#VwApG
Zawsze troszczyłam się o moje dzieci, ale te i tak były bardziej zafascynowane ich ojcem. Niby nic takiego, ale ich fascynacja opierała się na takim "Bo on kupuje nam prezenty i pozwala na wiele głupich rzeczy".
Nie, nie byłam z tych sztywnych matek, co nie pozwalają dziecku nawet porządnie się ubrudzić. Po prostu miałam trochę rozsądku i zabraniałam im zabaw nożami itd. Prezenty też dawałam, ale oczywiście nie tak cudowne jak te od tatusia, który przecież zwiedzał cały świat.
Ciągle byłam do niego porównywana. Słyszałam, że on zrobiłby to i tamto lepiej, a piętnastoletnia córka powiedziała mi w końcu, że w sumie to dobrze, że kiedyś, gdy jeszcze był moim mężem, bił mnie, poniżał i łaził od dziwki do dziwki, bo w sumie zasłużyłam na to. Trochę później syn prawie mnie uderzył, bo stwierdziłam, że nie powinien olewać nauki tylko dlatego, że jego ojcu jakoś zawsze się udawało.
Wtedy coś we mnie pękło. Wyszłam z domu, załatwiłam co trzeba, minęło trochę czasu i dzieci były u ojca, a ja zostałam sama i... Poczułam ulgę. Nie smutek, nie złość. Zwykłą ulgę, że nie muszę się męczyć z codziennym "CHCEMY DO TATY, BO TATA MA FAJNE PREZENTY, A JEGO NOWA DZIEWCZYNA ZABIERA NAS CODZIENNIE NA ŚMIECIOWE ŻARCIE I LODY, A TY TO JESTEŚ STARA I GŁUPIA".
W końcu zajęłam się sobą, po latach samotności znalazłam sobie faceta z dwójką uroczych dzieci. I poczułam się szczęśliwa.
Swoje dzieci dalej widuję.
Początkowo robiłam to raz na dwa tygodnie. Obecnie widuję je co kilka dni, bo okazało się, że tatuś jednak nie jest tak idealny.
Nie. On ich nie bije, ale też nie dostarcza im już tylu prezentów, nie skacze przy nich, a w ogóle to spodziewa się kolejnego dziecka i teraz ono jest najważniejsze.
I ktoś pewnie stwierdzi, że to ten moment, w którym powinnam odebrać mu dzieci. Ale ja nie chcę. Bo między ich "Mamusiu, potrzebujemy cię" jest to "Bądź naszą osobistą sprzątaczką, kucharką i znoś nasze humorki, głupia kurwo". I nie, nie ubzdurałam sobie tego. Słyszałam ich rozmowę.
I ktoś pewnie powie, że ja też spieprzyłam w ich wychowywaniu. Pewnie tak. Pewnie mogłam spakować siebie, je i wyjechać na drugi koniec świata i przy okazji odciąć się od wszystkich przyjaciół i rodziny (oni często informowali dzieci co u ojca, gdy jeszcze próbowałam nie dopuszczać ich do siebie). Pewnie powinnam była zrobić sto różnych rzeczy. Niestety jeszcze wtedy nie wiedziałam, jak to wszystko się skończy, a obecnie nie mam najmniejszej ochoty brać udziału w dalszym wychowywaniu tych konkretnych dzieci.
Cieszę się, że ta historia skończyła się tak a nie inaczej.
Gdy rodzic źle traktuje dziecko, pomiata nim, nie okazuje uczuć, dziecko się wyprowadza, ucieka od takiej rodziny.
Czemu więc rodzic nie może uciec od dziecka, które ma go za nic?
Nie Ty Autorko zepsułaś dzieci, a to, że ich ojciec je rozpuszczał. Nie powinnaś mieć sobie NIC do zarzucenia.
