#Yqzzp
Założyliśmy rodzinę, o finanse się nie martwimy, mamy wszystko co powinniśmy mieć i... mam ochotę uciec z tego wszystkiego. Na początku związku mówiłam partnerowi, że jestem takim typem człowieka, który potrzebuje bardzo dużo czułości, czasu razem, seksu. Taka jestem i tyle. Rozumiałam też, że człowiek po pracy, po problemach nie ma czasu, żeby w tygodniu mieć czas myśleć o drugiej połówce. Rozumiałam to. Dni, tygodnie, miesiące, lata. Tyle czasu moje potrzeby były lekceważone i zbywane, że zaczynam to wszystko nienawidzić. Mówiłam i prosiłam jak wygląda dla mnie związek, a tymczasem mam wszystko co nienawidzę opakowane w złotej klatce. Bardziej niż kolejne pieniądze wolałabym weekend razem nad jeziorem we dwoje bez dzieci. Niemożliwe od paru lat. Spacer? Nieee... zmęczony, ale jak on potrzebuje wyjść, to ma zawsze siły. Teraz gdy tylko w niedzielę się mój mąż mną interesuje, ja już nie reaguję na cokolwiek. Mam dość. Nikomu nie mogę o tym powiedzieć, bo przecież seks raz na parę miesięcy to standard w związkach... Mam kasę, o co mi chodzi i generalnie zamknij się frustratko. Fakt, jestem frustratką. Bo mówiłam, prosiłam, spełniałam jego potrzeby. A moje? "Może kiedyś'' - które nigdy nie nadchodzi od lat.
Komunikuj potrzeby na bieżąco. Nie po fakcie, bo to się kojarzy z wypominaniem. Gdy odmówi po raz kolejny - porozmawiaj. Powiedz, że to dla Ciebie ważne. Zapytaj dlaczego tak robi i spróbujcie razem znaleźć rozwiązanie. Bo takie gierki ala zacznij się starać i robić coś bez rozmowy skończą się tylko większym nieporozumieniem i frustracją. Musi być jasny przekaz.
A przede wszystkim szturchnij butem :D
Ale dlaczego brnęłaś w relację, gdzie twoje potrzeby I prośby o nie były ignorowane?
Jak już się w to zapedziłaś to spróbuj sama teraz coś zmienić. Jeżeli mąż próbuje tylko w niedzielę to korzystaj z tego, pokaż jak ci się to podoba, może zacznie już w sobotę, a potem w piątek. Chcesz coś zmienić zacznij od siebie I sama działać. Zaproponuj może terapię albo warsztaty małżeńskie. Jak to nie pomoże to zacznij rozważać rozstanie, bo po co się męczyć kolejne lata?
Według mnie to nie jest takie proste. Człowiek na początku chce być wyrozumiały. Jeśli facet pracuje długo i ciężko, to logiczne, że wieczorem może nie mieć siły na pieszczoty i seks. W takim wypadku druga osoba, tutaj Autorka, zachowywała się w porządku, rozumiała, nie naciskała, nie była frustratką, która myśli tylko o tym, że jej się chce, a że Ty zmęczony, to mnie nie obchodzi. Niestety po jakimś czasie zatarła się granica między byciem wyrozumiałą, a ignorowaną. Facet pewnie na początku był zmęczony, ale później się rozleniwił, bo jego kobieta na nic nie naciskała i jakoś to poszło w złą stronę... Nie zawsze jest tak, że ktoś po prostu daje się ignorować, tylko pewne granice się zacierają.
"Ale dlaczego brnęłaś w relację, gdzie twoje potrzeby I prośby o nie były ignorowane?"
Bo pracowali tyle, że sama go rozumiała i zgadzała się, że jeszcze nie czas na to.
No wg mnie nie, w zdrowej relacji jest czas na bliskość, relaks I seks. Nie można kilka lat posuchy tłumaczyć pracą I dorobkiem. To jest normalna potrzeba fizjologiczna jak jedzenie, czy sen I jeśli komuś pasuje raz w miesiącu, tzn że ma niski temperament I nie dogada się z kimś, kto potrzebuje raz dziennie. Sama mam teraz 12-14 godzinne dni, dzień w dzień, no I cóż trzeba seks ograniczyć, bo nie ma czasu, czy siły, ale to spadło o połowę, a nie do zera. Związek to nie firma, gdzie się razem tylko dorabiamy, ale ma też być oparty na uczuciach I bliskości. Seks jest ważną częścią związku.
Widzę, że jest nas coraz więcej
"Zamknij się frustratko"?
Czy to jest cytat? Twój mąż tak do Ciebie mówi?
Jesteś osobą o dużej cierpliwości. Co to znaczy? Dokładnie, że jesteś osobą o dużej tolerancji na cierpienie.
Cierpliwość i cierpienie mają ten sam źródłosłów. Cierpliwość nie ma nic wspólnego ze zrozumieniem, kompromisem czy szacunkiem dla siebie i partnera. To po prostu odmawianie sobie, sprawianie sobie cierpienia.
Ktoś, kto jest cierpliwy, cierpi. Ktoś, kto nie czuje przymusu, napięcia, presji - jest spokojny.
Nie cierpliwy. Spokojny. Bo cierpliwość występuje tylko wtedy, gdy człowiek zmusza się do cichego znoszenia trudnych sytuacji i emocji.
