#WOy95
Parę lat temu wybrałyśmy się z przyjaciółką na wakacje do położonego w górach miasteczka. Nocowałyśmy w gospodarstwie jej znajomego, a dnie spędzałyśmy głównie na włóczeniu się po okolicy.
Tuż przed jedną z takich wypraw poczułam, że muszę iść na dwójkę. Normalna sprawa, więc zamknęłam się w toalecie i wypuściłam z siebie potworka o niespodziewanie dużych gabarytach. Ale... kiedy próbowałam spuścić wodę, kupa tylko wesoło tańczyła na powierzchni. Ja już powoli wpadam w panikę - przepychacza brak, przyjaciółka na mnie czeka, a że mieszkałyśmy tylko we dwie na tym piętrze, od razu będzie jasne, kto jest sprawcą!
I w tym momencie mnie natchnęło - przypomniałam sobie wszystkie historie z anonimowych z podobnym problemem i... tak, pokonując obrzydzenie, wyjęłam klocka i zapakowałam w grubą warstwę papieru toaletowego, aby nie przemókł. Finalnie pakunek miał rozmiar mniej więcej piłki do siatkówki, ale szczęśliwie wzięłam ze sobą do toalety plecak, więc szybko wcisnęłam go na dno, a na wierzch położyłam bluzę, aby moja towarzyszka w razie otwarcia plecaka nie natknęła się na niespodziankę.
Wyszłyśmy z domu, modliłam się, żeby spotkać kosz na śmieci i pozbyć się dowodów zbrodni. Ale ponieważ znajdowałyśmy się na zadupiu, niosłam to gówno przez jakieś dwa kilometry, zanim w końcu go zobaczyłam. Gdy się do niego zbliżałyśmy, delikatnie zwolniłam, prosząc los w myślach, żeby przyjaciółka się teraz nie odwróciła (bo jak niby wytłumaczę, czemu wrzucam do kosza wielką kulę papieru?). Sukces! Chociaż nie do końca, bo kosz był pusty i donośnie brzęknął w kontakcie z wrzuconym klockiem. Ale przynajmniej chyba nie zdążyła nic zobaczyć, gdy się odwróciła.
Do tej pory nie wierzę, że odwaliłam taki cyrk z powodu byle gówna. Zwłaszcza że problem z zatykającą się toaletą utrzymywał się przez następne dwa dni, a przyczyną, jak się okazało, nie była zbyt wąska rura, ale niewystarczające ciśnienie wody. Podsumowując - gdybym wtedy po prostu sięgnęła po słuchawkę prysznicową i wspomogła działanie spłuczki, to nieszczęsny klocek bez problemu zostałby spłukany.
No cóż.
"niosłam to gówno przez jakieś dwa kilometry" ostro śmiechłam na tym zdaniu :D
Gówno chociaż miało z wami wycieczkę 💩
kocham cie X D
Bo gównu też się należy coś od życia🤷♀️
Słuchawka prysznicowa raczej dużo by nie dała, bo chodzi o wypuszczenie całej wody w jednym momencie.
Raczej sprawdziłoby się nalanie do miski, a potem wylanie jej bardzo szybko.
Jedziemy na wycieczkę, bierzemy gówno w teczkę... :D
fascynuje mnie co my ludzie robimy aby ktos inny nie usluszal jak robimy Kupe, tak samo do czego jestesmy zdolni aby pozbyc sie dowodu ''zbrodni'' bo sie nie chce splukac.. dla czego tak sie dzieje? nie mowie ze mamy srac gdzie popadnie, ale
Jakby ci słuchawka prysznicowa wpadła w gówno a zaraz potem ktoś by się przyszedł kąpać to by był temat na kolejne wyznanie.
jestem prostym człowiekiem, widzę słowo "kupa", daję łapkę w górę
Bo nic innego nie możesz :P
Idziemy na wycieczkę, zabiorę gówno w teczkę...xD
Ja mojej przyjaciółce pewnie powiedziałabym "ej, zatkałam kibel kupą gigantem" i najpierw miałybyśmy pół godziny bekę z tego, a kolejne pół próbowałybyśmy wymyślić, jak się tego pozbyć...
Co ma ciśnienie wody do spłuczki? Przysznicem też czegoś takiego nie spłukasz...