#XuPET
W naszej klasie była nas wtedy dwudziestka, w tym niewierzący chłopak. Wiadomo, po prostu nie obchodził mikołajek. Nasza wychowawczyni jednak uwielbiała go nad życie i uparła się, że to niesprawiedliwe, że każdy daje sobie prezenty, a on jest z tej tradycji "wyjęty".
Chłopak musi dostać prezent i już! No OK, on powiedział, że to tylko symboliczne i nie ma nic przeciwko przyjęciu podarka. I tu pojawił się problem.
Zaczęliśmy więc losować. Każdy już miał przeznaczoną osobę, ustaliliśmy cenę i mieliśmy rozpoczynać lekcję z wychowawcą. Okazało się jednak, że chłopakowi coś się nie spodobało. Rzucił karteczkę z nazwiskiem do kosza i uparł się, że nie zamierza obchodzić chrześcijańskiego święta i on prezentu nie kupi. Wychowawczyni, jak zawsze uśmiechnięta, podeszła do niego i wytłumaczyła, że skoro chce podarunek, to i on musi dać coś od siebie.
Jeszcze bardziej wkurzony wyszedł z klasy i tylko słyszeliśmy, jak krzyczy na nauczycielkę.
Jak to się skończyło?
No cóż, okazało się, że chłopak miał duży wpływ na wychowawczynię.
Dumny z siebie przyjął podarek.
Wylosował wtedy mnie.
Jako jedyny nie dostałem prezentu.
U mnie w klasie też jest dziewczyna, która nie obchodzi świąt i nigdy z nami nie losowała. W czasie świątecznym nie było jej w szkole, nie uczestniczyła w wigilii i nikt jej na siłę nie wciska prezentów ani nie mówi, żeby kupowała prezentów. I po problemie, nie rozumiem po co sprawiać innym nieprzyjemności.
Kurczę, nie chcę się czepiać, bo rozwiązanie rzeczywiście wydaje się sensowne, jednak nieobecności lecą :/ To nie koniec świata, ale też chyba nic pozytywnego. Ma ktoś może inny pomysł na wyjście z takiej sytuacji? Nie chcę siać propagandy, nie uważam też, aby szkolne obchodzenie świąt było czymś złym. Po prostu dochodzi do mnie, że czasami ciężkie musi być życie innowierców.
No cóż, ona, jak i jej rodzice się na to zgadzają, mi na jej miejscu też by było przykro patrząc, jak inni się cieszą z prezentów, A ona siedzi sama. Ogólnie cały ten okres przedświąteczny jest niezbyt dla niej przyjemny.
Ja nie jestem w ogóle za tym żeby były jakiekolwiek święta obchodzone w szkołach
Ja Ci powiem, że miałam mega sympatycznego chłopaka w klasie który był świadkiem jehowym(czyli nie obchodził świąt) i rzeczywiście nie brał udziału w losowaniu prezentów co było oczywiste , ale brał udział w wigili klasowej. Nie dzielił się opłatkiem i nie składał życzeń, ale spędzał z nami czas najczęściej przynosząc gitarę i grając na niej. Według mnie jest to fajna opcja bo szanuje się czyjąś religie, ale w świętach dla chrześcijan najważniejsze jest dzielenie się radością z bliskimi co też robiliśmy i nie było ważne czy dla niego akurat wtedy Jezus się narodził czy nie, dla niego to my byliśmy ważni.
Ów koleżanka z mojej klasy też jest świadkową Jehowy I przez swoją wiarę wcale nie stoi na uboczu, ma dobry kontakt z nami. I jej, i nam to pasuje.
Ej, co mają mikołajki do wiary lub niewiary? Nawet nie sądziłem, że ktoś może ich nie obchodzić. Rozumiem nie przyjść na Wigilię, ale Mikołajki te w szkole to bardziej świecka tradycja.
Mikołajki to Dzień Świętego Mikołaja, tak samo Andrzejki - św. Andrzeja, Sylwester - św. Sylwestra, Walentynki - św. Walentego.
A każde z tych dni ma gówno z chrześcijaństwa.
Niby Mikołajki, Andrzejki i Walentynki to dni świętych, ale kto by zwracał na to uwagę? Mam koleżankę ateistkę i wszystkie dni obchodzi.
Prezenty - bo święty Mikołaj, zakochani - bo święty Walenty. Co do pozostałych nie wiem, jest Google
U mnie w klasie na mikołajki nie kupujemy prezentów :/
Co za buc. Albo się mówi "okej, ja nie wierzę, ale tradycja fajna, nie ma problemu, kupię prezent" (większość osób niewierzących bądź innego wyznania, w tym ja, mieliśmy takie podejście), albo się mówi jasno i wyraźnie "świąt nie obchodzę" i się nie zostawia kolegi z klasy bez prezentu.
