#V81Xc
Moja żona zawsze uważała, że to facet musi zapewnić rodzinie byt itd. Może i nie byłoby w tym nic złego, gdyby ona potrafiła się zająć normalnie domem i dzieckiem, a ja bym mógł spokojnie pracować. Od czasu jak tylko zamieszkaliśmy ze sobą, a ja pracowałem po 12h, zawsze był problem, że późno wracam, wieczne pretensje, że jestem 15 min później niż wcześniej potrafiłem wrócić, bo np. było mniej pracy. Kiedy przyszedł na świat nasz syn, sprawa się już pogorszyła ze spokojną pracą. Otworzyłem z kolegą biznes, któremu trzeba było poświęcić czas, lecz ja miałem tylko wieczne pretensje o to, że mnie nie ma w domu. Nastał okres, kiedy wspólnik chciał, abym zajął się biznesem, a żona mnie męczyła, abym był w domu i nie rozumiała, że za coś trzeba żyć. Wszystko starałem się pogodzić, ale jak pewnie wiecie, gówno z tego wyszło. Z czasem biznes popadł w długi, z którymi starałem się zmierzyć nie mówiąc żonie, bo przecież w niej wsparcia bym nie miał. Teraz wyszło wszystko na jaw, a ja jestem podejrzewany o hazard, zdrady itp.
W domu żona była z dzieckiem przez dwa lata, kiedy przez rok ja musiałem ją całkowicie utrzymywać, a nigdy nawet obiadu po pracy nie raczyłem uświadczyć, ona wiecznie zmęczona i nieszczęśliwa, bo ona ma najgorzej siedząc z dzieckiem, a ja mam raj będąc w pracy. O seksie nawet nie wspomnę... Zdarzył się może raz na 3 miesiące, bo ona nie ma ochoty, jest zmęczona itd... Swoje życie prywatne wywaliłem do śmietnika, nie mam kolegów, bo każdy przestał się do mnie odzywać po wiecznych odmowach spotkań. Swój czas po pracy zawsze poświęcałem dziecku, żeby ona miała chwilę dla siebie, aby może odżyła i miała ochotę na seks czy inne przyjemności... Nic z tego nie wyszło, dalej były problemy.
Teraz wszystko się wylało, ja jestem najgorszy, bo doprowadziłem rodzinę do długów, ale nikt nie jest w stanie zrozumieć, że nie miałem żadnego wsparcia ani wolnej głowy do pracy. Jestem załamany i próbowałem już sobie odebrać życie, bo wpoiła mi, że zawodzę wszystkich po kolei, w tym swoje dziecko, które jest dla mnie wszystkim.
Uświadomiłem sobie, że chyba już jej nie kocham i może nigdy nie kochałem.
Nie umiem wyjść z tego gówna. Za dwa dni wizyta u psychiatry, bo chyba sam nie dam sobie rady.
Trzymajcie kciuki... proszę.
Powinieneś był powiedzieć żonie o problemach finansowych w momencie, w którym one się zaczęły.
Może się mylę, ale brzmisz, jakbyś nigdy się żonie na swoją sytuację nie skarżył. Jakbyś wracał z pracy i bez słowa sprzeciwu zajmował się domem i dzieckiem. A powinieneś powiedzieć, że oczekujesz obiadu jak wracasz. Może myślała, że jesz w pracy. Powinieneś powiedzieć żonie, że też potrzebujesz odpoczynku. Czasem ona, czasem Ty. Tak samo z wyjściami do kolegów : jak zostawisz dziecko z żoną raz w tygodniu, to nie umrą od tego. Ona też powinna mieć taką możliwość. Żona tak mocno skupiła się na swojej "tragicznej" sytuacji, że pominęła Twoje potrzeby. Nie powinna była tak robić, a Ty nie powinieneś był jej pozwalać. W momencie, gdy zaczyna się robić źle, najłatwiej to naprostować.
