#X3VLU
Dziecko nie należało do nich, tylko do ludzi, którzy siedzieli dwa stoliki dalej on nas. Dziewczynka była bardzo wesoła i kontaktowa, aż za bardzo wręcz. Chodziła od stolika do stolika, „sępiła” o jedzenie (teksty w stylu „dzień dobly, jestem Ania, a co oto pani ma? Ci to smaćne? A mogę?”. I pchanie się m.in. na kolana), a mniej lub bardziej zauroczeni/skrępowani ludzie ją częstowali.
W końcu dotarła do drzwi do VIP-roomu. Rozumiem, ciekawość itd. Wlazła tam. Po chwili została łagodnie wyprowadzona za rączkę przez siedzącą tam panią, prosto do rodziców z bardzo uprzejmą, rzeczową prośbą, aby dziecko im nie przeszkadzało. Rodzice cały czas mieli dziecko gdzieś. Młoda, niezrażona, wciąż chodziła od stolika do stolika, a drzwi do drugiej sali się nie zamykały. Do nas też przyszła żebrać (inaczej tego nie nazwę), ale było to tak krępujące, że przyznam, skrewiliśmy i pozwoliliśmy kraść z naszych talerzy. Była to bardzo dziwna, okropna sytuacja. Miałam ochotę ją zrugać, ale nie umiałam. Super wyjście okazało się klapą przez cudzego dzieciaka.
W końcu kobieta z VIP-roomu nie wytrzymała. Młoda została wyrzucona z pokoju, posadzona na stole rodziców i usłyszeli oni mniej więcej taki tekst „Proszę zabrać to dziecko i zamiast kolejnej flaszki wina kupić mu coś do jedzenia, żeby przestało wkładać obcym ludziom ręce w talerze”. Butelka wina w tej knajpie to ok. 70 zł. Rodzice zamawiali je krzycząc do kelnera przez całą salę, co ciężko było przeoczyć.
Młoda kobieta powiedziała to głośno, ale bardzo kulturalnie. Spotkał ją najazd, jakich mało. Ludzie, którzy wcześniej szeptali o braku wychowania dziecka, lekceważeniu go, braku kultury rodziców, nawrzeszczeli na nią, że „Na VIP-room dziwka ma, a dziecku żałuje”. Nie wiem, może to był wybuch frustracji, ale ona była temu najmniej winna. Ostatecznie przyszedł jej mąż, a rodzice i nachalne dziecko zostali wyproszeni (niechętnie, ale najwyraźniej młodzi zapłacili więcej).
I im, i nam wszystkim ta rodzina zmarnowała wyjście. Ludzie, czy taka sytuacja jest normalna? Idę do drogiego, mającego renomę lokalu coś uczcić, dobrze zjeść, płacę za to sporą sumę, chcę poczuć moje własne święto, cudze dziecko pcha mi się w talerz i to jest OK? Dziecko, którego rodziców stać na jedzenie dla niego?
A tego VIP-roomu zazdrościłam im tylko trochę, bo zważając na to, co działo się przez cały wieczór, to ja tym młodym współczuję.
Ja naprawdę nie rozumiem tego bólu dupy niektórych (podkreślam, NIEKTÓRYCH) matek o to że nie każdy toleruje dzieci w restauracjach... no kuźwa, kiedyś z nudów przeszukałam internet w poszukiwaniu restauracji/kawiarni przyjaznych dzieciom, wyszukało mi ponad 20 takich miejsc, tylko w moim mieście. W każdym był jakiś plac zabaw, kącik z zabawkami, przewijaki czy krzesła do przebierania. Ale nie, madki muszą na siłę pchać się w miejsca do których ludzie przychodzą zjeść w spokoju, mimo że mają fajną alternatywę w postaci miejsc w których dzieci na pewno nikomu nie będą przeszkadzać. Dodam, że akurat w moim mieście takie "prodziecięce" restauracje mają naprawdę dobre opinie i przystępne ceny (sama w niektórych bywam), a i tak na profilach dzieciatych koleżanek non-stop widzę wpisy typu "Co to dziecko komu przeszkadza? To normalne, że krzyczy, skacze, to noramlne że się mu uleje, odbije po jedzeniu, to tylko dziecko! Ale wiadomo, status miejsca i komfort wystrojonych pań jest przecież ważniejszy, a matki najlepiej zamknąć w domu!!!"
Eh, no nie dogodzisz.
jak słyszę argument, że to normalne, że dziecko drze mordę na całą restaurację/autobus/cokolwiek, to zawsze mówię: "Jestem przekonana, że gdybym postanowiła zesrać się na środku autobusu, byłaby pani wyjątkowo zniesmaczona, a przecież to też jest całkowicie normalna i naturalna potrzeba".
Niektóre się zamykają. Czasem.
tylko one nie rozumieja, ze maja sie tymi dziecmi zajmowac
wychodza z zalozenia, z eon e maja chwile dla siebie, niech sie ktos gowniakiem zjamie
jeszcze gorzej jest w kurortach, tam to jest mentalnosc- mam wakacje, nie bede sie zajmowac dzieckiem
Uwaga: nie każdy mieszka w dużym mieście. U mnie nie ma 20 jakichkolwiek restauracji. Ale poza tym się zgadzam.
Taka sytuacja nie jest NIGDZIE normalna. Renoma restauracji nie ma tu nic do rzeczy.
Jest normalna w znaczeniu obyczajowym - ludzie tak robią, wszędzie, cały czas. Nie jest normalna w znaczeniu zwyczajowym - nikt nie chce przebywać w towarzystwie rozwrzeszczanego bachora.