Od siebie życzę Ci szczęścia do końca życia i jeszcze dłużej :)
Czuję olbrzymią satysfakcję po przeczytaniu tego wyznania. Dzieci dostały to, czego chciały. Ja na Twoim miejscu kopnęłabym je w dupę i zerwała kontakt całkowicie.
też poczułam satysfakcje - mają co chciały :)
Ja uważam, że postąpiłaś prawidłowo. Ile razy dzieci mogą tak szmacić matkę? Chciały, to teraz mają.
Słusznie zrobiłaś. Może nauczą się, że nikt nie jest ich służba a każda decyzja ma konsekwencje.
Miałam podobną sytuację. Rodzice rozwiedzeni, tata zza granicy daje wspaniałe prezenty, a mama taka niedobra, krzyczy na mnie... Aktualnie nadal kocham mojego tatę, ale też milion razy zrozumiałam, jak wiele moja mama dla mnie zrobiła, jak wiele razy wytrzymywała moje obelgi podczas kłótni itd.
Sporo moich ,,urojeń'' brało się stąd, że kiedy byłam smutna, zrozpaczona, to myślałam ,,Gdyby mój tata tu był, to na pewno by mi pomógł i pocieszył, a mama nie''. Dopiero potem zrozumiałam, że szkopuł tkwi w tym, że mojego ojca nie ma. Że po prostu go nie ma, a to moja mama zawsze przy mnie była. Że to ona siedziała ze mną aż do nocy, żebym umiała wszystko na przyrodę, że to ona milion razy zawracała mi dupę o ważne rzeczy i przejmowała wszystkie brudne obowiązki a tato, choć z dobrymi intencjami, przyjeżdżał tylko zbierać plony. Chciałabym, żeby twoje dzieci też to zrozumiały.
Czekam na taki moment jak u Ciebie, że moja córka zrozumie tak jak Ty. Choć czasem słyszę od niej tata by tego dla mnie nie zrobił to i tak wielbi go nad życie, bo u niego nie ma obowiązków, nie trzeba sprzątać, są za to firmowe prezenty, i fajne wakacje, na które mnie nie stać bo splacam jego dług. Gdybym nie musiała co miesiąc wyrzygać 1000 to mogły by być i prezenty i fajne wakacje. A tak, nie ma komercyjnych rozrywek, wakacje w domu, na spacerze, na grzybach w górach, wszystko jak najmiejszym kosztem. Juz od niej usłyszałam że za mało zarabiam, że tata ma więcej, no ma skoro nas okrada i dobrze mu z tym. Są dni kiedy chcę jej powiedzieć jaka jest prawda, za czyje pieniądze sa te wspaniale prezenty i wakacje, ale to jeszcze nie ten czas i moment.
U mnie podobnie. Rodzice się rozeszli, mama była tą złą, która czasem krzyczała, dawała szlabany, a tata przyjeżdżał raz na jakiś czas i pozwalał na większość rzeczy, na które nie pozwalała mama. Kiedy tato umarł, a ja zostałam tylko z mamą, niestety kilka razy przeszło mi przez myśl, że wolałabym żeby było odwrotnie i nigdy sobie tego nie daruję. Po latach widzę, że mama oprócz bycia "tą złą" jest również osobą, która mnie utrzymywała, wychowywała i robiła wszystko dla mnie, chociaż ja nie zawsze potrafiłam to dostrzec. Tata był dla mnie wspaniałym człowiekiem, ale to jednak mamie zawdzięczam wszystko.
Ropuchastara- Może to jest właśnie odpowiedni moment żeby jej to wszystko powiedzieć. Po pierwsze później może mieć do Ciebie żal, że o niczym nie wiedziała i żyła w kłamstwie, następnie może poprawić to stosunki między Wami, bo zmieni punkt widzenia.
Nie rozumiem dlaczego niby "ktoś pewnie stwierdzi, że to ten moment, w którym powinnam odebrać mu dzieci". Nie powinnaś. Dzieci wcale nie muszą być przy matce, jeżeli oboje rodziców żyje i może im zapewnić opiekę.
