#o09yF
Spędziłem w szkole 13 lat i nie wyniosłem z niej nic, mimo że chodziłem do niej i uczyłem się na sprawdziany, by potem nie mieć problemu ze zdaniem z klasy do klasy. I co? Jajco. Nawet niemiecki, którego uczyłem się 10 lat życia od podstawówki aż do końca liceum – nie umiem nic powiedzieć w języku naszych zachodnich sąsiadów. Czytać i mniej więcej liczyć umiałem jeszcze przed podstawówką, z opowiadań rodziców wynika, że mając ok. 3-4 lat. Podstawy poprawnej pisowni znam z czytania różnych artykułów. W sumie ze szkoły nie wyniosłem ABSOLUTNIE NIC. Czas został bezpowrotnie zmarnowany. Jak mnie pytają, co bym zmienił, gdybym cofnął czas, to mówię, że bym dużo wagarował. Ludzie się dziwią, a ja mówię jak jest. Twierdzenia Talesa, Pitagorasa, wielomiany, pojęcia i wzory z chemii, fizyki, biologii i inne pierdoły ze szkoły nie przydały mi się do dzisiaj i nie pamiętam z tego nic. Te trzy pierwsze nazwy aż musiałem sprawdzić w necie na potrzeby tego wyznania, bo tych nawet już kompletnie nie kojarzę.
Mam papier, który świadczy o mojej dojrzałości. Świetnie, tylko co mi z niego? Zresztą co to za definicja dojrzałości? Chodzenie bezmyślnie do szkoły, bo rodzice każą i bezmózgie wykonywanie poleceń nauczycieli, by na końcu napisać z tego test? Moim zdaniem nie. Według naszego kochanego państwa, które tworzy program nauczania, które musimy obowiązkowo odbyć, marnując młodzieńcze lata na tych pierdołach – tak.
Prymusi, którzy w szkołach mieli piątki i coś tam wynieśli z lekcji pewnie napiszą w komentarzu, że jestem po prostu głupi. Ale i Wy, moi drodzy, usiądźcie i pomyślcie, a wielu z was wyciągnie wnioski, że jednak większość uleciała wraz z latami straconymi w zatłoczonej klasie na nauce tych pierdół.
Hmm większości wiadomość nie pamiętam jak autor i komentujący, ale nie jest prawdą że 100% mi się nie przydało.
- fizyka jednak jest przydatna i miło wiedzieć dlaczego wyrzuca mnie na zakręcie, dlaczego zapowietrza mi się kaloryfer i dlaczego dobrze stosować dźwignie,
- matematyka chyba najbardziej przydatne jest kolejność wykonywania działań, proporcje, równania z niewiadomą, twierdzenie Pitagorasa ułatwia mi wyznaczyć katy proste na działce,
- Polski niestety leży w moim przypadku, ale nadrabiam i powracam do niektórych klasyków dla przyjemności,
-Geografia znam większość powiatów (najlepszy moment jak poznaję kogoś nowego z pcina dolnego i mogę mu powiedzieć, że wiem gdzie to jest) i stolic na świecie pomaga zrozumieć co dzieje się na świecie
- Angielski radzę sobie, w szkole podstawy a reszta przy okazji czytania książek i oglądania Netflixa
- inne języki powoli odświeżam
- WOS traktowany po macoszemu w szkołach niezbędny, aby nie wpaść w paranoję oglądając wiadomości
- historia nadrabiam na YT dla własnej przyjemności, też miło się dyskutuje
To tak na szybko, po co mi tak trochę płytka ale rozległa wiedza? Żebym mogła się odezwać w towarzystwie i nie wyjść na debila rozmawiając o czymś innym niż pracy i ogólnie nie być ignorantem i idiotą.
Co do szkoły to zgadzam się chaos i duża dawka nieprzydatnego często nieaktualnego materiału, ale sorry wszyscy mamy internet masę programów i platform e-learning można nadrobić stracony czas.
Trochę zależy to też od tego, co robimy zawodowo. Mi to, co napisałeś o matematyce nie przydaje się prawie w ogóle (ale wszystko to pamiętam), ale za to polski wprost przeciwnie, tym bardziej, że pracuję z książkami i muszę być gotowa na rozmowy o literaturze. Szczerze mówiąc w szkole skupiałam się jedynie na tym, co mnie interesowało albo było dobrze prowadzone i pamiętam to na przyzwoitym poziomie. Wiele rzeczy też po prostu siedzi w mojej pamięci, nie wychyla się niepotrzebnie, a potem nagle czytam artykuł popularnonaukowy i okazuje się, że bez tej podstawowej wiedzy bym niczego nie zrozumiała. Poza tym bez tych podstaw potem się pojawiają takie kwiatki jak biologiczna bzdura roku.
