#WcB4Z

Ogólnie to jestem wkurzony. Czytam sobie artykuł o biednych studentach i powiem krótko – uważam, że studia na terenie Unii Europejskiej powinny być, tak jak jest to na terenie całego cywilizowanego świata, płatne. Mamy obecnie takie kwiatki, że praktycznie każdy student co tydzień wydaje kilka stówek na imprezy, pracuje na „pełen etat”, trzy razy zmienia kierunek, coby tylko fiskusa oszukać i jeszcze bierze stypendium socjalne. To tyczy się praktycznie każdego studenta w tym kraju. Dodatkowo wprowadzenie płatnych studiów odstraszyłoby takich ludzi i podwyższyłoby znacznie pensje wykładowców akademickich do normalnego poziomu. To patologia, że na terenie całego kraju studia kończą kompletni idioci, co mają problem z skleceniem trzech słów po polsku, o innych językach nie wspominają. Trzy terminy... Ludzie, szanujmy się trochę!
Dlaczego ja jako podatnik mam płacić za studia takich osób? Nie lepiej, aby poszły wcześniej do pracy i zaczęły pracować na swoje życie? Nawet w Szwecji, gdzie studia są darmowe, nie do pomyślenia są takie sytuacje jak w Polsce. W Niemczech też płacisz kilka tysięcy rocznie za przywilej studiowania. Wydaje mi się też, że dla studentów, którzy skończą studia w pierwszym terminie i z miarę dobrymi wynikami powinny być umorzenia lub znaczne obniżki opłat za studia. Ale takich studentów w Polsce jest zdecydowana mniejszość ;)
Novara Odpowiedz

Tu nie chodzi o kasę, tylko o to, że poziom studiów jest niski, na studia idą ludzie, którzy wcale nie chcą studiować, tylko przedłużyć sobie dzieciństwo, na studia trafiają ludzie, którzy nigdy nie powinni studiować, co gorsza kończą je, a wiele osób mających wyższe wykształcenie pracuje w zawodach wcale nie wymagających wyższego wykształcenia. Nie odpłatność, tylko wyższe wymagania przy rekrutacji na studia i wyższy poziom nauczania były by tu dobrym rozwiązaniem.

livanir

Pierw to powinno się popracować nad mentalnością. Chce pracować w zawodzie, który w duzej mierze wymaga elastyczności i kursu, oraz potem ciągłego doszkalania(z moim słabym językiem słabo). nie widziałam potrzeby kończenia studiów, a jak mówi, że tego nie zrobiłam, ludzie często "a czemu?!", a powinno byc w drugą strone.

Że już o urzędach nie wspomnę. U mojej matki w pracy w urzędzie był informatyk, który miał takie zadania, że uczeń po podstawówce ogarnie i kilku godzinach kursów... ale wymagają wykształcenia wyższego.

A drugie, zanim się podwyższy poziom, powinno się wyeliminować bezużyteczne studia... lub je skrócić. Znajomy po logistyce nauczył się tyle samo(4 lata), co mój straszy brat w policealnych(porównywali notatki i znajomy robił test zawodowy)...

Postac

Jak ja komuś mówię "po co studia" to jestem wyśmiewana. A sama jestem zażenowana poziomem uczelni i mojego kierunku. Niby trudny, niby politechnika, ale do pracy mnie nie przygotował, wiedza przeterminowana, a połowa kursów całkowicie bezużyteczna. A na magisterce powtórka wiedzy z inżynierki i jakieś zapchajdziury w stylu filozofii zaliczanej referatem. Może jeden kurs był wartościowy.

Ciekawe, czy jest w ogóle szansa na zmianę na lepsze.

Poiuytr123 Odpowiedz

Nie wrzucaj filozofie wszystkich do jednego wora. Skończyłem studia, dwa kierunki, znalazłem bardzo dobrą pracę w zawodzie i pewnie gdyby studia były płatne to moich rodziców ani mnie nie byłoby stać na te studia.