I że "spieprzyłaś coś w ich wychowaniu" to też nonsens. Każdy (albo prawie) powie Ci że to ważne żeby dzieci miały kontakt z ojcem. A że ojciec miał na nie taki a nie inny wpływ, to nie Twoja wina.
O ile rozumiem, dzieci są już w wieku nastoletnim. Źle im u ojca nie jest, tyle że nie jest tak idealnie jak myślały. Ale idealnie nie jest nigdy.Ojciec jest tak samo rodzicem i tak samo odpowiedzialny za swoje dzieci, jak Ty.
Wiele ludzi ma dwa błędne przekonania: 1. że dzieci są najważniejsze na świecie i nie ważne czy są złe czy dobre, należy kochać je bezwarunkowo i 2. że zawsze to od rodziców zależy jak dzieci są wychowane i czy postępują dobrze czy źle. Spotykam się z takim myśleniem na co dzień i w ogóle się z tym nie zgadzam. Dobrze, że masz swój rozum, co jest rzadkością w tych czasach.
Też zauważyłam ten idiotyzm. Nastoletni bachor może kraść, napadać na ludzi, bić rodziców a oni i tak mają się o niego troszczyć i mu pomagać. Absurd. Nikt się niczego nie nauczy dopóki nie poniesie konsekwencji. A rodzice nie mają już realnego wpływu na np 17latka.
W pierwszym punkcie chodziło mi o na przykład taką sytuację, gdy dziecko robi coś złego, na przykład okradło kogoś, pobiło czy nawet zabiło, a matka za wszelką cenę to dziecko chroni, bo przecież jest matką. W drugim punkcie już bardziej o podejście innych ludzi, którzy skazują na ostracyzm matkę mordercy (która ma inne podejście niż w punkcie pierwszym), że to ona wychowała go na mordercę.
Ale wiesz, że chodzi mi o sytuację, gdy oczekuje się od rodziców, że będą się nad takim młodocianym przestępca rozczulać i są uważani za wyrodnych, bo np pozwolil by trafił do poprawczaka zamiast wydać kasę na adwokata?
tak, wiem, mój komentarz był bardziej do etonalsodu:) niestety taka jest społeczność, co widać nawet w ostatniej sytuacji, gdy policja poszukuje faceta za pobicie psa i są ludzie, którzy grożą nawet jego rodzinie, którzy nie są przecież niczemu winni, ale widziałam komentarze, że skoro żona wyszła za takiego potwora, to na pewno jest taka sama, albo że to rodzice wychowali takiego potwora. ludzie są straszni.
Tak mój też do etanolansodu :) z tobą się zgadzam i też dla mnie jest kuriozalne jest obwinianie rodziców czy małżonków za przestępstwa dokonane przez dorosłego człowieka. Każdy odpowiada za swoje uczynki.
Moim zdaniem zawinił mąż, obsypując tymi prezentami, pozwalając na więcej i podważając w ten sposób twój autorytet, oczywiście-Twoje dzieci nie są jakimiś mega empatycznymi stworzeniami, bo wiele innych by stanęło w obronie swojej matki widząc, że ojciec zle ją traktuje, a nie jeszcze mówiły, że Ci się należy. Po prostu ojciec chyba od początku był dla nich wzorem, kupił ich miłość prezentami, Ty byłaś racjonalna i nie chciałaś ich rozpuścić, one najwidoczniej odbierały to jako atak. Nie znam całej sytuacji, może byłaś nieco chłodną i surową osobą? Mimo wszystko nic nie usprawiedliwia postępowania dzieci, bezempatyczne potwory.
Brawo! :) Jestem matką, mam dwójkę, kocham je nad życie. Ale wiem, że na Twoim miejscu postąpiłabym dokładnie tak samo, z tą różnicą że o wiele prędzej.
Po prostu Twoje dzieci to śmieci ludzkie, ty jesteś jak najbardziej w porządku.