. Spojrzałam lekko w bok, ten facet miał torbę od laptopa, w pierwszej chwili pomyślałam, że to róg tej torby i lekko się odsunęłam. Ale to wciąż się wbijało, a ja dopiero po kilku sekundach zorientowałam się, że to nie róg torby, tylko jego ręka. Facet po prostu macał mnie po kroczu, a ja, zamiast zrobić cokolwiek stałam jak sparaliżowana.
Ten oblech przebierał palcami i robił to coraz mocniej. Oblewało mnie gorąco, ręce zaczęły się pocić. Bałam się bardzo. I jednocześnie wstydziłam. Facet zasłaniał to przed innymi pasażerami torbą, więc nikt nie zwracał uwagi, a ja cała aż się trzęsłam. Nawet nie wysiadłam na najbliższym przystanku. Dopiero po przejechaniu dwóch ruszyłam skamieniałe nogi i wysiadłam. Nie wyszedł za mną. Chwilę mi zajęło dojście do siebie.
To co mnie uderzyło najbardziej, to mój brak reakcji. Zawsze czytając historie molestowania/napastowania powtarzałam sobie, że ja na pewno bym zareagowała, gdybym była w takiej sytuacji. Byłam. Nie zrobiłam nic.
Ja ciągle powtarzam, że zareaguję. Obcy facet w autobusie zaczął przesuwać rękę po mojej pupie, dostał ode mnie kilka niemiłych słów. Ostatnio kobieta dyszała mi na karku w kolejce w sklepie- odwróciłam się i grzecznie zwróciłam uwagę, aby zachowała dystans. Dziecko na przystanku ocierało mi się o nogi- powiedziałam jego opiekunowi, że mnie to krępuje.
17 lat temu, gdy jako dziecko byłam molestowana, nie potrafiłam tego zrobić...
Mam tak samo, byłam molestowana. Gdy jakiś czas temu mój wujek zapytał, czy by mi nie zrobić dobrze wpadłam w szał i prawie go zabiłam...
Więcej takich wyznań! Niech ci najmądrzejsi, którzy zawsze wiedzą, jak by się zachowali w danej sytuacji, zobaczą, że guzik wiedzą, dopóki nie przekonają się na własnej skórze.
Przykro mi, że cię to spotkało. Wiem, jak strach może sparaliżować i nie ma w tym ani trochę winy ofiary.
znając życie i tak pewnie dalej uważaliby, że oni zachowaliby się inaczej.
Nie widzę nic złego w twierdzeniu, że wie się, jak by się zachowało w konkretnej sytuacji. Ja nienawidzę dotyku obcych, nawet takiego zwykłego bez podtekstu i zdarzyło mi sie nawrzeszczeć na jakiegoś faceta, który dotknął mnie niechcący, a ja myślałam, że zrobił to specjalnie. Więc tak, wiem jakbym się zachowała, gdyby taka sytuacja mi się przydarzyła na poważnie. I nie trzeba od razu rzucać cynicznych tekstów, bo to nie tak, że jestem "najmądrzejsza", a po prostu znam siebie wystarczająco dobrze i wystarczająco wiele w życiu przeszłam. Inna sprawa, iż nie twierdzę, że na pewno każdy zachowa się tak samo i że to jak zachowała się autorka, źle o niej świadczy. Wiem, że strach może być paraliżujący i nie ma w tym winy ofiar.
Mordimer, sama widzisz, że już byłaś w sytuacji, kiedy ktoś cię dotknął. Po prostu człowiek się przekonuje dopiero, jak coś się stanie, a osądzanie kogoś jest niesprawiedliwe i krzywdzące.
Ale jeśli wypowiada się tylko za siebie, to nikogo się nie osądza. Ja już przed tym wydarzeniem wiedziałam jakbym zareagowała i dokładnie tak zareagowałam.