Osobiście nie widziałam nigdy problemu, i Mikołajki, i same Święta Bożego Narodzenia są tak niewyobrażalnie wielkim zlepkiem tradycji z różnych religii i wierzeń, w dużej części już wymarłych, że aż miło sobie robić niektóre rzeczy, poczytać i poprzypominać z której to religii podwędzona jest choinka, z której data, niektóre poszczególne potrawy... No, w szczegóły wchodzić nie będę, bo czemu ludzie świętują wtedy, a nie kiedy indziej i czemu w wtaki sposób, to jest temat na książkę, nie komentarz.
Właściwie to ludzie niewierzący mogą na spokojnie obchodzić Mikołajki, przecież to już prawie świecka tradycja, taki miły zwyczaj
A ja mówiłam wychowawcy, że nie biorę udziału w Mikołajkach. Nie byłam nawet na klasowej Wigilii, ponieważ nie miałam ochoty. Podobno czeka na mnie prezent. Chciałabym odmówić, ale pewnie będą mi go wciskać na siłę tak samo jak namawianie do Wigilii..
A potem historie "nikt w klasie mnie nie lubi, mam depresję" itd...
Etanolansodu Wychowawca pewnie sobie to wymyślił, ewentualnie koleżanki.
Nie wiem, z jakich powodów odmawiasz wzięcia udziału w klasowej Wigilii (do czego masz święte prawo), sama zresztą jestem ateistką. Oczywiście, nie ma nic fajnego w zmuszaniu Cię do świętowania razem z klasą, jednak z Twojej wypowiedzi wnioskuję, że grupą kierują dobre intencje. Może zamiast obrażać się, podziękuj za chęci i spokojnie wyjaśnij sytuację? Wątpię, aby ktoś po tym naciskał, a na pewno podejście będzie inne.
Etanolansodu, przecież żadnej z tej rzeczy nie kwestionowałam :D Napisałam, że nie wiem, ponieważ powodów może być sporo, a Autorka ich nie ujawniła. Nie chciałam wyjść na wymądrzającą się w sytuacji, w której nie znamy zbyt wielu szczegółów. Nie zachęcałam Autorki do obchodzenia świąt, a jedynie do wymiany pary zdań z klasą. Gdyby dowiedzieli się, że Autorka nie świętuje np. z powodu ateizmu lub innego wyznania, prawdopodobnie nikt by nie naciskał.
Swoją drogą, bardzo podoba mi się Twoja postawa!
*żadnej z tych rzeczy
*wymiany paru zdań
Przepraszam, autokorekta :)
Nie ma sprawy :)
Nigdy nie lubiłam obchodzenia klasowych Mikołajek. Po pierwsze, w klasie dobry kontakt miałam jedynie ze swoją "paczką" i kilkoma osobami, a po wylosowaniu kogoś, z kim zamieniłam jedynie kilka słów w szkole, nie wiedziałam, co mogę mu kupić. Po drugie, zawsze bałam się, że nie trafię w gust osoby, którą wylosowałam. Niby liczą się chęci, ale przykro się robi, kiedy widzi się niezadowolenie na twarzy innych. Po trzecie, kwestia pieniędzy. Ustaliliśmy, że prezent do 25 zł, ale zawsze znajdzie się ten bogatszy albo biedniejszy lub taki, któremu szkoda kasy. To trochę niesprawiedliwe, że jedna osoba dostała fajny prezent, a druga czekoladę albo mandarynki.
Nigdy nie lubiłam Mikołajek. Jeśli ktoś jest klasową gwiazdeczką, ludzie go lubią, jego rodzice mają wystarczająco dużo kasy, to ok: każdy go będzie chciał wylosować, ktoś mu kupi fajny prezent, a dla rodziców tego typu impreza nie będzie kłopotliwa. Ja natomiast byłam tak średnio lubiana w klasie i jak wylosowała mnie osoba, która za mną wprost "przepadała", to oczywiście musiała głośno skomentować, że o nie, tylko nie to, a samo dawanie prezentów było wymuszone w związku z tym :P
A najgorsze było wymienianie się karteczkami...
U nas w klasie wszyscy potraktowali to jako miłą tradycję, niezależnie od wiary... dziwny ten chłopak
A u nas jest chłopak z Ukrainy ( zajebisty ziomek ) mieliśmy mikołajki to też wziął udział kupił prezent i on też dostał i nikt nie odpierdalał jakiegoś szitu jak ten idiota z wyznania
My w klasie postanowiliśmy, że uzbieramy i pojedziemy na Mikołaja do kina ;). Dobra opcja.