#WsIMQ
Mam dzisiaj 31 lat, a wszystko wydarzyło się, kiedy miałem 21. Minęło 10 lat, a ja nadal nie potrafię zostawić tego za sobą. Miałem wtedy dziewczynę, którą naprawdę kochałem. Ona miała 18 lat, ja 21. Nasz związek był na odległość – ja mieszkałem w Holandii, ona w Polsce. Nie było łatwo, ale wierzyłem, że damy sobie radę.
Pewnego wieczoru poszedłem na domówkę. Było dużo alkoholu i tej nocy przespałem się z inną dziewczyną. Nie chcę się tłumaczyć alkoholem ani wiekiem. Zrobiłem coś złego i do dzisiaj mam tego świadomość. Następnego dnia miałem ogromne wyrzuty sumienia. Czułem się jak najgorszy człowiek. W głowie miałem jedną myśl: ona na mnie nie zasługuje. Zamiast powiedzieć jej prawdę i dać jej możliwość zdecydowania, czy chce mi wybaczyć, uznałem, że najlepszym rozwiązaniem będzie z nią zerwać. I zrobiłem to. Najgorsze jest to, że nie odszedłem dlatego, że przestałem ją kochać. Właśnie ją kochałem i dlatego wydawało mi się, że robię to dla jej dobra. Myślałem, że znajdzie sobie kogoś lepszego, a ja z czasem o niej zapomnę.
Minęły lata. Rzuciłem się w pracę, zacząłem budować karierę i zajmować sobie głowę wszystkim, czym tylko się dało. Z zewnątrz pewnie wyglądam jak facet, który ma wszystko poukładane. Na co dzień jestem bardzo opanowany i raczej nie pokazuję emocji. Tylko czasami przychodzi taki dzień jak dzisiaj. Wystarczy piosenka, miejsce albo przypadkowe wspomnienie i nagle wszystko wraca. Zaczynam myśleć, co by było, gdybym wtedy powiedział jej prawdę. Gdybym zamiast samemu zdecydować, że na nią nie zasługuję, pozwolił jej podjąć tę decyzję. Może by mi nie wybaczyła. Miałaby do tego pełne prawo. Jednak może by wybaczyła. Tego już nigdy się nie dowiem.
Nie wiem, co u niej. Nie wiem, czy jest szczęśliwa, czy kogoś kocha. Być może dawno o mnie zapomniała. A ja mam dzisiaj 31 lat i nadal o niej myślę. Czasami zastanawiam się, czy to jeszcze miłość, czy tylko tęsknota za przeszłością. Może idealizuję to, co było, ale żadna praca, pieniądze czy sukces nie wypełniły tej pustki.
Nie szukam rozgrzeszenia. Wiem, że ją zdradziłem i była to moja wina, ale dzisiaj coraz częściej myślę, że największym błędem nie była tylko sama zdrada. Największym błędem było to, że uznałem, iż nie zasługuję na drugą szansę, zanim w ogóle dałem jej możliwość zdecydowania, czy chce mi ją dać.
Czuję straszną pustkę, której nic nie potrafi wypełnić.
Miałem 21 lat, kiedy ją straciłem. Mam 31 lat i nadal ją kocham. Dziś myślę, że byliśmy właściwymi ludźmi w niewłaściwym momencie. To boli.
Idealizujesz wspomnienie, nic więcej. A dla niej to rzeczywiście lepiej, że nie musiała się zastanawiać czy Ci dać szansę czy nie, w ten sposób nie przeszła przez traumę bycia zdradzanym. Miałeś rację - to było lepsze dla niej. A Ty musisz to zostawić i iść dalej
No bo wiadomo że trauma zerwania bez powodu jest lepsza.
