#WhO3e
Kiedy miałem zacząć studia, całą rodziną podjęliśmy decyzję, że wprowadzę się do siostry i jej chłopaka - oni i tak szukali lokatora do drugiego pokoju, ja potrzebowałem lokum, plan idealny. We wrześniu wprowadziłem się do nich (oczywiście sam za siebie płacę, pomagam w obowiązkach domowych itp.) i w zasadzie wszystko układa się świetnie.
Mimo, że moja siostra była dla mnie niemal zupełnie obcym człowiekiem, szybko złapaliśmy świetny kontakt i obecnie możemy spędzać czas ze sobą godzinami. Jej chłopak też mnie polubił i traktuje mnie jak młodszego brata, którego nigdy nie miał. Fakt, że cała nasza trójka ma kilka wspólnych zainteresowań tylko ułatwia sprawę. Cud, miód i orzeszki. Tylko, że...
Tylko, że chyba zakochałem się we własnej siostrze. Jest ona inteligentną, dowcipną, interesującą kobietą z rozsądnym spojrzeniem na świat. Chociaż jest ode mnie 12 lat starsza, uważam, że jest piękna i bardzo mnie podnieca, tym bardziej, że ona traktuje mnie jak członka rodziny (którym przecież jestem) i nie ma problemu, by biegać po mieszkaniu w kusej piżamie albo innych niedbałych/niekompletnych strojach.
Jestem przerażony. Zawsze uważałem i nadal uważam związki kazirodcze za coś szkodliwego i niezgodnego z naturą, w życiu bym nie pomyślał, że mógłbym się zakochać w członku rodziny. Tłumaczę to sobie tym, że do ubiegłego roku niemal swojej siostry nie widywałem i była dla mnie bardziej obcym człowiekiem, okazjonalnym gościem w domu niż prawdziwym rodzeństwem (jak mówiłem, wyjechała, kiedy byłem zbyt mały, bym mógł mieć wspomnienia z dorastania z nią, a później spotykałem ją bardzo rzadko) i przez to nie patrzę na nią jak na rodzinę. Mam nadzieję, że w końcu mojemu mózgowi "kliknie" i ogarnie, że to osoba spokrewniona, ale póki co bardzo się męczę, tym bardziej, że od miesiąca siedzę z nią i z jej chłopakiem w mieszkaniu, w zasadzie nie widując innych ludzi.
Żadne z nich jeszcze nic nie podejrzewa, bardzo uważam, by nie dopuścić do żadnych niezręcznych sytuacji, nie palnąć czegoś głupiego, czy - nie daj Boże - nie pokazać im, że podnieca mnie własna siostra. Co nie zmienia faktu, że sytuacja jest niezręczna i powoli wykańcza mnie psychicznie.
Nie mogę się doczekać, kiedy wreszcie będzie można normalnie wychodzić z domu, wrócić na uczelnię i tak dalej. Mam nadzieję, że wtedy poznam kogoś nowego i to moje chore "zakochanie" po prostu mi przejdzie, choćbym je miał sobie z głowy wybić siłą. Ale póki co widuję ją na co dzień, jest ona moim niemal jedynym towarzystwem i jest coraz gorzej.
nie wychowywaliscie sie razem, wiec nie masz zbudowanej wiezi rodzinnej od malego, ktora chroni zazwyczaj przed takimi rzeczami
chyba najlepsza jest w tym przypadku wyprowadzka, bys sie nie meczyl
bo ciezko bedzie np. wytlumaczyc sie z erekcji kiedy siedzicie obok siebie na kanapie i ogladacie film
Waniliowabeza To się nazwywa gsa czyli genetic attrative syndrom.
Edyp, Elektra te sprawy ;)
kiedys czytalam o rodzenstwie rozdzielonych w domu dziecka, ktore potem spotkalo sie i zakochalo w sobie, a sprawa sie wydala, bo kazde z nich mialo to samo zdjecie
sporo jest takich przypadkow, tylko czasem ludzie tego nie zglaszaja, po prostu sa ze soba i sie nie rozstaja... w sumie dopoki nie maja dzieci, to enjoy
chociaz to mocno kontrowersyjne
ooo Wrozka smierci, dzieki, nie znalam tej nazwy :)
wtedy GAS a nie GSA - Genetic Attraction Syndrome.