Pewnie, część z tego to były pierdoły, zgadzam się, że to chaos totalny i ktoś by musiał to ogarnąć (ale niech to będzie ktoś kompetentny!). Jednak, czy się przyda ta wiedza, czy nie, to kwestia mocno subiektywna.
Przeciw obecnemu systemowi nauczania powinniśmy wszyscy głośno protestować. Nasi rządzący dają nam jedynie kolejne "reformy" ugruntowujące to, co jest w oświacie złego, także jej nieżyciowość. Nikt z nich nawet nie próbuje wzorować się na światowych, dobrych systemach. Wciąż uczymy czegoś, co nikomu do niczego nie jest potrzebne. Wciąż oceniamy, chociaż szkoła bez ocen mogłaby odnosić sukcesy. Wciąż dzieci muszą czytać albo przestarzałe, albo pozbawione jakiejkolwiek wartości lektury. Wciąż wszystko sprowadza się do utrzymywania w szkołach bezmyślnego pruskiego drylu. Żadna uczelnia wyższa nie przygotowuje studentów do bycia nowoczesnym nauczycielem. Bo na to wszystko są potrzebne pieniądze. Wiem, nauczyciele też powinni się zmienić, ale to kolejny bardzo złożony problem.
Ciekawi mnie jakie zawody wykonują wszyscy zgadzający się z autorem. Serio? Nic nie wykorzystujecie z tego co było w szkole? Nic? Po przedszkolu moglibyście iść do pracy? Bo mnie się wydaje że szkola ma pokazać różne nauki, pokazać możliwości, pokazać "wytłumaczenie" świata otaczającego, człowiek ma się przetestować co mu dobrze idzie, co lubi, a co mu zupełnie nie idzie. Dzięki temu mamy inżynierów, pisarzy, lekarzy, odkrywców, tłumaczy, i... (Lista nie ma końca). Już pominę fakt, że nauka rozwija mózg i uczenie się ciągle nowych rzeczy procentuje na starość, bo spowalnia procesy starzenia się mózgu.
CHYBA ŻE, chodzi wam o nadmierne przywiązywanie uwagi do ocen. Z czym się zgodzę, bo nie ważne czy prymus czy dwójkowicz, po uzyskaniu świadectwa/dyplomu kończą na tym samym rynku pracy, a tam nikt na oceny nie patrzy (pomijając mały procent zawodów).
Dokładnie. Nawet kasjerka stosuje matematykę i bez podstaw nic by nie zrobiła.
Nie zawsze stosujemy wzrosty skróconego mnożenia, funkcje liniowe czy potęgi. Natomiast wiele zawodów wymaga znacznie szerszej wiedzy np. równania Lagrange'a i bez tej podstawowej wiedzy musieliby się uczyć wszystkiego od nowa.
Jednocześnie masz rację i nie masz racji.
Większość ludzi nie wykorzysta wiedzy zdobytej w szkole. Ale są jednostki które później zostaną inżynierami, naukowcami, lekarzami te osoby będą ta wiedzę wykorzystywać w swojej pracy. By tacy ludzie jak my mogło cieszyć się samochodami, komputerami, mieć pięknie meble, oraz wspaniale domy lub mieszkania. Każdy przedmiot, lek, został stworzony dzięki tej wiedzy. Niestety nie karzy będzie z tego korzystał. Jednak to daje możliwość odnalezienia takich osób. Chociaż Szkoda że w naszym cudnym kraju nawet wybitne jednostki pochodzące z ubogich rodzin nie będą wstanie się rozwijać w tym kierunku. I moim zdaniem ty tkwi problem w rozpoznawaniu takich ludzi i pomocy w rozwijaniu ich wiedzy i możliwości by mógł siw objawić kolejny Nikołaj Tesla czy Izaak Newton
Dlatego uwielbiam oglądać "matura to bzdura" i uświadamiać sobie, że wcale nie powinno mi być głupio, że jechałam na trójkach, bo widzę że większość tego mi nie potrzebne... Np. jak wyglądał Dmowski, a pamiętam że na sprawdzianach trzeba było przyporządkować nazwiska do portretów
Szkoła jest po to, by przystosować Cię do późniejszego życia. Wczesne wstawanie do szkoły, siedzenie bezsensu parę godzin w jednym miejscu, wykonywanie poleceń bez dyskusji, przeznaczanie czasu wolnego na "pracę domową", dokształcanie się, socjalizowanie się z ludźmi, a raczej próba Twoich skilli socjalnych, doświadczenie niesprawiedliwości i podłości, nauka odpowiedzialności za swoje czyny, rozwijanie pasji. Część wiedzy też się w jakiś tam sposób przydaje.
