#QqreS
Zacznę może od tego, iż obecnie mam 28 lat i mieszkam w Japonii, ale wszystko po kolei. Jako nastolatka dość mocno interesowałam się kulturą japońską (nie, nie było to tylko anime). W wieku 15-16 lat pierwszy raz miałam większą styczność z językiem japońskim i bardzo mi się on spodobał. Potem już wszystko poszło z górki, wiedziałam, co chcę robić. Gdy przyszedł czas na wybór studiów, oczywiste dla mnie było to, że jako kierunek wybiorę japonistykę. Wszystko fajnie, tylko już wtedy mojej mamie zaczęło się to nie podobać. Mówiła: "Po co ci to?". Oboje moi rodzice byli rasistami, mama jednak zdecydowanie bardziej. Nie słuchałam jej jednak i robiłam to, co zaplanowałam już wiele lat wcześniej. Studia były dość ciężkie, ale pracowałam sumiennie. Po studiach w końcu osiągnęłam swój cel. Język umiałam bardzo dobrze, kulturę znałam nie mniej. Prosta decyzja - wyjeżdżam do Japonii. Mama mało co nie zemdlała, jak to usłyszała. No bo jak to, jej córka zamierza wyjechać do tych obleśnych Azjatów, których mamusia tak bardzo nienawidziła bez żadnego konkretnego powodu? Toż to przecież tragedia. Nie słuchałam jej. Wyjechałam.
Może brzmieć to wręcz niewiarygodnie, lecz wszystko poszło po mojej myśli. Znalazłam dobrą pracę, wynajęłam dość przestronne mieszkanie. Po pewnym czasie, poznałam też chłopaka. Rok starszy ode nie, bardzo miły i życzliwy. Pracował w firmie konkurującej z tą, w której ja pracowałam. Cóż, mogłabym teraz po kolei opisywać, jak rozwijał się nasz związek, ale nie o tym wyznanie. Przeskoczmy do momentu, gdzie mi się oświadczył. Bałam się reakcji mamy, jednak nalegał, byśmy polecili do Polski i osobiście powiedzieli o tym moim rodzicom. Po długim czasie nudzenia mnie, w końcu uległam. I to był błąd.
Gdy tylko mama zobaczyła mnie razem z nim w drzwiach, zaczęła się w progu wydzierać, że nie wpuścić go do środka, bo jeszcze czymś się od niego zarazi i jak ja w ogóle śmiem go tu przyprowadzać. Mówiła, że nie poznaje własnej córki. Prędko powiedziałam jej z progu o tym, iż Koyomi mi się oświadczył, po czym odeszliśmy, zostawiając mamę z miną, jakby miała zemdleć. Pobyt w Polsce potraktowaliśmy jako wakacje. Na ślubie nie była, mimo że wiedziała kiedy i gdzie się odbędzie.
Kiedyś dzwoniła do mnie i błagała, żebym przyjechała ją odwiedzić. Przyjechałam. Powtórka. Z progu krzyczy, że zapraszała mnie, a nie "to chińskie g*wno". Aha. Od tego czasu ograniczyłam z nią wszelki kontakt. Do czasu, aż nie zadzwoniła z wiadomością, że za tydzień to ona do mnie przyjeżdża. Ciekawa jestem, jak zareaguje za ten tydzień na to, że jestem w drugim miesiącu ciąży. Z Japończykiem, moim mężem.
Noo jak zacznie krzyczeć w progu Twojego domu w środku Japonii- obcego znienawidzonego kraju i zamkniesz jej drzwi przed nosem... Ciekawe co pocznie? Chyba będzie zmuszona się choć trochę przystosować ;)
Skoro sama pcha się do Japonii ze swoimi poglądami, to raczej zeszła już trochę z tonu. Aczkolwiek niektórzy ludzie są nielogiczni i nieprzewidywalni.
A ja bym jej nie wpuściła.
Powiedz, że nie wpuścisz rasistowskiego gówna do swojego domu.
... dopóki nie przeprosi Twojego męża. Nie daj sie poniewierać pod własnym dachem
Nie wiem czy to dobry pomysł aby w takim momencie wpuszczac taką osobę jak matka do swojego życia. Potrzebujesz raczej spokoju
Może matka komuś się "wyżaliła", a ten ktoś powiedział, że to super i sam by tak chciał - no i pozazdrościła Tobie i chce teraz przyjechać, żeby się pochwalić znajomym? Nie wiem, ale chętnie przeczytam, co działo się w trakcie jej pobytu u Ciebie?
No i gratulacje!
"Nie słuchałam jej. Wyjechałam" - brawo!
No to czekamy na kontynuacje wyznania ;3
*niezgóbka* Japonia
Po pierwsze - gratuluję, że ci się udało. Sama zmierzam w stronę Korei (małymi kroczkami, ale jednak) :) Po drugie - wiem, że to twoja matka, ale nie sądzisz, że wpuszczenie jej byłoby trochę ryzykowne? Może coś zrozumiała, ale z doświadczenia wiem, że jak ktoś jest rasistą od zawsze to raczej nim pozostanie. Mam jednak nadzieję, że się mylę i ta kobieta przeprosi twojego męża i przy okazji ciebie.
Nabrałam ochoty na zupkę chińską. Ciekawe, jaki pobliski sklep jest jeszcze otwarty?
Stacja paliw
No ok, ale po co to piszesz ?
A ja mam 12 km do najbliższego sklepu :-(
Ja chce sushi :( W sumie to wygralam 6 kg ryzu do sushi w konkursie organizowanym przez pobliska azjatycka knajpke takze mam zapas :D
Lancel dla mnie ten komentarz jest ciekawszy, niż wyznanie.
Oh czekam na reakcję