Mnie w ogóle dziwi ten skąpy kontakt. Siostra w ogóle nie przyjeżdżała w odwiedziny do rodziców? A święta, albo jakieś dłuższe wolne?
"widywaliśmy się góra kilka razy w roku po parę dni". Przyjeżdżała na święta i inne takie @Inetta
O, jakoś mi umknął ten fragment :P Ale i tak jest to dla mnie dziwne, bo ja z moim rodzeństwem często piszę na messengerze, oni też często dzwonią na skypa chociażby.
@Inetta, wszystko zależy m.in. od tego jaką jest różnica wieku. Im mniejsza, tym bardziej "jest się rodzeństwem". Moja przyjaciółka ma siostrę starszą o 11 lat. I wygląda to podobnie jak w wyznaniu. Widzą się na święta, między nimi raz na 2-3 miesiące na kilka godzin i maksymalnie raz na miesiąc dzwonią do siebie. W sytuacjach, kiedy się potrzebują pomagają, ale na co dzień nie ma takiej więzi.
Czas pomyśleć o przeprowadzce
Tez myśle, ze w Twojej sytuacji to dobre wyjscie
Noo, serio
Alabama story
Sweet Home Alabama
I słynna córka farmera
Jestem w szoku. Tym bardziej, że nie wydajesz się być jakimś patolem tylko serio cierpisz z tego powodu.
Czemu to cię tak szokuje? Wiadomym jest, że sporo osób wybierając partnera podświadomie szuka w nim podobnieństwa do swoich rodziców, więc siostra można powiedzieć jest idealną kandydatką. Zaraz powiesz, że gdyby tak było to każdy, by się zakochiwał w rodzeństwie. Otóż nasze mózgi wykształcają pewną ochronę przed tego typu zachowaniem. Gdy spędzamy z kimś dużo czasu w dzieciństwie i uważamy za naszą rodzinę, mózg nie powinien pozwolić nam patrzeć na tę osobę jako obiekt pożądania. Tutaj była inna sytuacja, jako dziecko autor miał sporadyczny kontakt z siostrą, przez co nie doszło do wykształcenia tego mechanizmu i stało się.
Hej, sądzę, że to dość normalne ;) Chłopie, masz 20 lat, zakochałbyś się w każdej, gdyby chodziła przy Tobie w kusych strojach. A ta jeszcze jest miła, opiekuńcza i ma wspólne zainteresowania. Przejdzie Ci, nauczysz się że nie ona jedna ma gładką skórę na udach. Póki co pamiętaj, że nic nigdy z tego nie będzie i nie dlatego, że nie wolno, ale dlatego że ona Cię nigdy nie będzie chciała. Może i ona dla Ciebie jest atrakcyjna, ale Ty dla niej nie. Powodzenia!
Przeczytaj jeszcze raz drugie zdanie, a potem walnij głową o beton. Tylko porządnie.
Chętnie ;) Tylko pożycz głowę :P
A tak serio to o co Ci chodzi, bo nie kumam?
Prześpij się z jej chłopakiem.
Na ten komentarz czekałem xddd
Lannisters send their regards.
Zakochanie w członku rodziny to coś, do czego nasz organizm z jakiegoś powodu często dąży. Nie jest to w żaden sposób korzystne ale zaskakująco powszechne w pewnych momentach cyklu miesiączkowego kobiety zwłaszcza. Nie ma sensu iść za tym popędem... Być może trzeba faktycznie się wyprowadzić. Albo iść do seksuologa - może on coś pomoże.
Zrobił to już ktoś wyżej. Gsa się to nazywa.
Tak, ktoś słusznie wspomniał o takim syndromie, ale to nie zmienia faktu, że Twoje stwierdzenie nie wydaje się być zgodne z prawdą. Mnie również ciekawi co masz na myśli przez "organizm do tego dąży". Wydawało mi się, że jest wprost przeciwnie, a jedynie zawiłości psychiczne prowadzą do takich wyjątków.
Mogło być gorzej, mogłeś zakochać się w jej facecie.
No nie wiem, w siostrze chyba gorzej.
Współczuję. Chyba przyda się ta zmiana otoczenia, może pozwoli Ci się uwolnić od tych chorych wyobrażeń.