#ViZyu
Przeraziłem się, bo miałem wtedy pewne kłopoty z prawem – parę tygodni wcześniej wbrew mojej woli wziąłem udział w bójce i zostałem obarczony odpowiedzialnością za uszkodzenie agresorowi szczęki. Bałem się, że mandat może bardzo źle wyglądać w moich „papierach” podczas szykującej się wtedy rozprawy sądowej, która miała mnie w najbliższych dniach czekać. Niewiele więc myśląc, wylazłem przez okno i usiłowałem uciec z mieszkania. Skończyło się na tym, że zleciałem na beton i złamałem sobie nogę w dwóch miejscach.
Tymczasem policjanci byli ponoć bardzo mili i uprzejmie poprosili o ściszenie muzyki, życząc towarzystwu udanej zabawy…
Bardzo dobrze zrobiła. Według Ciebie miała się do Was dopasować i pójść spać w środku nocy, powiedzieć szefowi, że będzie później w pracy, bo musi się wyspać, a nie może się wcześnie położyć, bo wielmożnym sąsiadom zachciało się robić nocne libacje?
Na miejscu sąsiadki złożyłabym skargę na policjantów.
Dlaczego? Może prośba policjantów dała efekt.
Minus zołzo...Skoro poinformowali o imprezie, co innego jakby dała wyraźny sprzeciw ale o tym nic w wyznaniu nie ma.
Pers, poinformować o zabawie to jedno. Ale jeśli impreza rozkręciła się ciut za bardzo, to sąsiadka miała prawo wezwać policję. Niestety, ale są pewne granice i urządzając imprezę w (zakładam) bloku trzeba myśleć o sąsiadach i o ewentualnych konsekwencjach.
Autor sam pisze, że domówka była dzika, więc możliwe, że trochę im się zabawa wymknęła spod kontroli.
prawo dziala niezaleznie od zgody czy informacji
jest glosno to ejst glosno
zaklocanie spokoju i tyle
poza tym skad pomysl, ze to ta sasiadka? impreza dzika, wiec pewnie sie nioslo
chyba ze to byl domek 2rodzinny
Minus
Co z tego że sąsiadka została poinformowana? Czy to oznacza że można automatycznie robić co się chce?
Ale wszyscy jesteśmy ludźmi...Ja miewam imprezy sąsiedzi również, a jeżeli jest za głośno to idzie się do gospodarza imprezy i grzecznie prosi by kur.. ściszyli tą muzykę/nie śpiewali/ nie skakali/itp bo jest problem. Raz tylko sąsiedzka interwencja nie zadziałała to przyjechała policja i towarzystwo się uciszyło. Od tego czasu znów obowiązują stare zasady. Po co fatygować nadgorliwych stróżów prawa - niech się zajmą poważnymi zadaniami, szczególnie jeżeli zwykła rozmowa zazwyczaj działa(chociaż fakt że nie zawsze i nie na wszystkich - ale takim ludziom to już się wizyta panów w niebieskich wdziankach należy).
A skąd wiesz jaka patologia był autor i jego znajomi. Może sąsiedzi bali się, że jeśli poproszą o spokój, to patologia zrobi im krzywdę.
Totalna patola nie uprzedza wcześniej o imprezach...np.
Nie rozumiem komentarzy niektórych osób. Czy nie można normalnie zapukać do drzwi poprosić o przyciszenie ? Ktoś tu z komentujących jest chyba hipokrytą. Ja uważam, że zamiast dzwonić po policję, można porozmawiać, jakoś się dogadać. Jeżeli dogadać się nie da, towarzystwo nie rozumie, wtedy zadzwonić. Po za tym czy autor napisał, że impreza była w środku tygodnia ? Równie dobrze mogła być w weekend, nikt nie napisał czy sąsiadka/sąsiad idzie do pracy. Ludzie są złośliwi, zawistni i nie potrafią się komunikować.
Bo jak nie musisz iść do pracy następnego dnia, to nie potrzebujesz się dobrze wyspać?
Ja wszystko rozumiem, ale impreza do max północy, a potem wypierdalać się bawić do klubu czy jakiegoś baru.
A jakie to ma znaczenie, gdy któryś z sąsiadów szedł do pracy? Jak ty to sobie widzisz? Mają się tłumaczyć przed patologią z tego dlaczego chcą mieć ciszę, by móc sie położyć spać?
Tak, idź i proś o ściszenie muzyki, a przy okazji ryzykuj, że ci ochlapusy mordę obiją. Wszystko po to, żeby uprzejmie nie nasyłać na nich policji, bo jeszcze by się biedaczki obrazili.