Może przywal się do urzędów i ludzi, którzy tam pracują? Na nich też płacisz podatki, a ich można łatwo zastąpić poprzez cyfrowe rozwiązania lub po prostu poprzez likwidację/automatyzację pewnych rzeczy.

Obecnie to Ty tu jesteś patologią. Ta strona nie jest po to, żeby każdy wrzucił swoje wysrywy na temat świata. Mniejszość student jest normalna? Może jeśli studiowałeś jakiś gówniany kierunek to miałeś takich ludzi na roku. W moim kręgu osób które znam większość pokończyła studia i pracuje. Jest kilka osób, które można określić "wiecznymi studentami", ale to jest jest właśnie ta mniejszość.

Twój wpis wyglądał jakbyś miał jakieś kompleksy stworzone na podstawie własnego studiowania. Nie znam nikogo z moich studiów, kto przez weekend wydawałby setki na imprezy. Wiadomo one były, ale raczej w stylu jakaś tania wóda i domówka na mieszkaniu. Jeśli kluby to tylko tam gdzie jest darmowe wejście i oczywiście z odpowiednim beforem na mieszkaniu, bo alko w klubach drogie. Ci co wydawali gruby hajs to byli Ci co mieli już jakąś spoko pracę.

Póki co jesteś zbyt ograniczony, żeby zrozumieć, że nie można tak wszystkiego generalizować. Twoje opisy studentów brzmią jakbyś tak na prawdę nie znał nikogo kto studiuje i wyczytał jakieś historie o zepsutych przypadkach w internecie albo znał może że 2-3 osoby, które studiują i na ich podstawie zbudował wiedzę o wszystkich studentach w Polsce. I z takimi ograniczeniami chcesz proponować swoje pomysły...

PaniJeleniowa Odpowiedz

Najpierw proszę znajdź sposób na równy start w dorosłe życie dla wszystkich dzieciaków, a później zastanawiaj się, gdzie dowalić opłaty. Bo w zaproponowanym przez Ciebie, autorze, rozwiązaniu widzę jedną dużą lukę. Biedni nie pójdą na studia i nie wyjdą z biedy dzięki wykształceniu, natomiast dzieci z bogatych domów nadal będą imprezować na studiach zamiast się uczyć.

Tylkopoco Odpowiedz

Oh, moje ukochane generalizowanie... Nie znam ani jednego studenta wydającego kilka stówek na imprezy co tydzień, ani zmieniającego co chwilę kierunki, a znam sporo studentów z różnych uczelni. Weź się odczep od tego jak inni żyją, co cie to obchodzi? I nie mów, że "nie chcesz na nich płacić", bo tak wygląda życie w społeczeństwie. Mimo, że nie ze wszystkiego masz bezpośredni pożytek, to zrzucasz się na to. Jeden nie ma auta, ale płaci podatki na drogi, a drugi nie ma dziecka, ale płaci by miasto wybudowało plac zabaw. A odnośnie wiedzy po studiach, to rynek pracy weryfikuje kto lepiej wybrał, czy ten co zakuwał i nie miał prywatnego życia czy ten co balował, ledwo zdawał, ale umie się zaprezentować na rozmowach o pracę.

Może powinieneś skupić się na pracodawcach, którzy nawet na stanowisko osoby sprzątającej wymagają wyższego wykształcenia i biegłej znajomości angielskiego? Przecież dlatego ludzie idą na studia bo są zmuszani do tego przez potencjalnych przyszłych pracodawców by "mieć papierek".

