#EXQId
Kiedy miałam 5 lat, przeprowadziliśmy się do nowego, dużego domu. Wtedy moi rodzice stwierdzili, że fajnie byłoby mieć persa. Takiego ślicznego kotka, który kładłby się na fotelu obok gości. Ja już wtedy protestowałam i w końcu udało się zaadoptować schroniskowca. Oczywiście wmawiano mi, że to ja go chciałam, więc teraz się nim zajmuj. Dobra, to tylko kotek, nie musi wychodzić na spacer, więc dałam radę z karmieniem 3 razy dziennie, wyrzucaniem kuwety, czesaniem i tak dalej.
Kilka lat później (po wielkim akwarium z rybkami, które wciąż stoi puste, bo rybki pozdychały) stwierdzili, że oni chcą doga niemieckiego. Miałam 12 lat i nie czułam się gotowa na taki obowiązek. Postawiłam ponownie na schroniskowca, ale znowu musiałam się nim opiekować. Był tak chorowity, że wstawałam do niego w nocy, karmienie go zajmowało kilka godzin (nie chciał jeść, a ja tak bardzo się o niego martwiłam, że wpychałam mu jedzenie na siłę), ale kocham go najmocniej na świecie. Same operacje (kastracja, operacja ucha i łapki) w ciągu roku kosztowały mnie (tak, mnie, nie rodziców) około 1200 złotych. Skąd dziecko miało wziąć na to pieniądze?
Minął rok, a mój mały szczeniaczek wyrósł na 40-kilogramową mieszankę labka. Dawałam radę, ale było ciężko. No to mój tata przychodzi rano i oznajmia, że na dole czeka niespodzianka. No i widzę dużego bernardyna. Nie ucieszyłam się, ale pokochałam go znowu jak dziecko. Kolejny silny pies, który nie mógł jeść żadnej karmy, więc 40 minut na gotowanie obiadków dwa razy dziennie.
No i tak w ciągu trzech lat miałam już 5 psów, kota i pytona piaskowego. Chyba nietrudno zgadnąć, że jako dziecko nie miałam siły. Kocham je wszystkie, ale męczy mnie to, że przy znajomych rodzice mówią jak to bardzo dobrotliwi są dla zwierząt i w ogóle uczynne serduszka, a ja co mówię? Ano nic, bo siedzę z psami. Za każdym razem, gdy chciałam gdzieś wyjść z przyjaciółmi, to musiałam błagać brata na kolanach, by z nimi siedział. No i na wakacje do Hiszpanii, Chorwacji, Grecji, na Malediwy też nie jeżdżę. Bo opieka nad tyloma psami jest za droga dla mnie i nie chcę ich zostawiać, bo wciąż je kocham. Za weterynarza, zabawki, smycze też płacę. Jedynie karma to ich obowiązek, bo wynosi około 1000 złotych na miesiąc, bo oni chcą tylko duże psy.
No i co, nadal uważacie, że tylko dzieci są nieodpowiedzialne?
Może to głupie pytanie, ale rozmawiałaś z rodzicami o tym, że ci to nie pasuje i że to też ich zwierzaki?...
..No i skąd dziecko brało na to pieniądze..?
Z komunii
Podejrzewam, że pakowała w to całe kieszonkowe, pieniądze z urodzin czy prezenty od rodziny.
Wyprowadzała psy somsiaduf.
Mi się ta historia jakoś kupy nie trzyma...nie chciałaś zwierzaka wiec wybrałaś takiego ze schroniska? Nie kumam tej logiki
Nie tylko Tobie ;) a w tej historii to jakbym widział mema z gościem jadącym na rowerze wkładającym sobie kij w szprychy i narzekającym ...
Chyba chodzi o to, że jej rodzice chcieli zwierzaka rasowego, ale ona wiedziała, że i tak będzie musiała się nim zajmować więc skoro zwierzak ma być pod jej opieką to chociaż niech będzie taki jakiego ona chce
Ja myślę że chodzi o to że rasowiec wymaga większej opieki
Ale ja nie rozumiem dlaczego przynosili Ci psy? Nic nie wiesz, nagle tata mówi „o psa kupiliśmy pilnuj go”? O co chodzi, jak to jest w ogóle możliwe. Nie rozumiem tego. Jeśli w ogóle tak było, to dlaczego dawałaś się tak wrabiać?
Właśnie też nie rozumiem co tu się zadziało...i jak to możliwe.
Po co w ogóle wspominałaś o schronisku? Jeśli chcieli persa/doga niemieckiego to trzeba było tylko mówić, że Ty nie chcesz, a nie wybierać schronisko. Po części to Twoje zwierzaki, bo to Ty je wybrałaś.
nooo jakby mieli zpalacic kilka grubych tysiecy to pewnie by sie zastanowili cyz aby na pewno chca
Albo by kupili w pseudo
Boże, jak to jest mozliwe, że to wyznanie wyszło z poczekalni? Przeciez to jakis absurd. Juz widzę, jak 12 letnie dziecko zarabia na swojego psa, i 40 kilogramowego wielkoluda ciaga samo po weterynarzach. Albo zupełnie zmyslone, albo autor źle przyczepiony do świata i zupelnie i nierealnie postrzega swoje obowiązki
jakim cudem bylas tak naiwna, zeby sie na to wszystko godzic?
juz na etapie psa stwierdzilabym- chcecie zwierze to sie nim opiekujcie, ja mam to w dupie, to nie moj pies tylko wasz
na zadanie wylozenia kasy na operacje zasmialabym sie w twarz i wyszla
swoja droga skad 12latka miala takie pieniadze?
Nie była naiwna tylko mimo wszystko kochała te zwierzaki. Dziecko powie rodzicom mam w dupie tego psa, sami się zajmujcie, to jeszcze go wezmą uśpią czy oddadzą i będzie, że gówniara nieczuła i to przez nią i by miała wyrzuty sumienia
Oni nieodpowiedzialni, a ty nie protestowałaś. Jakby przynieśli krowę, świnkę i stado kurczaków zamiast powiedzieć nie, założyłabyś farmę, bo szkoda ci zwierzaków.
Chciałabym obrazić Twoich rodziców, ale szkoda słów... Nie wiem co poradzić. Ja bym się nie zajmowała i nie wydawała na nie pieniędzy. Gdyby się o coś burzyli to bym powiedziała kto podpisywał umowę adopcyjna... I tyle. Niech się zesra, zerzyga etc. Szkoda by mi było zwierząt, ale bez przesady.
Czekaj, stop bo nie nadążam
Opowiadasz tą historię jako historie która wydarzyła się kiedyś czy teraz? Po pierwsze skąd masz pieniądze na to wszystko? Po drugie z psami nie trzeba siedziec 24/7, wystarczy nakarmić, wyprowadzić, pobawić się z nim a nie przy nich siedzieć non stop. Coś się mi wydaje zmyślona ta historia
Dlatego właśnie myślę, że to może być zmyślone. Chyba że "siedzieć non stop" oznacza, że nie może wyjechać na wakacje za granicę, bo zwierzęta zostałyby zupełnie same w domu na długo.