#QL6HX
Gdy miałam jakieś 5-6 lat, postanowiłam, że muszę schudnąć.
Zabrałam z półki mamy książkę o odchudzaniu, w której mowa była głównie o tym, że najważniejsze są kalorie.
Na końcu książki była tabelka, która pokazywała rzeczy typu:
1 godzina pływania = opakowanie lodów
2 godziny biegu = tabliczka czekolady
30 minut siłowni = paczka chipsów
Mała ja byłam pewna, że te słodycze spalają tyle kalorii, ile te aktywności.
Jakież było zdziwienie mojej mamy, gdy zauważyła mnie zajadającą słodycze, mówiącą, że „spalam kalorie” xD
Akurat. 5-6-letnie dziecko umie już czytać poradniki i jeszcze jest świadome tego, że powinno schudnąć, jeśli waży za dużo? Chyba tylko w wyobraźni tego, kto to pisał.
Niech zgadnę, raczej nie masz stałego kontaktu z dziećmi?
A znasz osobiście otyłą 5-łatkę, która jeszcze zanim rozpoczęła naukę w szkole podstawowej już płynnie czyta ze zrozumieniem specjalistyczne poradniki zawierające abstrakcyjne pojęcia typu: kalorie, metabolizm, węglowodany itd.? I która swoją otyłość łączy z potrzebą wdrożenia diety? Odpowiedź masz najprawdopodobniej w swoim nicku.
30 minut siłowni to paczka chipsów? Aż tak różowo to nie jest :)
Zależy od tego jakich ciężarów użyjesz.
Generalnie im większa intensywność, tym dłużej potrzebujesz odpocząć pomiędzy ćwiczeniami (intensywność zależy mi.in. od ciężaru), tak więc to nie przekłada się tak prosto. Możesz robić interwały przez pół godziny (bez dodatkowego ciężaru) i to spali więcej kalorii niż ćwiczenia z dużym ciężarem (gdzie przerwy pomiędzy seriami zajmują więcej czasu niż sama seria). Tak więc, parafrazując - chyba jednak nie.
OK, zatem zależy ile czasu na to poświęcisz.
Efektywność treningu maleje wraz z czasem. Dobry trening do 1 godziny da więcej niż rozwleczony na 2 godziny. Zbyt duża objętość prowadzi do przemęczenia, a to też powoduje konieczność dłuższego odpoczynku. Chyba że jedziesz na dobrych sterydach albo jesteś zawodowcem niezłej klasy, ale tu zakładam że nie trzeba zrzucać dużej ilości tkanki tłuszczowej. Tak więc kolejny raz - to tak nie działa.
A to mam to w nosie. Jak tak, to nie idę do fitness studio.
Słodkie. Dosłownie i w przenośni. :)
Logika w sumie zabawna 🙂