#XOSu1
Pytanie jest bardzo proste – czy jeszcze wiemy, czego naprawdę chcemy?
Od jakiegoś czasu jestem sama, co skłoniło mnie do analiz związków i prób ich tworzenia, zarówno tych moich, jak i tych, które mam okazję obserwować.
Patrzę, obserwuję... i co widzę? Otóż znaleźć partnera, któremu warto oferować nasz czas to sztuka. Gdzie szukamy? Tam, gdzie z pozoru najłatwiej, najszybciej, najwygodniej – na Tinderze. Bo też gdzie szukać? Na ulicy? W bibliotece? Może w parku? A może po prostu wyjdźmy do ludzi! – tę radę kocham najbardziej. Co to właściwie znaczy? Idź na spacer? Do sklepu? Zapisz się do koła zainteresowań? A może do kółka różańcowego?
Nie oszukujmy się – na co dzień każdy z nas ma styczność z ludźmi, ale co łatwe do zaobserwowania – większość z nich ma swoje życie i nos w smartfonie, bo przecież kontakt ze znajomymi nigdy nie był taki prosty! Och, ta technologia… wróćmy do niej. Przecież finalnie w akcie desperacji i z myślą „a co mi tam!” lądujemy na Tinderze. I tu mamy gwóźdź do trumny dla naszego związkowego idealizmu. O kobietach na Tinderze tylko słyszałam, ale o mężczyznach mogę z pierwszej ręki wyrazić opinię. I Panowie...To co teraz napiszę jest generalizacją i na pewno są tam mężczyźni godni uwagi, ale opiszę, czego doświadczyłam. Pomijam już odstrzelonych w kosmos freaków i skrajnych desperatów, którzy oświadczyliby się po 5 minutach rozmowy, bo tam ich nie brakuje, ale to temat na dłuższą rozprawę…
Wróćmy do meritum - nie jestem osobą która poddaje się łatwo, byłam na Tinderze kilka razy i za każdym razem znajdował się chociaż jeden mężczyzna, któremu chciałam dać szansę. Nie wychodziło z różnych powodów, ale udało mi się zaobserwować też coś, co nazywam jako laik „syndromem Tindera”. Spotykamy się raz, drugi, piąty, dziesiąty. Jest miło. Dostaję kwiaty, czekoladki, zaproszenia na kolację. Pojawiają się nawet wielkie deklaracje ze strony mężczyzny i nagle, niespodziewanie „puff!” – „słuchaj, jesteś wspaniałą kobietą, ale to nie to”.
Spektrum opcji dostępnych na wyciągnięcie palca sprawia, że w mężczyznach pojawia się przeświadczenie, że zawsze mogą znaleźć kogoś lepszego. Nutka wątpliwości – „czy to na pewno najlepsze na co mnie stać”?
A skąd wiem, że o to chodzi? Ano, jako że rozstaję się z panami w raczej przyjaznych stosunkach, wracają po miesiącu, czasem dwóch z pytaniem „a może spróbowalibyśmy jeszcze raz?”. Dopytuję. Dowiaduję się, że w międzyczasie próbowali „lepszej opcji”. Nie wyszło. Wrócili więc tam, gdzie jest nadzieja.
Cóż, za późno. Teraz możemy się poprzyjaźnić.
Osławione "to coś" - absolutnie niezbędne i na pierwszym miejscu. Jeżeli tego brakuje, to kaplica i nic delikwentowi nie pomoże ani piękne ciało, ani światły umysł, ani morze kasy :)
Też dotrwałam tylko do pierwszych kilku zdań :)
Piekne cialo, swiatly umysl i morze kasy. Ale nie, jednak nie. Jestes prawdziwa zagadka.
Totalny przerost formy nad treścią. Zresztą jesteś rozżalona i oburzona jak ktoś może kogoś szukać spotykając się z innym. Chyba każdy chce dla siebie jak najlepiej, a najwyraźniej nie potrafisz sobą wystarczająco zainteresować faceta,skoro rezygnuje po czasie.