Dopóki nie zmieni się podejście ludzi do pracy, szkoła też się nie zmieni.
System nauczania ma za zadanie dać każdemu równe szanse na wejście w dorosłe życie. Dlatego każdego obowiązuje pewien program nauczania, który na poziomie szkoły średniej w zależności od profilu "precyzuje się" na konkretnych dziedzinach. Typu w technikum w klasie o profilu mechatronika jest rozszerzona matma, fizyka i jakieś przedmioty zawodowe, których np w klasie "humanistycznej" w ogólniku nie będzie. Ma to umożliwić i ułatwić takiemu absolwentowi przejście np na studia inżynierskie. Gdzie bez wyszstkich tych ("pierdół") podstaw student by sobie nie poradził. Sporo rzeczy dopiero na poziomie studiów zaczyna składać się w sensowną całość.
I jasne, prawnej grupie uczniów równie dobrze można by zapewnić 8 klas szkoły podstawowej i skierowanie do jakiejś szkoły zawodowej, albo w ogóle po szkole podstawowej zakończyć edukacje. W końcu po co gościowi przy taczce wzory skróconego mnożenia ¯\_( ͡° ͜ʖ ͡°)_/¯.
Moja babcia np tak miała, czasy były ciężkie i po podstawówce poszła do "pola". Dlatego zależało jej, żeby jej dzieci i (zależy nadal) wnuki uzyskały dobre wykształcenie bo sama nie miała takiej możliwości.
Nie wiem co robisz w życiu, ale ja wyniosłem dużo ze szkoły. Szkoła uczy podstaw wszystkiego, bo nie wie w jakim kierunku będziesz dalej podążać. Tak naprawdę od liceum/technikum zaczyna się nauka ukierunkowana. Później poszerzasz tą wiedzę na studiach. I na przykład fizyka jest przydatna w każdym kierunku mechanicznym. Każda zaprojektowana konstrukcja to czysta fizyka. Co więcej, bez matematyki też nie zbudujesz żadnej konstrukcji. Większość programowania opiera się na logice matematycznej. 90% przemysłu paliwowego, nawozów, leków, a nawet spożywczego to chemia. Nawet mechanik samochodowy powinien znać podstawowe zasady fizyki żeby wiedzieć jak działają elektroniczne części samochodu, czy chociażby zasadę przepływu paliwa, działania silnika czterosuwowego, hamulce działają dzięki prawu Pascala. Elektryk bez wiedzy fizycznej nic by nie zrobił. Bez wiedzy wyciągniętej z biologii, a później poszerzonej na studiach nie byłoby lekarzy czy weterynarzy. I może ta wiedza wydaje się bezużyteczna, ale to dlatego, że to podstawa, którą można poszerzyć dalej idąc na ukierunkowane studia i bez niej byłoby po prostu ciężko. To oczywiste, że nie wykorzystasz całej wiedzy, którą otrzymałeś w toku nauki, ale w szkole nie mogą powiedzieć w pierwszej klasie podstawówki: okej, to Ty zostaniesz programistą, uczymy Cię tylko matematyki i informatyki. Bo nawet w liceum często ludzie nie mają pojęcia co ze sobą zrobić, a co dopiero w podstawówce. Uważam, że problemem nie jest ogrom nauki i nieprzydatna wiedza, a raczej brak pomocy w wyborze drogi życiowej. Już na poziomie gimnazjum, czy teraz na poziomie ostatnich klas podstawówki powinno się poświęcić dziecku czas pokazując mu możliwe ścieżki rozwoju, a w liceum czy technikum powinno się przyłożyć do tego dużo większą uwagę. Bo często ludzie kończą liceum i wybierają jakiekolwiek studia bo nie mają pojęcia co chcieliby robić w życiu, kończą te studia i dalej narzekają, że nic ich studia nie nauczyły.
Mnie szkoła zmarnowała czas. Uważam, że system edukacji trzeba wypalić do gołej ziemi bo jest krzywdzący i nieludzki.
Studiów nie skończyłem.
Zarabiam około 10k miesięcznie i robię to co zawsze chciałem. Szkoła i studia to tylko opóźniły.
Bo polska szkoła nie uczy życia. W polskiej szkole każdy belfer uważa, że jego przedmiot jest najważniejszy i musisz tłuc te wszystkie eugleny, pantofelki albo gdzie w Ukrainie wydobywa się węgiel kamienny.
PS. Mi jako matematykowi z wykształcenia akurat wzory skróconego mnożenia się przydają ;)
W stu procentach się z tobą zgadzam.