#XFb1s
W 2005 stracił ukochaną pracę i zaczęło się. Nie było na rynku żadnej pracy dla niego, więc to co na czarno zarobił, przepijał w sklepie. Po paru latach picia zaczął mieć schizy. W nocy najczęściej pod wpływem chodził po domu, obserwował nas jak śpimy, krzyczał, wyzywał wszystkich naokoło. Parę razy "uratowałam mu życie", bo spadł ze schodów i rozbił sobie głowę, oczywiście zero wyciągnięcia wniosków z tej sytuacji. Często kradł nam pieniądze i oczywiście wszyscy zganiali to na mnie.
Pogrzeb dziadka (chyba najtrudniejszy moment w moim całym życiu), potrzebowałam wsparcia nie tylko od mamy i brata, ale też od ojca. Oczywiście na kacu był, więc stwierdził, że chce mu się pić i poszedł do domu. Ukradł mi pieniądze i poszedł pić.
Wszyscy oczywiście przymykali na to oko, lecz dla mnie miarka się przebrała. Zgłosiłam wszystko na policję, ale to ja okazałam się być "tą złą".
Dziś nie mam żadnych kontaktów z ojcem, nie odwiedziłam go nawet jak był na odwyku. A z resztą domowników widuję się sporadycznie.
"Nie było na rynku żadnej pracy dla niego, więc to co na czarno zarobił, przepijał w sklepie" to nie jest związek przyczynowo-skutkowy.
Autorko, trzymaj się. Podjęłaś bardzo dobrą decyzję.
Wiecie ja myślę, że to miało malutki wpływ na niego.
Jeżeli to wyznanie jest prawdziwe, to dobrze zrobiłaś, nie warto utrzymywac z takimi kontaltu
I nie będę utrzymywać. Ostatnio stwierdziłam, że dopóki matka nie zrobi porządku z ojcem, ja nie będę przyjeżdżać do domu
ja w nowy rok stracilem ojca, mial 58 lat. Mimo, że nie był taki jak twój to żałuję, że nie spędzałem z nim więcej czasu, że nie powiedziałem mu wielu rzeczy. Spróbuj poprawić relację z ojcem, sama spróbuj go ogarnąć, teraz wydaje Ci się, że nie będziesz żałowała, ale uwierz mi, będziesz, mimo tego jaki jest.
Nienawidze alkoholików. Tylko zawsze mam gdzieś z tyłu głowy, że szkoda mi ich, bo może dobry terapeuta by pomógł. Miałam w rodzinie alkoholika. Wszyscy się od niego odwrócili, zapił się na śmierć. Po pogrzebie rodzinka zaczęła wspominać, ja zaczęłam drążyć i okazało się, że ten alkoholik miał straszne dzieciństwo, potem małżeństwo, które go niszczyło doprowadziło do alkoholizmu.
Apropos, mój ojciec 2 lata temu poszedł do Call Center i po tygodniu go wywalili, bo nie to, że był pod wpływem to jeszcze klient, z którym rozmawiał został zwyzywany po odrzuceniu oferty
Mnie to rozwala "nie ma.pracy dla.ludzi z moim wykształceniem"🤣🤣🤣🤣
A masz jakieś namiary na prace dla alkoholika? 😀
Detustator w Harnasiu 😁
@asienaebaam Skończyć pić i zacząć żyć jak człowiek :D
Tyle ze to jest prawda, duzo starych zawodow obecnie nie jest praktykowanych. W kazdym razie w Polsce. I teraz beda smieszki itp ale jej ojciec zapewne ma 40+ i w tamtym czasie naprawde duzo prac zostalo zastapionych przez maszyny czy przeniesione do Azji.
To można zmienić kwalifikacje zawodowe i zacząć pracę w innym zawodzie.
Xanx, tyle że to nie zawsze takie proste. Miej 40 czy nawet więcej lat i zrób te inne kwalifikacje - część wymaga kilku lat nauki (studia), więc to dodatkowy upływ czasu zanim wejdziesz na rynek. I co? Jesteś człowiekiem w tym wieku, a bez doświadczenia w nowo zrobionym zawodzie. Taki ktoś dla większości pracodawców nie jest atrakcyjny kiedy ma lepszych kandydatów do wyboru.
Wiesz ze studia nie są wymagane do ponad 50 %zawodów? Nie trzeba być od razu lekarzem czy naukowcem. Handel, elektronika, mechanika, finanse i wiele wiele innych nie wymaga nic lub wymaga wiedzę i pojęcie które możesz zdobyć sam, lub wymaga kursów które trwają krótko. Nie, doświadczenie nie ma aż takiego znaczenia jeśli masz pojęcie o pracy na danym stanowisku i wiedzę. Z reguły w każdej firmie i tak nowy pracownik idzie na szkolenie więc wszystkiego się nauczy. Pracowałem w 4 różnych zawodach w tym byłem nawet podwykonawca na własnej działalności i w żadnym z tych zawodów nie miałem doświadczenia zanim go nie nabrałem w pracy.