Ja tam jak się deklaruję, że z kimś chce próbować budować związek, to nie szukam kogoś na boku. Ale co kto lubi :D
Dlaczego takie gówno wyznania zawsze mają 30kilka lajków? To jakis automat czy zbieg okolicznosci?
90% facetów na tinderze nie potrafi napisać zdania bez błędu, nie mają żadnych zainteresowan oprócz gier i pornografii. Większość to desperaci z problemami emocjonalnymi. Najciekawszy mój przypadek jak do tej pory to facet, który szczegółowo rozpisywał w Excelu tabele ze statystykami z tindera, wyliczajace szanse na sparowanie z dziewczyną i użalał się, jak to ciezko poznać kogoś przez tindera. Pisaliśmy 3 miesiące i ostatecznie zabrakło mu odwagi na spotkanie xD Ta aplikacja to zbiorowisko przegrywów, skasowałam konto i każdej szanującej się kobiecie radzę to samo.
@Starszatymglupsza Sama świetnie wiesz, że faceci nie prowadzą selekcji, przesuwają wszystkie konta w prawo jak leci, żeby zwiększyć szansę na parę. Co się tyczy zdjęcia to nawet największy pasztet może nałożyć tysiąc filtrów i wyglądać dobrze, a opis to średnio 1 albo 2 linijki tekstu. Ciężko jest więc rozróżniać osoby na ciekawe i nudne na podstawie wyłącznie profilu. Więc argument nietrafiony. Wszystko wychodzi na czacie, gdzie w przeciągu pierwszych 5 minut rozmowy z większości facetów wychodzi niewyobrażalna patologia.
Facet zostawił mnie właśnie dlatego że "nie wiedział czego chce". Kochałam i wzięłam go ze wszystkimi wadami. Nie oceniałam. Ale jego stać było na więcej i teraz po latach dalej szuka ideału narzekając na samotność.
Jasne, lepiej żeby był z Tobą na siłę z mieszanki litości i desperacji ciągle czując, że to nie to. Czasem samotność jest lepsza niż związek z " braku laku".
Jeśli komuś samotność odpowiada to tak. Może za mało szczegółów napisałam. Kontakt mieliśmy jeszcze przez lata po zerwaniu, jemu ciągle coś przeszkadzało w kolejnych dziewczynach i ciągle narzekał szukając zrozumienia. I rozumiem że na siłę nie można z kimś być ale zrywanie bo dziewczyna ścęła włosy albo pracuje w delegacjach to trochę słabe jeśli nawet nie próbował rozmowy z nimi tylko wracał do mnie się żalić. W końcu się odciełam.
@TylkoRaz: jesteś doskonałym dowodem na to, że minusy są potrzebne.
Zawsze jak czytam, jak ktoś o sobie mówi "my", to mam wrażenie, że ta osoba ma rozdwojenie jaźni.
To nie jest miejsce na jakieś rozprawki.
Czy tylko ja się poddałam w połowie?
Ja dotrwałam mniej więcej do momentu, w którym autorka pożaliła się, że nie można znaleźć na Tinderze normalnych facetów...
Jeśli nie umie się czytać ze zrozumieniem, to i tak dużo ci się udało.
Co ty pieprzysz O.o
Powiem tak: jeśli chcesz kulturalnego inteligenta, raczej nie będziesz szukać w podrzędnych dyskotekach. Jeśli szukasz niewyrafinowanego "twardziela" odpornego na sztukę i piękno, nie znajdziesz go w muzeum czy galerii. Jeżeli pragniesz fit-faceta, prędzej wpadniesz na niego np. na basenie czy w barze że zdrowymi sałatkami, zamiast okupującego kolejkę w Macdonaldzie.
Zdarzają się wyjątki, ale jeśli chodzi o aplikację typu Tinder, raczej na próżno szukać tam ogarniętych ludzi, którzy coś sobą reprezentują i mają nadzieję na coś więcej niż szybkie bzykanko.