Zatem cierpliwość nie jest żadną cnotą. Jest krzywdzeniem siebie. Cnotą jest spokój wewnętrzny. A obie te cechy oddzielają lata świetlne.
Kawowa napisała tutaj piękny komentarz. To, co ona robi, jest bardzo mądre. Przestała cierpieć, wzięła odpowiedzialność za wcześniejsze swoje decyzje, nie obarczając nimi partnera. A teraz od razu komunikuje swoje potrzeby. Warto się od niej uczyć :)
Rozumiem, mam tak jak Ty i jestem w stałym związku. Albo raczej miałam, w sumie sama nie wiem, jestem na etapie zmiany. Oczekiwałam, że skoro tyle razy mówiłam tłumaczyłam to on już powinien wiedzieć, rozumieć i było mi przykro, że nie dba o moje potrzeby. Czułam się autentycznie zaniedbana. Ale wiesz w moim przypadku to ja popełniłam błąd. Zgodziłam się na to i czekałam, a potem było mi przykro i źle, kłóciliśmy się. Zapętliłam się strasznie i nie widziałam sensu trwać tak dalej. Tyle, że mój facet nigdy mnie nie prosił o to abym o niego tak "dbała", on tego nie oczekiwał to ja to narzuciłam i oczekiwałam, że będzie miał tak jak ja. On jest inny :) Suma sumarum zastanowiłam się czego chce i zaczęłam to realizować, wznowiłam swoje pasje, a przede wszystkim staram się od razu mu mówić wprost jak coś mi nie odpowiada albo czegoś chcę, w momencie gdy przychodzi mi to do głowy, staram się nie być taka "cierpliwa", chociaż to trudne i czasem krępujące. To nawet ciekawe i nie spodziewała bym się tego po sobie ale dzięki temu jest mi lżej i lepiej się czuję, On mnie kocha, dzięki temu lepiej się dogadujemy, fakt kłócimy się i godzimy, ale wypracowujemy pewne rzeczy, mam wrażenie, że trochę lepiej mnie rozumie a ja jego. Tak, że ode mnie cierpliwa autorko, nie bądź taka cierpliwa! Te "kiedyś" samo nie nadejdzie, a jak będziesz się tak zachowywać to on może w ogóle nie zauważyć, że jest jakiś problem, on faktycznie może go nie widzieć. Mówię z doświadczenia, mój nie widział, dla niego było wszystko fantastycznie a ja się czułam samotna i byłam cierpliwa i czekałam i milczałam (z przerwami gdy mu wypominałam). Działaj, mów, kłóć się jeśli trzeba, to Twoje potrzeby walcz o nie, pokaż je :) Powodzenia, Ci życzę bo wiem że to strasznie trudne.
O i powiem coś na pocieszenie, ostatnio się pokłóciłam o głupotę, chciałam gdzieś iść i mówiłam szczerze o tym co czuję i jak to widzę, i nie odpuściłam jak zazwyczaj to robiłam, pierwszy raz dostałam kwiaty na przeprosiny, zrozumiał :)
BRAWO. Odpowiedzialność za siebie, szczerość i autentyzm. To jest prawdziwa dojrzałość. Gratuluję :)
Jestem w tej samej sytuacji, tj na początku takiej sytuacji. Jesteśmy razem kilka lat, jeszcze mamy kłopoty finansowe. Seks u nas jest max 1-2 razy w miesiącu, gdzie potrzebuję zbliżeń najlepiej codziennie. Bliskość jest tez produktem deficytowym. Boję się, że tak to się skończy jak u Ciebie, nie wiem co robić
Warto o tym porozmawiać i znaleźć jakiś kompromis. Mój facet też dużo pracuje, czasami jest zbyt zmęczony na seks, ale rekompensuje mi to innymi czułościami, np. przytulaniem, całowaniem, głaskaniem. To nie to samo, ale poczucie bliskości i czułości jest.
Kończy się na tym, ze jak twierdzi "seks nie jest dla niego taki ważny". On sam nie osiąga satysfakcji ze zbliżeń, nie chce mi mówić jak co powinnam robić tylko "robisz to źle/nie tak". Czuję się beznadziejnie z tym że seks jest odfajkowywany, nie ma w nim nawet porządnej gry wstępnej "bo to marnowanie czasu", a jeszcze muszę się o to dopraszać. Rozumiem, że on ciężko pracuje całymi dniami, ze ma depresję i ze zbieramy na mieszkanie. Tylko co jeżeli juz po tym wszystkim nic sie nie zmieni? Mam znaleźć kochanka?
Wiaderny zbieracie na mieszkanie? Ty zbieraj graty i się wyprowadź. Po co być z kimś kto sprawia, że czujesz się odrzucona i nie chce podjąć dialogu, żeby to naprawić?
dostalas rykoszetem wlasnych dzialan, czekam ejszcze na argument typu " ale wczesniej ci to nie przeszkadzalo" "przeciez nic nie mowilas"
polecam terapie szokowa- PRZESTAN spelniac potrzeby wszystkich wokolo, zjamij sie soba
na pytania/pretnsje odpowiedz tym co napisalas tutaj
bo takapostawa, jaka mialas dotychczas najwyrazniej nie dziala
Raz na parę miesięcy? Ja tam nie wiem, ale u mnie jest to raczej codzienność.
Kto Ci kiedykolwiek powiedzial, ze "seks raz na pare miesiecy to standard w zwiazkach"? To nie jest normalne i nigdy nie powinno byc wymowka.