Wchodzisz do restauracji. Rozglądasz się dookoła szukając wolnego miejsca na spotkanie z mateńką. Po chwili zauważasz idealne miejsce, znajdujące się tuż koło stolików dwojga zakochanych i starszego pana z wnuczką. Cudnie. Zasiadasz tam, oczekując na swoją rodzicielkę. Pojawia się coraz to więcej ludzi. Robi się mały tłok, ale sytuacja zostaje opanowana. Wszystkie miejsca zajęte. W końcu pojawia się matula. Radość ze spotkania, buziaczki, pitu pitu... Lecz cóż to? W restauracji powstaje zamieszanie. Przewlekasz spokojnie spojrzeniem po wszystkich tu zgromadzonych, aż w końcu dostrzegasz...To chłopak siedzący przy sąsiednim stoliku klęka na jedno kolano przed swoją wybranką.
Zapada cisza.
Pada to najważniejsze pytanie. Niemal każdy oczekuje w napięciu, czy będzie mu dane bicie brawa dla świeżo upieczonych narzeczonych, czy też może smutne pokiwanie głową nad losem chłopaka. Usta dziewczyny formują się już w odpowiedź. Atmosferę można ciąć nożem. Wtedy w akcję wkracza telefon. Twój telefon. I jego dźwięk połączenia przychodzącego. W sali rozbrzmiewają na maksymalną głośność ''Orki z Majorki''. Wszyscy patrzą na ciebie, łącznie z klęczącym chłopakiem oraz dziewczyną z rozdziawioną buzią.
K***a mać.
Dodaj anonimowe wyznanie
Pomijając przerost formy nad treścią - typ z wyznania powinien się liczyć z tym, że jeśli się oświadcza w miejscu publicznym, to tego typu akcje mogą mieć miejsce...
Stopniowanie napięcia jak u samego króla thrillerów. Opisy takie ze sam Wyspiański by się nie powstydził.
Jprd co za wypier
co za bełkot..
Beznadziejne
Oddajcie minusy
K***a mać.
Co takie gówno robi na głównej ?
Takie ryzyko jak sie wybiera zareczyny z publicznością.
Cóż trudno życie, faktycznie niezręcznie, ale przezywasz to jakby ten telefon spowodowal prawdopodobne odrzucenie zaręczyn a tak sie chyba sie stalo ?
Mateńka, rodzicielka, matula. O matko...
Brakuje najważniejszego - czy powiedziała TAK. A z takim dzwonkiem tylko wychodzi się na idiotę. Styl do d.py.
Lepszy taki niż ten który ma większość - domyślny.
Dzwoni telefon i 15 osób zaczyna się obmacywać czy przypadkiem nie ich zadzwonił...
Prawda? Gniję zawsze z ludzi ustawiających sobie coś """śmiesznego""" na dzwonek. Poczucie humoru to rzecz indywidualna i nie ma na świecie ani jednej rzeczy, która śmieszyłaby dosłownie każdego. Za to dzwonek telefonu to rzecz, którą słychać zawsze i przy wszystkich, jeśli już jakiś ustawiasz. Ergo, nieodpowiednia rzecz w nieodpowiednim miejscu, co generuje wybitnie żenujące sytuacje i ogromne pokłady krindżówy xD
Also, ja jestem jedną z tych osób co całe życie mają telefon wyciszony i na głośnej wibracji, i na szczęście z biegiem lat dostrzegam rosnącą popularność takiego rozwiązania. Bo ja już od bardzo dawna odnoszę wrażenie, że dzwonki w telefonie inne niż właśnie "zwykła wibracja", "ładna piosenka którą lubisz" albo zwykły dzwonek typu "domyślny sygnał dźwiękowy stworzony tak żeby było go dobrze słychać" to już mocny przeżytek.
Zgadza się - poczucie humoru, czy w ogóle podejście do świata to rzecz indywidualna. Żenada, krindż to bardzo subiektywne odczucie. I to co dla ciebie będzie żenujące dla innych będzie ok lub całkiem fajne.
Więcej tolerancji, a mniej oceniania. Chyba że trafisz na jakiegoś ciołka z irytującym(jak np. syrena alarmowa czy małpi chichot) albo wulgarnym sygnałem i celowo nie odbiera telefonu by brzmiał i brzmiał....
@Ebubu - Ano, to też wszystko prawda. I ja w takich sytuacjach prędzej się zaśmieję z grzeczności niż dam po sobie znać, że cokolwiek sobie pomyślałam, właśnie przez to, że to też moje subiektywne odczucie.