Teraz jest już ciężko, ale nadal może się udać. Wizyta u psychiatry to świetny pomysł. Może też terapia małżeńska, żebyście się nauczyli ze sobą rozmawiać, bez obwiniania. Może zamina domu na mieszkanie, żeby znikła presja finansowa? A dom za parę lat, jak żona też będzie normalnie zarabiać.
Trzymam kciuki. Powodzenia.
No tak. Kobieta coś źle robiła, i to przez lata? Wina faceta.
No trochę jest. Księżniczka coraz bardziej narzeka, a Autor słowa nie powie, tylko ją w tym utwierdza, bo ona zmęczona.
U mnie była odwrotna sytuacja. Jak drugie miało pół roku, pierwsze jeszcze ze mną ciągle w domu, mąż CODZIENNIE po pracy wychodził na trening. Raz w tygodniu na cały wieczór z kolegami. W weekendy studia, a jak brak studiów to przecież musi się na nie uczyć. Zero obowiązków domowych, z dziećmi pobawił się 1-2 godziny dziennie. A ja cały czas w domu.
Czy to była tylko jego wina, że ja nie miałam czasu dla siebie? Czy moja, skoro sama mu mówiłam, żeby odpoczął? Teraz już mamy równowagę, ale do takiego stanu nie dochodzi się w dzień albo dwa. To proces. I obie strony muszą współpracować, mówić o swoich potrzebach.
Sugerujesz że kobieta nie umiała się domyślić? Mało tego, one nie tylko się domyślają, one nawet dopowiadają sobie to, czego nie miały okazji zobaczyć czy usłyszeć. A przed okresem to trzeba je przepraszać za to, co im się przyśniło.
Oj Dragomir, to pojechałeś stereotypami. A wiesz, że stereotypowo to facet powinien się domyślać, a nie kobieta?
Jak ktoś chce tworzyć normalny związek, to się komunikuje i szuka rozwiązania. Jak nie, to tylko obwinia drugą stronę.
Bo to z przymrużeniem oka było. I taki paradoks, że tym razem to kobieta się nie domyśliła.
dobrze, ze zadbales o siebie
jestem kobieta i nieogarniam takiej postawy
zajmowanie sie dzieckiem to nie bajka, ale serio nie mozna zagrzac wiecej ziemniakow, usmazyc jeszcze jednego kotleta? przeciez ona tez musi cos jesc
jak moj jeden byly przyjaciel, pracowal po 10-12 godzin w banku, wracal do domu i musial sprzatac i gotowac, bo jego bezrobotna zona palcem nie kiwnela, a jeszcze miala do niego pretensje, ze nie spedza z nia czasu, i tak 6 lat
wspolczuje ci mocno, jedyne, co mozez zrobic, to uratowac siebie w tej sytuacji i nie meczyc sie z nia gdluzej
Małżeństwo powinno być związkiem dwojga dojrzałych ludzi. Ty masz za żonę nieciekawą i pretensjonalną księżniczkę. Jest sens, żeby to dalej ciągnąć? Trzymaj się!
Porada za darmo bez wizyty: jak komuś w życiu nie pasujesz, to niech wy......la.
I dlatego warto iść na wizytę żeby nie otrzymywać porad z dupy
Zarówno ty, jak i twoja żona jesteście zupełnie niedojrzali. Ani jeden ani drugi nie zachowuje się jak dojrzały człowiek. Tylko waszego dziecka szkoda.
Gościu przez dłuższy czas zapewnił rodzinie rodzinie utrzymanie, robił nadgodziny, a po pracy jeszcze zajmował się dzieckiem.
Zarzucić gościowi można co najwyżej że zachowywał się trochę jak p***, bo powinien jasno postawić sprawę, a nie latać koło księżniczki.
