Nienawidzę połowy mojego roku studiów, przy drugiej połowie natomiast czuję się na maksa niekomfortowo, wykorzystują każdą sytuację, by mnie zmieszać z błotem. Przez niektóre osoby i ich komentarze na forum musiałam wyjść z sali z płaczem, a ich przeprosiny są dla mnie gówno warte. Naprawdę miewam chęć rzucić te studia albo nie wiem co zrobić tym ludziom. Podczas wigilii mojego roku każdy każdemu dla prezent oprócz mnie i generalnie mam dość, żałuję, że próbowałam być częścią jakiejś pieprzonej grupki swoim kosztem.
Dodaj anonimowe wyznanie
Jak ze wszystkimi jest problem to mam wrażenie, że problemem jesteś ty. Bo rozumiem nie lubić większości, ale zawsze jakaś przyjazna dusza się znajdzie.
To nie do końca tak działa presja grupy. Powiedzmy, że jest tam 50 osób. 5 osób realnie jej dokucza, 10 się zaśmieje, reszta nie reaguje i się cieszy, że do nich się nikt nie doczepił. Autorka w stresie i wiecznym zaszczuciu, czasem zareaguje nieidealnie i te „niereagujące” osoby myślą „kurde, może ona sama sobie winna”. Część ma swoje życie i nie ma zdania o autorce w ogóle, ale też nie szuka nowych przyjaźni. W rezultacie przez kilka osób ta jedna osoba siedzi jak odludek i czuję, że nie lubi jej nikt.
Z wiekiem ludzie uczą się jak sobie z tym radzić oraz kiedy już czas zrezygnować z danego miejsca pracy/nauki, a kiedy jest to temat do załatwienia. Jak się ma 20 lat, to jeszcze się człowiek uczy.
Absolutnie nikt cię nie lubi i z nikim nie znalazłaś wspólnego języka? Mało prawdopodobne, ale takie rzeczy nie dzieją się bez powodu. Może zamiast obwiniać wszystkich dookoła za taką sytuację, warto byłoby zastanowić się nad sobą? To wygląda na jakiś deficyt umiejętności społecznych z twojej strony, którego prawdopodobnie nawet nie jesteś świadoma. Myślę, że dobrym pomysłem będzie wizyta u psychologa.