Owszem, ale co to za zawody? Zazwyczaj fizyczne i/lub nie najlepiej płatne. Te, które wymieniłeś, kojarzą się z degradacją i pewnie wymagają zajeżdżania zdrowia aby zarobić coś więcej niż dwa tysiące. Wiem, że to lepsze niż bezrobocie, ale gorsza praca niż dotychczasowa to nadal powód bardziej do frustracji niż zachwytu. Kursy zazwyczaj są płatne. O tych z UP nawet nie wspominam, bo to śmiech na sali. Szkolenie w firmie to jedno (i to pod warunkiem, że pracodawca jednak zechce cię zatrudnić), ale często dodatkowym atutem jest doświadczenie wnoszone z zewnątrz - zwłaszcza w tym wieku. "Nie, doświadczenie nie ma aż takiego znaczenia jeśli masz pojęcie o pracy na danym stanowisku i wiedzę." Ale ta wiedza i pojęcie o pracy nie bierze się znikąd, tylko z wykształcenia i działania w tym zawodzie :) Słyszałam ogólniki o produkcji cukru czy organizowaniu rejsów, ale to za mało, aby nazwać to wiedzą umożliwiającą mi pracę w tym.
@sroga zima.... Co proszę? Finanse czy handel to zarobki spokojnie rzędu 3/4 tys w zwyz oczywiście na rękę, w podatkach zarabiałem około 5 tys 2 lata temu siedząc za biurkiem. Nie wspomniałem nigdzie o calkiem fizycznej pracy bo do takiej się nie nadaje i takiej bym nie polecał. Co do kursów to masz rację z tym że warto zrobić kursy i się kształcić jak jest w życiu dobrze żeby później nie było źle
„Skończyć pić”. Skąd Wy takie pomysły macie?
dobrze zrobiłaś... ta sytuacja Ciebie też w pewnym sensie niszczyła
Z jednej strony - wcale Ci się nie dziwię i uważam, że odcięcie się od rodziny było najrozsądniejszym wyjściem. Z drugiej - rozumiem też Twoją mamę i wierzę, że miała swoje powody do bronienia ojca. Pewnie robiła to w dobrej wierze, kompletnie nie zdając sobie sobie sprawy, że tylko pogarsza sytuację, okrutnie krzywdzi Ciebie i całą rodzinę. Wiadomo, strasznie głupie. Ale miłość ogólnie bywa głupia.
Kolejna rzecz. Każdy byłby zły na kogoś, kto kradnie mu pieniądze, wiecznie chodzi pijany lub na kacu, sprawia same problemy i nigdy nie można na niego liczyć. Ja też, no logiczne. Ale mimo wszystko, trzeba zdawać sobie sprawę, że alkoholizm to choroba. Nikt nie "wybiera" zostania alkoholikiem, tak samo jak nikt nie wybiera i nie chce zachorowania na nowotwór czy cukrzycę. I chociaż niezdolność do pracy czy nawet problemy przy wykonywaniu codziennych czynności tu i tam są często porównywalne, to reakcje otoczenia są skrajnie różne. A przecież powód choroby prawie zawsze jest kompletnie niezależny od danej osoby. I czasami o wiele bardziej przykry i bolesny niż historie osób dotkniętych ciężkimi chorobami czysto fizycznymi.
I właśnie przez to, że temat jest tak złożony, to tak trudno jest sytuację naprawić. Wiadomo, że potrzebna jest porządna terapia, często nie tylko tej jednej osoby ale i wszystkich dotkniętych jej "chorymi" zachowaniami. A już zwłaszcza osób współuzależnionych, czyli takich jak na przykład Twoja mama (zrzucanie winy na Ciebie, kiedy ojciec coś zrobił to wręcz podręcznikowy przykład mechanizmu adaptacyjnego). No nic, trzymam za was wszystkich kciuki, żeby kiedyś przyszedł w końcu przełomowy moment podjęcia leczenia i żeby wasze relacje jeszcze się poukładały.
Chodziliśmy na terapię, ale bez babci. Powiedziała, żeby jej nie zawracać dupy.
no i super, wreszcie ktos sie odcial a nie tylko biadoli
Niestety patologiczne rodziny narzekaja na ognisko patologii w domu, a jak przyjdzie co do czego to wypieraja sie. Znam to z autopsji i sprawdza sie. Dobrze, ze ty cos zrobilas. Reszta babra sie w tym gownie i im jest dobrze.
takich jak ty to w wiezieniu powinni przycwelic
A wszystko zaczęło się od małżeństwa...
Raczej nie od małżeństwa, a od straty pracy