Nie znoszę stwierdzenia "alkohol lał się strumieniami" egh
Wodospadami
Odniose się do tej kwestii z innej strony. W ciągu roku miałem dosłownie dwie imprezy na mieszkaniu, w tym jedną w akompaniamencie policji oraz dwóch mandatach po 500 zł. Przed imprezą poinformowałem wszystkich lokatorów, że będzie i poprosiłem, że w razie gdyby była za głośna po prostu zapukali/zadzwonili i poprosili o ściszenie, bo jesteśmy tylko ludźmi. Jedna impreza z uwagi na okoliczności (powiedzmy, że to jeden z tych dni kiedy cała Polska świętuje) przeszła bez problemu raczej. Natomiast co do drugiej - nikt do nas nie zapukał, nikt nie dzwonił, zadzwonili za to na policję. A z uwagi na koniec miesiąca bardzo mili panowie wlepili nam dwa mandaty bez żadnego uprzedzenia przy pierwszym wezwaniu. I zdaje sobie sprawę, że takie mieli prawo, ja mógłbym nie przyjąć (chociaż i tak przegrałbym sprawę), jednak to trochę nie w porządku w stosunku do sąsiada kiedy najzwyczajniej w świecie u niektórych pies szczeka do 2 w nocy, dzieci drą się po 23, przyjeżdża jakaś rodzina z nastolatkiem z tourettem i nikt wtedy nie robi problemu(nie wiem kto dzwonił, ciężko mi ocenić). Ja jestem człowiekiem i rozumiem takie rzeczy, tak samo kiedy ktoś przychodzi do mnie, uprzedza mnie i mówi, żeby w razie czego po prostu zwrócić uwagę. Szczególnie, że tak jak mówię, imprezy były dwie, a chociażby pies czy dziecko uprzykrzają ludziom życie co najmniej raz w tygodniu.
@FlowePower tylko to trochę parodia, żebym we własnym mieszkaniu nie mógł powiedzieć ze znajomymi po 22 robiąc na weekendzie impreze dwa razy ROCZNIE. Rozumiem regulamin spółdzielni i w ogóle, ale ktoś ma remont dwa tygodnie od 7 do 22 w czasie kiedy miałem sesje i napierdalanie wiertarką zagłuszało wszystko. Okej, ma takie prawo. Pies szczeka - to tylko pies, nic nie zrobię. Patusy drą się pod blokiem - no dobra, niech sobie siedzą na tym placu zabaw, po co mi problemy. Naprawdę staram się być w porządku co do sąsiadów. Natomiast do mnie pukają ludzie, bo odkurzam o 21 w środę, robię pranie w nocy i im pralka przeszkadza, czy biorę prysznic po 1, a nawet spłukuje wodę w toalecie po 22. Wtedy potrafią przyjść i zwrócić uwagę (mimo, że to kompletna głupota, bo szanujmy się trochę, studiując do tego pracując i wracając często z pracy często po 24 nie będę się nie mył, czy też nie prał ciuchów), bo wiedzą, że policja ich wyśmieje. Natomiast kiedy ich grzecznie poprosiłem, żeby przyszli i zwrócili uwagę nie zrobili tego, też nie sram pieniędzmi, żeby wydawać je tam gdzie nie muszę i myślę, że sąsiedzi dali by radę przeżyć 6 osobową imprezę z muzyką z laptopa na 50%, więc poziom głośności porównywalny do telewizorów tych głuchych dziadów o 3 w nocy, może rozmowy były trochę głośniejsze, ale jeśli coś komuś przeszkadza, to mógł zapukać, szczególnie, że to nie była sytuacja tydzień w tydzień, czy miesiąc w miesiąc.
Bo widocznie już zdążyli ją poznać. Mimo to przychodzą z interwencją nawet jak wiedzą że nie trzeba bo lepiej pogadać w cieple z kulturalnym towarzystwem niż gonić narkomanów po krzakach.
Niekoniecznie. Autor sam pisze, że impreza była „dzika”. Ludzie pod wpływem alkoholu często nawet mówią o wiele głośniej, a im więcej ludzi, tym głośniejsze przekrzykiwanie się, do tego muzyka, ktoś zaraz coś krzyknie, drugi krzyknie po nim, zaraz całe towarzystwo się rozśmieje i jest zbyt duży chaos. To, że uprzedzili sąsiadów to jedno- dobrze, że to zrobili. Ale samo uprzedzenie o imprezie nie zwalnia ich z myślenia o innych ludziach w bloku, nie daje przyzwolenia na imprezę jak w klubie. Lekki hałas można tolerować, no imprezę mają, uprzedzili, niech się bawią. Ale jeśli impreza przekracza granice, to trzeba towarzystwo uspokoić.