Dojrzały człowiek nie obarcza swoimi niepowodzeniami innych. Jakby był tak ogarnięty, jak się przedstawia, to nie dał by sobie wyjść na głowę i nie zachowywał by się jak ukrzywdzona dziewica-męczennica.
W rzeczywistości nie potrafił się ogarnąć, bo szukał poklasku i podziwu. A jak nie wyszło, to zrzuca winę na osobę, która mu tego, czego oczekiwał nie dała. W rzeczywistości był jak mały zagubiony piesek, który łazi za tym, kto go pogłaszcze i rzuci jakieś ochłapy. Chłop bez jaj.
To wyślij żonę do pracy, odetnij od finansowania i każ płacić połowę opłat i kredytu.
U mnie oboje pracujemy, zajmujemy się dzieckiem z małą pomocą rodziców. Czasem ktoś ponarzeka, ale ogólnie jest ok. To kwestia postawy i nastawienia. A jeśli ktoś oczekuje, że ktoś inny będzie cię utrzymywać, to myślę, że nie powinien mieć pretensji. Ale jeśli zaakceptowałeś jaki podział obowiązków i to, że druga osoba niewiele robi, to już twoje zaniedbanie i myślę, że psychiatra dla Ciebie to za mało. Musicie się z żoną udać razem do specjalisty, albo rozstać, wasz wybór.
Sam się opiekuję przez jeden dzień w tygodniu i to jest najlepszy dzień w moim tygodniu. Trochę zabawy, trochę pracy przy dziecku, spacerek.
Jak każe jej iść do pracy to się śmieci same wyniosą, a nie daj Bóg odetnie od pieniędzy, to rozwód z jego winy bo "przemoc ekonomiczna"
Dobrze że szukasz pomocy. Poszukaj jeszcze prawnika od rozwodów i opieki nad dzieckiem
Mnie zastanawia ten syn, co ma dwa latka i dom w kredycie xD
Szkoda, że nie zaciekawił Cię przecinek przed "i dom w kredycie".
Ciomak, przecinek mnie nie zaciekawił, ponieważ jest niepoprawnie postawiony i niczego nie zmienia w tej sytuacji
Dobrze że idziesz do psychiatry, pamiętaj tylko by się nie spodziewać niewiadomo jakich efektów od razu. Samo pójście jest bardzo duzym krokiem, ale to dopiero początek drogi. Doradziłabym też terapie dla par, bo według mnie to od bardzo dawna macie problemu z komunikacją. Pamiętaj, to, że podwinęła ci się noga w biznesie, nie oznacza, że jesteś złym człowiekiem, czy że zawiodłeś syna. Ale twoja reakcja na to potknięcie, może rzeczywiście zaważyć na tym jak będzie patrzeć na ciebie syn. Czy mu pokażesz, że mężczyzna ma prawo (a wręcz obowiązek) prosić o pomoc, gdy tego potrzebuje, czy probuje rozwiązać problem i czy mimo wszystko ma choć chwilę dla tego syna by go przytulić. Pomyśl na czym ci w życiu zależy i pamiętaj, że ten gorszy czas to tylko fragment twojego życia. Teraz ci się wydaje wszystkim, ale on wcale nie musi definiować twojego życia.
mi pomogło w ogarnięciu się:
-regularna aktywność fizyczna
- mniej godzin w pracy
- lepsza dieta
- regularna medytacja (rozaniec, serio ogien!)
- probiotyki
- brak alko/ograniczenie slodyczy, usuniecie fajek i ziola
- wysypianie sie
Libido wróci:)
mojej psychice pomogly grupy facetow z ktorymi sie trzymalem i przyjaźń, którą zacząłem>
bardzo przydatna jest terapia na ktorej jestem.
Jak zaczniesz znow o siebie dbac i kipiec testoteronem, to sporo się zmieni:)))
uwaga: proces może zając sporo, od paru miesięcy do paru lat. Ale warto:)
duzo dobrych nawykow zyskalem poprzez wejscie w program Exodus90