#Xo9N0
Przy tym osiągałam całkiem spore sukcesy w nauce. W starszych klasach średnia zawsze powyżej 5,5. Przyswajanie wiedzy nie sprawiało mi praktycznie żadnej trudności, raczej było przyjemnością. Czułam w sobie ciekawość świata. Więc nie byłam raczej osobą kującą na blaszkę bezsensowne formułki.
Ludzie i nauczyciele dookoła powtarzali mi, że mam wyjątkowe zdolności zarówno matematyczne jak i humanistyczne.
Problem w tym, że nie widzę ich w sobie.
Nigdy nie uważałam się za mądrzejszą od innych, kiedy prowadzący zajęcia wskazywał mnie jako przykład dla reszty klasy jedyne co czułam to zażenowanie. Koleżanki mówiły mi, że zazdroszczą mi tej łatwości uczenia się, a ja po po prostu nie widzę w sobie niczego niezwykłego. Czułam i czuję się okropnie głupia. Kiedy czytam te wszystkie opinie osób głoszące, iż oceny w szkole nie odzwierciedlają inteligencji, smucę się jeszcze bardziej, bo oceny to jedyna rzecz, która może choć trochę wskazywać na moją bystrość umysłu. Nie doceniam siebie, nie potrafię, nie umiem. Nawet nie wiem czy jest co doceniać. Moja pewność siebie jest na poziomie zero. Pracuję nad sobą, szukam nowych zainteresowań, ale mam wrażenie, że jestem po prostu... idiotką.
Uprzedzając pytania - chodzę jeszcze do szkoły, sprawa trwa dalej.
"Wiem że nic nie wiem", dla pewnych osób, ma to wyjątkowe znaczenie.
Trochę nie rozumiem jaki sens ma to wyznanie. Skoro dobrze się uczysz to nie masz się czym martwić. Daj sobie czas, może zrób coś poza szkołą ( olimpiada, nowy język, sport )
Bardzo ładnie wypisałaś jakie masz zalety oraz oceniasz sytuacje realnie więc uważam, że jesteś w stanie sama wypracować lepsze zdanie na swój temat (tylko nie popadnij w przesadę).... Jak odebrałam wyniki moich matur (wyniki około 90%) to byłam pewna, że ktoś się pomylił, bo według mojego osądu powinnam nie zdać. Wpadłam w taką paranoję, że nie poszłam na studia i dwa lata ,,leczyłam się” z chorobliwie niskiej samooceny.
Łał, nie wiedziałem że tak się da. Mam nadzieję, że udało Ci się "wyleczyć".
Bluepurple w moim przypadku oprócz niskiej samooceny rozwinęła się depresja i zaburzenia lękowe. Dlatego napisałam o leczeniu się w cudzysłowie ponieważ leków stricte na niską samoocenę nie ma, a na te inne choroby są.
Dziękuje, że pytasz od pół roku nie biorę już leków, dużo pracuje nad sobą z pomocą psychologa i mam nadzieje że uda mi się wrócić do pełnej równowagi psychicznej.
Sorry, miałem na myśli kurację. Jakoś wtedy, jak to pisałem, nie wydawało mi się to takie chamskie. Powodzenia.
Smutna jest Twoja historia. Mam nadzieję, że spotkałaś lub spotkasz na swojej drodze kogoś, kto sprawi, że Twoja samoocena będzie orbitować i że będzie tylko lepiej, kogoś w kim znajdziesz prawdziwe oparcie i miłość. Pozdrawiam.
Dziękuję bardzo, to są bardzo miłe słowa, życzę sobie ale i każdemu takich ludzi wokoło.
tylko glupcy uwazaja sie za najmadrzejszych, ci naprawde madrzy zazwyczaj maja watliwosci, bo wiedza, ile wiedzy jest jeszcze do zdobycia :)
Ponoć ci najmądrzejsi czują się tymi najgłupszymi.
Impostoryzm, czyli syndrom oszusta. Przekonanie, że własne sukcesy to wynik szczęśliwego zbiegu okoliczności. To dość powszechne schorzenie. Poszukaj informacji w sieci.
W pedagogice mówi sie że należy wzmacniać w dziecku poczucie sprawczości, czyli chwalić za coś na co dziecko ma wpływ - praca, wysiłek. A chwalenie za talent 'zdolna jesteś!', 'udało ci sie' raczej obniża samoocenę i zniechęca.
A Ty Autorko naprawdę masz talent - nauka nie wymaga pracy, przychodzi Ci łatwo. W dodatku ludzie cenią Cię za coś, na co nie masz wpływu.
Nie dziwię się, że Ci z tym źle.
Mam podobnie, choć w nieco innym wymiarze. Czyniąc długa historię krótką, znajomi i rodzina są na och i ach nad moimi rzekomymi zaletami, a ja sam zastanawiam się jak można nie zauważać mojej głupoty i tego, skąd pochodzi moja rzekoma "mądrość". Ostatnio przyłapuję się na tym, że nudzą mnie rozmowy z ludźmi przewidywalnymi i uciekam od tego zamyślenie. Albo bawię się odpowiadając na ich jeszcze nie zadane pytania. Szkoła i życie zniszczyło moją samoocenę i zapala mi się czerwona lampka w głowie jak ktoś powie mi jakiś komplement. Wiem że dużo wiem. Ale zbyt wiele mi jeszcze brakuje by móc siebie oceniać pozytywnie.
Cholera, wiem że to będzie krzywdzące dla ciebie co tu napisze, ale nawet nie wiesz ile przykrości sprawiasz tym innym (o ile dzielisz się ze światem tym poglądem). Mam takiego samego kolegę, również jest wybitny w praktycznie każdej dziedzinie nauki, a na dodatek przychodzi mu to z wielką łatwością. Kiedy raz na jakiś czas uda mi się dorównać mu w jakimś dużym dla mnie osiągnięciu, gdy pytam się go czy jest z siebie zadowolony zazwyczaj mówi "eh to i tak nic nie znaczy, nadal jestem głupi, to nie ma żadnej wagi" i po tych słowach patrząc na to, co przed chwilą wydawało mi się niesamowite, staje się to bezwartościowe.
Bo dla Ciebie to naturalne. W sensie Tobie wszystko przychodzi bez problemu przez całe życie to ciężko to docenić. Tak jak nie wiem, dla normalnego człowieka samodzielne zjedzenie posiłku nie będzie powodem do dumy, bo tak po prostu jest. Pomyśl o osobach co na ten sam sprawdzian aby mieć wynik jak ty muszą zakuwać kilka dni i jest to dla nich ciężka praca.
Może postaraj narzucić sobie jakieś wyzwania, które aby osiągnąć musisz włożyć jakiś wysiłek. Wtedy osiągnięcia staną się dużo bardziej wartościowe dla Ciebie samej.
A jak dla mnie to problem tkwi glębiej i może ta łakliwość wiedzy wynika z kompleksu, który myślę, że niekoniecznie obrazuje dobrze rzeczywistość :)