#8UVaA
W moim domu rodzinnym nigdy się nie przelewało (w sensie, że nie jeździliśmy najdroższymi autami, nie mieliśmy willi z basenem, markowych ubrań itp.). Ja jako 10-11-letni wypierdek nigdy na to nie narzekałem, wiedziałem, że inni mają gorzej i żyją. Tak miał właśnie mój kolega z klasy. Nie pamiętam dnia, żeby kiedyś przyniósł do szkoły coś do jedzenia, żeby miał wyprasowane ubrania, ale za to zawsze miał uśmiech na twarzy. Zakumplowałem się z nim od razu. I wtedy zauważyłem, że za tym uśmiechem kryje się całkiem inny człowiek - głodny, smutny, biedny, nieśmiały i cichy. Dowiedziałem się od innych rówieśników jaka jest sytuacja. Postanowiłem coś z tym zrobić, pomóc mu, bo inni tylko śmiali się i wytykali go palcami.
Akcję ratunkową zacząłem następnego dnia: uzbrojony w drugie śniadanie, ulubionego batona i banana wyruszyłem do szkoły, gdzie miałem rozpocząć misję, o której nie wiedział nawet kapitan mego okrętu (zwanego domem) - mama. Zacząłem niepozornie: na przerwie wyjąłem śniadaniówkę, poczęstowałem swojego biednego kolegę kanapką, a właściwie wepchnąłem mu ją siłą, bo nie chciał wziąć, a banana i batona wrzuciłem mu do plecaka. Następnego dnia wyjąłem moje kieszonkowe ze skarbonki by kupić więcej prowiantu, ponieważ wiedziałem, że ma jeszcze 2 młodsze siostry i samotną matkę. Po szkole poszedłem z nim do spożywczaka. Wybrał sobie drożdżówkę, a siostrom jakieś czekolady czy batoniki. Kupiłem mu jeszcze bochenek chleba i pasztet (nie wiem czemu akurat pasztet, nie pytajcie, miałem 10 lat).
Po powrocie ze szkoły tydzień później (przez cały ten tydzień regularnie chodziłem po szkole z kolegą do sklepu) usłyszałem dzwonek do drzwi. Mama wyszła, aby zobaczyć kto przyszedł. Okazało się, że to mama tego kolegi. Przyszła porozmawiać z moją mamą na temat naszego shoppingu w spożywczym. Gdy tylko wyszła z domu, moja mama weszła do mojego pokoju. Spodziewałem się krzyku, kary i opieprzu, ale mama mnie pochwaliła, zapytała czemu jej o niczym nie powiedziałem, a potem sama wkroczyła do akcji. Pomogła mamie tamtego chłopaka znaleźć lepiej płatna pracę, a teraz już są przyjaciółkami na dobre i na złe.
Moim zdaniem każdy może pomóc - czy dziecko, jak ja, czy dorosły, jak moja mama. Trzeba pomagać. Pomaganie jest fajne.
Historia na plus ale "gdzie miałem rozpocząć misję, o której nie wiedział nawet kapitan mego okrętu (zwanego domem) - mama." - to uczucie, gdy nie masz talentu do pisania i starasz się na siłę być fajnym o.o
To uczucie, gdy nawet w pozytywnej historii znajdujecie coś, by się przyczepić :D
Nie no, jedna taka wstawka to jeszcze ok, poza tym porównanie fajne, tylko może nie na wyznanie
Fajne