#Xxqpc
Ostatnio chłopaki znów wszczęli awanturę. Darli się i rzucali w siebie klockami (!), zaczęli się nawet szarpać. Stałam bezradna i patrzyłam na te monstery. A wiecie, o co poszło?
O to, czy samochód w czarne i białe paski jest czarno-biały czy biało-czarny. Trzymajcie mnie.
"Stałam bezradna" :D
Darcie się i bicie aż sąsiad nie przyjdzie.
Weź się ogarnij z partnerem jak takiego masz.
To nie dzieciaki, to Wy.
Wychodzi na to, że robią tyle ile jest im wolno.
To rodzic powinien wprowadzić zasady i kwestie wychowania.
Dzieci często badają granice, a skoro ty jesteś bierna, to będzie raczej tylko gorzej, w tym dla nich.
Krótka piła: liczę do 3 jak się nie dogadacie zabieram czarno-białe i biało-czarne auta. I konsekwencja. U mnie znikłoby po odliczeniu do 3 i nie dałabym z powrotem do końca dnia. Takie małe dzieci mają niestabilny układ nerwowy, łatwo wpadają w nieogarniętą złość. Największa i najskuteczniejsza kara jest odbieranie zabawek. I konsekwencja!!! Bez tego będziesz miała za chwilę jeszcze gorzej.
A ja Cię rozumiem doskonale. Komentarze w stylu "ogarnij się", "liczę do 3" to są komentarze osób, które albo nie mają dzieci, albo mają jedno lub naprawdę mają to szczęście, że ich dzieci są po prostu w miarę ciche (znam takie pary).
Sam mam bliźniaki i mieszkam w bloku. Aktualnie mają niecałe 5 lat. I są głośne. Nie ma możliwości im tego w żaden sposób przetłumaczyć - ani prośbą, ani groźbą. Nakręcają sie nawzajem, emocje biorę górę, w zabawie się zapominają. Z sąsiadami z góry mamy kosę - nagrywali nas, wzywali na nas policę, zgłaszali do spółdzielni i próbowali do Mopsu. Policja była i uznała, że jest w porządku, wywiad środowiskowy zrobili i tylko ci jedni sąsiedzi mieli zastrzeżenia (że my tym dzieciom chyba coś robimy, że one się tak drą).
A one się albo po prostu bawią (w zabawie też im zdarza sie w emocjach zacząć szarpać), albo był czas że robiły awanturę, że nie chcą się kąpać (i krzyki niosły się pionach - na szczęście to już minęło w 98%).
Nasze życie to ciągłe zwracanie uwagi, próby zmęczenia ich poza domem - z desperacji nawet kupiliśmy decybelomierz, który włączał alarm po przekroczeniu określonych decybeli - nic sobie z tego nie robiły, a alarmu nie dało się ściszyć i harmider był jeszcze większy.
Po miesiącach i latach tej nieskutecznej walki, po prostu jest się zmęczonym i ma się dość i się tylko czeka, aż w końcu z tego wyrosną.
Więc, ja nie oceniam, a wspieram. Widzę też, że wraz z czasem jest poprawa, więc liczę, że w końcu to się unormuje, chociaż nie obejdzie się to bez miliona razy zwracania uwagi.
Mamy dzieci (w liczbie mnogiej), są głośne, a liczenie do trzech, pięciu, czy ile tam akurat wypadnie, ma się świetnie ;). Chyba że akurat któreś się rozwrzeszczy „NIE LICZ!”. Jest to etap, który trzeba przetrwać. Potem robi się trudniej 🤪
Kiedyś mamy były wyposażone w ciapek, ścierkę itp. Dziś stoją bezradne i dają się terroryzować dzieciom, a potem dziwią się że dzieci ich nie słuchają i mają w dopie.
Kiedys tak bylo i wychodzily z tego takie Dragomiry albo jeszcze co gorszego.
Dzis przynajmniej czesc z tych matek to takie karlitoski, ktore wychowuja bezprzemocowo, uczac dzieci nieuchronnosci konsekwencji wlasnego zachowania.
Nie mylic z tzw. (nie-) wychowywaniem bezstresowym.
Dwóch chłopców w tym wieku to jest kosmos. Układ nerwowy jest niedojrzały z racji wieku. Mała różnica wieku sprawia, że na zmianę się dogadują i kłócą, bez przerwy. No i chłopcy to dzikie stwory. Biorąc wszystko pod uwagę, nie dziwię się, że czasem czujesz się bezradna.
Nie wiem czy chcesz rady, ale skoro już piszę, to napiszę: przeczytaj książkę „Dzikie stwory, sztuka wychowania chłopców”, lub zapoznaj się z Pozytywną Dyscypliną, lub znajdź w necie „Domowe zawirowania” Agnieszki Pieniążek (szczerze polecam, korzystałam z jej kursów).
Chłopców rozdziel, kiedy się biją, wsadź do wanny albo daj gniotki, żeby się jakoś wyżyli, a w tym czasie napij się kawy, bo tez musisz mieć zasoby, żeby jakoś z nimi ujechać.