Luna89a Odpowiedz

Ale przecież istnieją studia płatne - niestacjonarne. Doświadczyłam już współpracy zarówno ze studentami studiów stacjonarnych jak i niestacjonarnych. W tym drugim wypadku za studia płacą najczęściej rodzice, a poziom wygląda tak, że studentka zaczynajaca czwarty rok pyta się mnie co to za znaczek (paragraf), a przed sesją następuje zbiorowe oburzenie, że one nie wyobrażają sobie nie zdać bo przecież płacą (a właściwie ich rodzice), więc doktor/profesor ma OBOWIĄZEK ich przepuścić. Nie wiem od czego to zależy, ale z mojego doświadczenia z pracy ze studentami studiów płatnych wynika, że tam poziom kształcenia to dopiero tragedia.

hugendubel Odpowiedz

Wystarczy na studiach bezpłatnych ograniczyć nabór na niektóre kierunki i sytuacja się poprawi. Bo tam gromadzą się ludzie którzy nie wiedzą co z sobą zrobić i później też nie będą wiedzieli. Dotyczy to tak zwanych kierunków humanistycznych. Bo na inżynieryjno technicznych chętnych często brakuje a absolwenci akurat by się przydali. Jeśli chodzi o uczelnie prywatne to niech sobie kształcą kogo chcą - ich pieniądze , ich sprawa.

Corazwiecejpustki Odpowiedz

Skad nonsensowne przekonanie, ze w Niemczech za studia trzeba placic?

feainnewed

Też się dziwię skąd takie info. W Niemczech płaci się za semestr ale opłata w dużej części idzie na bilet na komunikację miejską i stołówkę na uczelni. Nie płaci się za samo studiowanie.

P4ulin4 Odpowiedz

Nie wiem skąd te dane bo chyba z dupy. Chyba ze zależne od kręgu znajomych bo u mnie wszyscy studenci to pracują żeby się utrzymać i wypija sobie raz na jakiś czas przysłowiowe piwo bo tanio tez bez przesady ze człowiek ma harować jak wół i odmawiać wszystkiego. Jedyne osoby które wydają kilka stow na imprezy to Ci z bogatymi rodzicami…. Tak samo z tymi stypendiami, u nas jest bardzo ciężko dostac nawet jeśli jest się w pilnej potrzebie wiec wątpię ze wszędzie rozdają je na lewo i prawo. Jedyne z czym się zgodzę to ze studia teraz są banalne do zaliczenia i każdy może je mieć ale to chyba od dawna wiadomo

Vito857 Odpowiedz

Szczerze? Wszystko załatwiło "wyrośnięcie" prywatnych uczelni. Nie twierdzę, że tam się nie trzeba uczyć, ale też dostać się tam nie jest też tak trudno jak na niektóre uczelnie publiczne. Dziś, o zgrozo, naprawdę tytuł magistra zaczyna się dewaluować, bo wiele osób pójdzie na taką prywatną uczelnię i ten tytuł zdobędzie.

ceramidy Odpowiedz

Studiowałam (jestem obecnie na dziekance) dziennie kierunek, który obiektywnie do najtrudniejszych nie należy, ale wymaga sporego zaangażowania czasowego.
Typ osób, który opisujesz to wyjątki. Jakieś 70-80% mojego rocznika pracuje, najczęściej na pół etatu, czasem nawet więcej. Stypendium socjalne nie tak łatwo dostać, tak samo jak naukowe.
Każdy, kogo znam i kto zmieniał kierunek, to zawsze w międzyczasie pracował. Mało kto może sobie pozwolić na takie skakanie po kierunkach.
Są też u nas obcokrajowcy, którzy faktycznie za studia płacą i te osoby dopiero stają na rzęsach by odciążyć rodziców od kosztów nauki.
Co do wydawania kilku stów na imprezy - uwierz mi, w obecnych czasach sporą część
ledwo (lub w ogóle) stać na opłacenie stancji+życia.
Osoby, które przyszły na studia po życie towarzyskie odpadły lub same zrezygnowały po 1 semestrze.
Zdecydowana większość przyszła na nie, bo po prostu chciała.
Trzeci termin u nas to trochę legenda, jest, ale tylko w teorii.
Nie wiem, jak jest na innych kierunkach, ale nie wrzucajmy wszystkich do jednej kategorii.
PS: Na dziekance jestem jako jedyna z rocznika, której bym nie wzięła, gdybym nie musiała.

Zobacz więcej komentarzy (5)
Dodaj anonimowe wyznanie