mordimer0madderdin no widzisz i to co napisałaś właśnie potwierdza mój komentarz
No tak, ale jaki jest z tym problem? Owszem, uważam, że w takiej sytuacji jak w wyznaniu, zachowałabym się inaczej niż autorka, bo znam swój charakter, nie jestem nieśmiałą osobą, zawsze walczę o swoje prawa i swoje racje, nigdy nie milczę, gdy coś mi nie pasuje. Jak widać, są ludzie, którzy myślą, że na pewno zachowaliby się inaczej, a później nie są w stanie zareagować, a ja nie myślę, ja po prostu wiem co bym zrobiła i wiem, że jeśli dojdzie do takiej sytuacji, to właśnie tak zrobię. Nie rozumiem, czemu ktokolwiek próbuje mi wmówić, że nie mogę być pewna jak się zachowam, skoro nikt z was mnie nie zna. To, że kilka osób zachowało się inaczej niż myślało, nie oznacza, że każdy jeden człowiek będzie miał taki sam problem. Bo wiecie co? Jesteśmy różni, mamy inne charaktery, inne usposobienie, inne lęki i fobie. Ja się na przykład bardzo boję śmierci kogoś mi bliskiego i nie mogę powiedzieć, że wiem jak się zachowam, gdy umrze, bo nie wiem. Ale nie boję się jakiegoś zboka w autobusie, tylko czuję do niego odrazę tak silną, że wolałabym umrzeć, niż znieść jego dotyk choć przez kilka sekund. Właśnie dlatego, że zdaję sobie sprawę, że każdy z nas jest inny, nie mówię rzeczy typu "nie rozumiem jak autorka mogła nie zareagować", bo ja to rozumiem, nie oceniam jej w żaden sposób, tylko współczuję, ale nie zmienia to faktu, że wiem, jak sama bym zareagowała.
Ja zawsze uważałam, że w takiej sytuacji zachowałbym się inaczej i się zachowałam. Wydarłam się na pół tramwaju, że ma mnie zboczeniec przestać macać i dostał ode mnie w mordę. Jednak jednocześnie rozumiem zupełny brak reakcji, bo zanim się sprzeciwiam, to stałam jak kołek.
ale to nie chodzi o to, że osoby które uważają, że wiedzą dokładnie jak się zachowają nie mają racji, tylko o to, że nie możesz być na 100% pewny jak zareagujesz w pewnej stresowej sytuacji dopóki się w niej nie znajdziesz.
Czyli jednak chodzi ci o rację, bo ja uważam, że wiem, jakbym się zachowała w tej konkretnej sytuacji (ale nie twierdzę, że wiem, jak zachowałabym się w każdej jednej sytuacji), a ty twierdzisz, że nie mogę tego wiedzieć na 100%, czyli że nie mam racji. A ja nadal będę uważać, że mam rację, jeśli chodzi o moje ewentualne postępowanie.
"nie możesz być na 100% pewny jak zareagujesz w pewnej stresowej sytuacji dopóki się w niej nie znajdziesz." Ty się w niej znalazłaś więc to w ogóle nie dotyczy Ciebie. Po za tym po raz kolejny: nie chodzi o to, że nie masz racji tylko o świadomość tego, że nie możesz być 100% pewny tego, skoro tego nie przeżyłeś/aś.
Przerażająca jest skala tego zjawiska, które swoją drogą nie ominęło też mnie. Rok temu, wakacje, obóz w Hiszpanii. Grupa licząca jakieś 10 osób, wracaliśmy z centrum do hotelu. Byliśmy rozsiani po autobusie, niektórzy stali, inni siedzieli, dość tłoczno. Ukrop lał się z nieba, jak to latem w Hiszpanii, więc byłam ubrana lekko. I nagle czuję czyjąś rękę na moim nagim udzie. Odwróciłam się, mężczyzna przeprosił, a ja pomyślałam, że zrobił to niechcący - kierowca akurat wchodził w zakręt, facet mógł przypadkowo mnie dotknąć, nie musiało to być w jego intencji. Po chwili jednak czuję jego rękę ponownie, i tym razem idzie ona coraz wyżej. Przez chwilę czułam się zupełnie nierealnie, ale całe szczęście nie sparaliżował mnie strach. Chwyciłam te jego łapę i najzwyczajniej na świecie zaczęłam się wydzierać, najpierw po angielsku, potem z domieszką hiszpańskiego, bo kiedyś się go uczyłam. Wszyscy pasażerowie patrzyli na mnie, facet robił się czerwony, zmył się od razu, gdy autobus się zatrzymał. Ale najdziwniejsza była reakcja innych jadących, którzy patrzyli na mnie wręcz z dezaprobatą, jakbym przeszkadzała im w spokojnej podróży. Opiekunka mojej grupy zrobiła potem pokadankę w ośrodku i uwaga, padło na niej stwierdzenie, że „czasem lepiej nie prowokować ubiorem”. Wyszłam gdy tylko to powiedziała.
Boże, prowokowanie ubiorem, jakie to stwierdzenie jest zawsze żałosne. Czy faceci i kobiety to dzikie zwierzęta, które na widok kawałka gołego ciała wariują i koniecznie muszą je zdobyć? Tak trudno utrzymać penisa w spodniach i ręce przy sobie? Bardzo dobrze zrobiłaś, za takie zachowanie powinen mu ktoś porządnie przyłożyć.