@noddam
Wszystko pięknie, tylko odwrotnie :) Jest taki zwyczaj, ale to nie jest dobry obyczaj :P
Zapewne masz rację. Mam okropnego kaca i nie mogę zrozumieć 2 prostych zdań:
Normy obyczajowe, jako jeden z rodzajów norm społecznych, to zbiór zasad, reguł postępowania w różnych dziedzinach życia, który został wypracowany w wyniku kształtowania się nawyków – zachowań powtarzalnych w danych okolicznościach.
Normy zwyczajowe biorą swoją podstawę z pewnego rodzaju nawyków występujących w społeczeństwach bądź w grupach społecznych. Zwyczaj ma charakter nieświadomego naśladowania zachowania innych, jego nieprzestrzeganie nie niesie ze sobą ujemnych konsekwencji.
Według mnie najbardziej zawiniła obsługa, ludzie są różni i wielu ma w dupie co inni pomyślą. Dziecko naruszało przestrzeń prywatną innych klientów i na to nie ma usprawidliwienia, gdyby to bezdomny chodził po stolikach to z prędkością światła by wyleciał. Miałam kiedyś podobną sytuację i kierownik po zwróceniu uwagi wyprosił klientów bez pociągania kosztów co z resztą było uprzejmością dla tej nie ogarniętej rodzinki
Mnie raz dobiła para z dzieckiem w restauracji. Zaprosiłem znajomą do restauracji. Wszystko fajnie i pięknie oprócz jednego mankamentu - Madki z berbeciem (wiek - kilka miesięcy) i mężem. Młoda, Nowoczesna. Co to dziecko nie będzie jej ograniczać - Ona ma Prawo !!! I nic to że dziecko drze ryja ciągle (nie dziwie się - to jest NIEMOWLE - ma do tego prawo), dodatkowo nakarmiła je przy stoliku (restauracja mając w pamięci niedawne afery z tym jej nie wyprosiła) - co niekoniecznie jest przyjemnym doznaniem wizualnym przy jedzeniu.. I kij w oko że zepsuli wieczór wszystkim na sali - przecież dziecko nie będzie ograniczało jej możliwości realizowania się socjalnego.
i co z tym zrobiles? oprocz zalenia sie na anonimowych?
Aż mnie wkurzyło, co za bezczelność. Jak ja nie cierpię takich rodziców
Aż mi się przypomniała ta dziewczynka w książce Musierowicz (nie pamiętam tytułu) co się przedstawiała fałszywym imieniem i nazwiskiem i przychodziła do obcych domów na obiadki
Ototo dzięki ;)
Cudze smakuje najlepiej
Ja bym na nia nakrzyczala,moze by się poplakala i więcej nie przylazla
Czemu? Przecież dziewczynka nie była niemiła, po prostu zachowywała się jak dziecko i chciała miło nawiązać z innymi kontakt. To rodzice powinni zareagować jeżeli komuś przeszkadzała.
Mój brat ma takie dziecko i takie podejście do życia. Wszystkie święta i rodzinne spotkania zmarnowane, bo bachor wszystkim włazi na głowę i wsadza brudne paluchy w talerze, a potem wyciera w czyjeś ubranie. I nieodłączny tekst mamusi owego bachorka - "ciocia cię dawno nie widziała, idź do cioci (babci, wujka, dziadka), mamusia musi zjeść i odpocząć... Owa mamusia i tatuś nie ruszą się zza stołu żeby się waliło i paliło (kupa w majtach bez pieluchy, przewrócona choinka, kot targany za ogon, potłuczona cukiernica itp), bo przecież cała rodzina musi nacieszyć się ich szczęściem. Brrrr, też jestem matką i krew mnie zalewa jak zbliża się rodzinne spotkanie. A od rodziców mam zakaz wyrażania swojej opinii, bo synowa taka wrażliwa, że będzie jej przykro. Dodam, że to żadna patologia. To pani psycholog dziecięca..... I pracuje z trudną młodzieżą. Może po prostu za długo już pracuje?
W ekskluzywnych restauracjach już tak jest. Porcje jak dla Etiopczyka, czas oczekiwania jak na kolejne przyjście Chrystusa, a temperatura potraw niczym Zimny Lech. Lepiej już zjeść coś na ulicy. Np. w takim Chongqing - żarełko z ulicy tanie, gorące, a pikantne tak że od razu cię odrobaczy ;)
Akurat się zgadzam. Porcje w drogich restauracjach to trzeba lupą na talerzu szukać, kosztują jak nie wiadomo co i do tego często bez smaku. Miałem okazje być w wielu drogich restauracjach i jednak wolę jedzenie z budki w Azji. Smaczniejsze, tańsze i jest go więcej.
Bywają miejsca, w których chodzi o degustację nowych smaków i poznanie dań przygotowanych w innowacyjny sposób.
Dla tego komentarza zostawiam komentarz :-)
To już zależy od rodzaju ekskluzywnej restauracji oraz tego co zamawiasz. Ja bywałem w miejscach, gdzie "próbowało się" różnych dań. 8 czy 10 małych porcji ale nienagannie podanych, o wysublimowanych w smaku, z finezją. Jakaś przystawka z pianką z homara, kuchnia fuzji, ciekły azot itp. 500 zł ale ... w sumie, chciałem napisać, że warto, ale jednak nie. Z lepszym smakiem najem się pieczonymi żeberkami bbq wg mojego ulubionego przepisu - szczęście za 30 zł ;)