Ponieważ nie wierzę już w inteligencję ludzi wyjaśniam że zakpiłem. Traumy nie dzielą się na lepsze i gorsze.
zdystansowany odsłonie przed Tobą teraz sekret, który większość ludzi poznaje po pierwszym w życiu rozstaniu - mistyczne "closure" nie istnieje. Nieważne ile czasu spędzisz z byłym partnerem na wyjaśnianiu co poszło nie tak, prawdziwe domknięcie można dać sobie tylko samemu i to najczęściej przez racjonalizację, dopowiadając sobie wiele rzeczy. Ona zapewne do takiego domknięcia już doszła, zracjonalizowała sobie to w głowie i tak, to jest dla niej prawdopodobnie lepsze niż świadomość zdrady
No to by było super domknięcie i bardzo dojrzałe jakby ktoś sobie dopowiedział że nigdy nie był kochany i był tylko zabawką. Ludzie sobie czasem dopowiadają totalne bzdury i to nie tylko w przypadku rozstań a potem nienawidzą świata za coś co nigdy nie miało miejsca. Są też tacy którzy załamują się poważnie po czyimś nagłym zniknięciu co również dojrzałe nie jest i znów nie chodzi koniecznie o tego typu relację. Ludzie są różni. Niektórzy nigdy nie chcą wyjaśnień czemu się tak a nie inaczej postępuje a inni mają problem w funkcjonowaniu bez nich. Generalizacja to piekło ponieważ każdy jest inny.
Z reguły ta racjonalizacja u drugiego człowieka idzie w inną stronę, albo się przesadnie obwinia partnera i siebie wybiela albo (rzadziej) dochodzi się do jakichś refleksji na własny temat i pracuje się nad sobą w kolejnych relacjach. Przypadek, o którym mówisz dotyczy osób ze znacznie zaniżonym poczuciem wartości, jeśli ona je miała, jest szansa, że już dorosła i zostawiła to za sobą i doszła do właściwych wniosków, czyli ze to była kwestia jego niedojrzałości. I to jest poprawny wniosek, również uwzględniając co się wydarzyło naprawdę. Ale jak już tak chcemy gdybać, to gdyby jej powiedział co zrobil, a rzeczywiście miałaby niskie poczucie własnej wartości, mogłaby próbować mu wybaczyć i ciągnąć to na siłę i mogłoby się to skończyć różnie. I wtedy fakt nie wykazania się szacunkiem do samej siebie też mógłby być w jakiś sposób traumatyczny. Można tak sobie gdybać w nieskończoność, może by się rzeczywiście okazało, że tak nie było dla niej lepiej, ale to już nie ma większego znaczenia po tylu latach. Podjął już te decyzję, wybrał jedną ze ścieżek i odzywanie się do niej teraz po latach z wyjaśnieniem tego, co się wtedy stało, wyglądałoby jak próba dokopania jej po latach nie wiadomo po co.
Jesteś dziwnym człowiekiem. Zamiast po prostu napisać to DO NIEJ i poznać jej perspektywę, siedzisz na dupie 10 lat, co jakiś czas rzucasz te słowa w próżnię, która nie może Ci odpowiedzieć. Zupełnie jakbyś zakochał się w wizji relacji i tej drugiej osoby, i nie chciał ryzykować, że ktoś Ci to odbierze, nawet sama kobieta będąca w centrum tych wyobrażeń.
Jaki masz plan, tak naprawdę? Jeśli planujesz siedzieć tak i upijać się przeszłością i domysłami przez kolejnych 40 lat, to spoko, ale jeśli jakimś cudem dojdziesz do wniosku, że przecież nic nie tracisz zwyczajnie mówiąc jej prawdę, to miej na uwadze, że czas na to nie jest nieograniczony. Żeby się nie okazało za X lat, że w końcu dojrzałeś i chciałeś z nią pogadać, ale ona już nie żyje. WTEDY dopiero poczujesz, co to ból, bo to Ty zostaniesz postawiony przed faktem dokonanym, z którym nie będziesz mógł nic zrobić. Teraz, wbrew pozorom, siedzisz sobie w swojej strefie komfortu, w decyzjach, które pozwalają Ci romantyzować przeszłość i jednocześnie nie wymagają od Ciebie żadnego działania i wysiłku.
Masz rację, popełniłeś ogromny błąd nie mówiąc jej wtedy prawdy.
Słaby człowiek z ciebie. Było emocjonalnie odhaczyć ten numerek na boku i wrócić do normalności.
Psycholog.
Gdybyście wzięli ślub i mieli dziecko to byś zobaczył obwisłe piersi z rozstępami jak u mnie rok po ciąży.
Jak mąż też ssie a nie tylko dziecko, to jedrnieją ;)
Ale smętne gówno.
Miło mi, jestem Dragomir. Dla sympatycznych osób stąd Drago, a wiec dla ciebie Dragomir.