Cóż, ja zawsze się zastanawiałam czemu postacie w kreskówkach nie uciekają przed niebezpieczeństwem tylko stoją i się patrzą..
Aż do momentu kiedy byłam na przejściu dla pieszych i kierowca tira (rozmawiał przez telefon) nie zamierzał nawet zahamować. I tak stałam i patrzyłam się. I chyba nawet nie chcę myśleć co by ze mnie zostało gdyby mnie ktoś nie odciągnął :D
Ja miałam taką sytuację na basenie jako dzieciak, 8-9 lat. Wychodziłam z wody i w trakcie wspinania się po drabince facet stojący za mną wsunął mi rękę między nogi zaśmiewając się przy tym do kumpla. Uciekłam do szatni. W dorosłym życiu nic podobnego mnie nie spotkało, natomiast spotkało moją koleżankę. Dziewczyna w autobusie poczuła czyjąś rękę między nogami, rozsunęła uda nieco szerzej, facet zachęcony wsunął bardziej rękę, ona mocno złączyła nogi i gwałtownie się obróciła. Mówiła, że poczuła jak chrupnęło, facet zaczął się na nią drzeć, że jest nienormalna. Po jej słowach, że jakby nie pchał jej rąk między nogi to teraz by nie cierpiał, kilku pasażerów panu pogroziło i kiedy koleżanka powiedziała, że nie chce wzywać policji to wyrzucili go na następnym przystanku. Podejrzewam, że i tak odwagi by mi na taką reakcję nie starczyło, ale zostawię historię w komentarzu, bo może ktoś skorzysta.
Zdarzyło mi się coś takiego na wakacjach we Włoszech. Miałam 14, może 15 lat. Nie znałam języka. Jechałyśmy z kuzynką autobusem i jakiś stary oblech próbował mnie macać. Nie dość że paraliżował mnie strach to jeszcze nawet nie umiałam zareagować. Za każdym razem jak się odsuwałam, on się przysuwał. Nie wysiadłyśmy, bo nasi rodzice puścili nas same na zwiedzanie i znałyśmy tylko przystanek końcowy. Pamiętam twarz tego dziada do dziś, mimo 10 lat.
Miałam taką sytuację jako 11-12 latka. Jechałam autobusem na zajęcia taneczne, ciasnota straszliwa i poczułam jak od tyłu ktoś mnie przysiska. Pamiętam straszny gorąc jaki czułam na pupie. Zrobiłam kroczek do przodu, po chwili poczułam to znowu. Też nie byłam w stanie się ruszyć, ani czegokolwiek powiedzieć. Cały czas sobie próbowałam wmówić, że to przez tłok. Wysiadłam na swoim przystanku, tuż przed zamknięciem się drzwi zerkam za siebie - a tam facet, ktorego kojarzę z osiedla. Około 60-letni, grubszy taki. Od tego czasu zawsze się rozglądałam po autobusie czy go tam nie ma lub nie wsiada ze mną. Jakoś w swoim nastoletnim móżdżku ubzdurałam sobie, że jak stało się to w autobusie, to może się stać znowu tylko w autobusie, nie np. w parku jak wychodzę z psem... Eh, masakra. Teraz wiem, że inaczej bym zareagowała, nauczyłam się asertywności. Ale wtedy... cóż. Dobrze, że nic się więcej nie stało.
Mi raz się wydawało ze jakiś facet mnie maca w autobusie ale wstałam u zmieniłam miejsce.
Mnie z kolei ostatnio jakiś chłopak złapał za tylek w pociągu. Do tej pory nie wiem, skąd zebrałam w sobie odwagę, żeby pójść za nim i go uderzyć :)
Widzisz, ja też tego nie rozumiałem, a jednak... Jechałem kiedyś autobusem, na przeciwko siedział jakiś facet na oko 30 lat, obok nas dwie pielęgniarki które cały czas gadały o pracy. I ten facet zwyczajnie zaczął mnie macać po kolanie. Uczucie było bardzo dziwne, też byłem jakby sparaliżowany i nie zrobiłem kompletnie nic. Facet zachowywał się jakby nigdy nic, a wciąż mnie macał. Babki obok kompletnie tego nie zauważyły. A ja poprostu wziąłem i wysiadłem na najbliższym przystanku. I mam teraz taką traumę po tym, mimo, że to nie było nic szczególnego, tylko macanie po kolanie.