Mam fioła na punkcie strachu przed śmiercią. Nie chcę umierać. Wiem, że wszyscy umrą, ale ją nie chcę. Nie chcę, żeby świat istniał beze mnie. Nie chcę nie wiedzieć, jak będzie. Nie wiem, czy jest niebo i piekło, nie chodzi o wymiar typowo religijny. Po prostu nie jestem w stanie sobie wyobrazić, że mnie nie ma. Nie chcę umierać, bo nie zdążyłam być szczęśliwa. Za dużo ludzi wtrącało się w moje życie. Jest jak jest. Ale przeraża mnie świadomość, że nie jestem w stanie już nic zmienić. Tkwię w przeszłości. Chcę do domu – tak wyję po nocach. Przez czyny kogoś, zostałam zmuszona do podjęcia konkretnych decyzji. Nie było innego wyjścia. Więc żyję, żyję innym niż chciałam życiem. Nie chcę umierać. A przeszłość, ta dobra, nie wróci. Nie potrafię przebaczyć, zaakceptować tego, co ktoś zrobił, że ktoś narozrabiał, a teraz ja swoim życiem płacę za nie swoje winy. Miało być inaczej. A jest, jak jest. Nie chcę umierać, bo nie zdążyłam być szczęśliwa.
Czas na pomoc.
Dodaj anonimowe wyznanie
Psycholog to dobry pomysl.
Niewykluczone, ze swiatlo, ktore podobno widzi sie umierajac, to wylot kanalu rodnego.
Mnie osobiscie ta wizja/mozliwosc raczej przeraza ale moze Tobie by pomogla?
raczej wątpliwa teoria bo dziecko w kanale rodnym ma raczej zamkniete oczy, poza tym cała głowa jest ściśnięta przez mięśnie rodzącej, więc nie ma opcji żeby cokolwiek widzieć
A jak ktoś jest z ułożenia pośladkowego? Albo przez cesarskie cięcie? To co "widzi"? Poza tym dziecko w ok. 4-6 tygodniu zaczyna fiksować wzrok, więc słabe to wyjaśnienie. Ale kombinujcie dalej, ateusze.
Czas na zmianę sposobu życia. Pora zacząć żyć tak ,aby niczego nie żałować. Zawsze można wiele zmienić na lepsze. Nikt nie chce umierać.
Hmm. Psycholog. Można zmienić swoje życie ale ze wsparciem. Mam wrażenie że tkwisz w przeszłości
Każdy z nas kiedyś nie istniał. Śmierć to po prostu powrót do tego stanu. Bardziej straszne jest co, co się ze śmiercią wiąże - okropne choroby, ból, cierpienie, bycie zdanym na innych.
Podobają mi się dwa pierwsze zdania, bardzo ciekawe podejście do tematu śmierci będącej "powrotem" do czegoś a nie "końcem" czegoś.
Dokładnie. Zanim każdy z nas się urodził, to go nie było. Smierć to to samo co przed życiem. Tylko właśnie strach wzbudza to w jaki sposób umrzemy. Czy długo w bólu i strachu czy szybko i bezboleśnie, nawet nie wiedząc że umieramy.
Nie było nas fizycznie, ale skąd wiesz że to to samo? Jezus mówił coś zgoła innego. Chcesz Go poprawiać?
"Nie chcę umierać, bo nie zdążyłam być szczęśliwa."
Jeszcze zdążysz być szczęśliwa.
A każdy koniec, każda zmiana, pierwotnie wyglądająca na katastrofę, może stanowić Początek Nowego i Lepszego.
Cierpliwości :)
"Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa. Bo cóż za korzyść ma człowiek, jeśli cały świat zyska, a siebie zatraci lub szkodę poniesie?"
Z każdej sytuacji da się wyjść. Czas na psychologa i psychiatre w połączeniu z terapia. Mnie też to czeka więc wszystkim życzę powodzenia, mam nadzieję że nam się uda!
Bez urazy, ale istnieje mało sytuacji w których jesteś faktycznie zmuszona do czegoś, więc dopóki się nie dowiem o co chodzi, to nie do końca w to wierzę.
Groźba bezdomności, więc musiałaś wyjechać do rodziny? What!? Nie chcesz mieszkać z rodziną to idź do pracy i się wyprowadz. Jeśli ciążą na tobie długi byłego to idź do sądu - to nie ty weszłaś w hazard. Coś kombinujesz
Nie chcesz umierać, bo to by oznaczało, że plany jakie sobie zrobiłaś już nigdy nie zostaną zrealizowane. Może jednak jest jakieś wyjście z tej sytuacji? Możliwość zmiany lub spełnienia planów w późniejszym czasie?