#V56t5
Do rzeczy: Choruję od pewnego czasu na endometriozę. Jestem tak wyczerpana objawami, że zdarza mi się nawet zasnąć w ciągu dnia, nawet wówczas, kiedy mam po opieką moje dzieci (mam ich troje – najstarsze 10, najmłodsze 4 lata).
Mąż pracuje w gastronomii, co wiąże się z tym, że pracuje niemal na okrągło, a głównie w te dni, w których inni ludzie mają wolne. Od kilku miesięcy proszę męża, żeby poszukał pracy, w której będzie w domu w weekendy i popołudniami, bo boję się, że kiedyś coś się stanie dzieciom, kiedy „odlecę”. Stworzyliśmy sobie dodatkowe źródło dochodu, aby stało się to bardziej realne. Ale mąż nie chce w ogóle o tym słyszeć. Liczy się dla niego to, żeby jak najszybciej spłacić kredyt hipoteczny, który zaciągnęliśmy na budowę domu.
W najbliższym czasie mam mieć zabieg, w trakcie którego usuną guza o wielkości piłki do tenisa z mojego podbrzusza. Mąż, po dość dobitniej rozmowie, zaklepał sobie wolne na czas mojej rekonwalescencji (w sumie 3 tygodnie). Ale za to prawie cały okres poprzedzający ten czas będzie w pracy. Zrobiłam wprawdzie najpotrzebniejsze zakupy, ale przez to, że dzieci nam się pochorowały, jestem uwiązana z nimi w domu. Nie mam nawet jak pojechać po zakupy spożywcze, a co dopiero bardziej specjalistyczne.
Jestem zestresowana i zawiedziona jego postawą. Ale on odwraca kota ogonem, wmawiając mi, że jestem przewrażliwiona. I że on nie może zawieść kolegów w pracy, bo będą za niego pracować przez trzy tygodnie.
Jestem przekonana, że nie ma racji, ale też zastanawiam się, czy faktycznie mam prawo wymagać od niego tego, żeby wziął dodatkowy dzień opieki nad chorymi dziećmi.
Jest to też nie pierwsza tego typu afera. U mnie w domu zawsze mogłam liczyć na wsparcie bliskich. Ale mąż zaczął nawet domagać się od mojej mamy, aby brała urlop, aby opiekować się naszymi dziećmi w trakcie choroby (był taki czas, że dużo chorowały i groziło mi przez ciągłe opieki zwolnienie z pracy). Dlatego dziadkowie są skłonni zostać z wnukami, ale na kilka godzin, a nie na pełny etat.
Tłumaczę mu, że prawo pracy chroni rodziców, że ciągle to ja biorę zwolnienia na dzieci, że potrzebuję pomocy. Ale on swoje. Nie, bo nie!
Ot i tyle zostaje z przysięgi małżeńskiej, że nie opuści w zdrowiu i chorobie.
Skoro jest mężem, to składał przysięgę dbać o wspólne dobro, w tym momencie Twoim jest poprawa stanu zdrowia, w którym powinien Cię wspierać. Z kolegami na nic takiego się nie pisał- chyba ;) Poza tym, umówmy się, w pracy nie ma ludzi niezastąpionych.
Wydaje mi się że on ucieka do pracy od problemów. A jeśli faktycznie któremuś z dzieci coś się stanie to obydwoje zostaniecie pociągnięci do odpowiedzialności karnej. Uświadom mu, że to nie zabawa, chyba że chce trafić do więzienia w razie czego. Macie poważną sytuację - jeśli facet nie zmieni postawy, powinnaś moim zdaniem się wyprowadzić do rodziny i go zostawić. W tej chwili ważne jest Twoje zdrowie ale jeszcze ważniejsze bezpieczeństwo dzieci. 4 latek może serio przypadkiem zrobić sobie krzywdę - której (nie wiem jak Twój mąż) sobie raczej łatwo nie wybaczysz. A to z kolei wpłynie na Twoje zdrowie w ogóle.
A ja myślę, że jest przerażony kredytem i chciałby go jak najszybciej spłacić, bo wiemy, co się dzieje, a przecież ma troje dzieci i chorą żonę.
Boi się, że jeśli ograniczy zaangażowanie zawodowe, to zwolnią go i nie będzie w stanie spłacić kredytu, dom zabiorą a rodzina znajdzie się na bruku.
Mam mieszane odczucia tutaj. Mąż nie pracuje tak o tylko chce spłacić kredyt. Wszyscy wiedzą jak wygląda teraz sytuacja kredytowa i że w zależności od waszej umowy może być coraz trudniej ze spłatą. W dodatku, gastronomia, to chyba jednak najlepsze zarobki i napiwki są w wakacje, bo najwięcej turystów, największe obłożenie knajp itd. Więc troche rozumiem że woli narobić nadgodzin teraz, by odebrać to po twojej operacji. I rozumiem też to, że nie chce z dnia na dzień brać wolnego, bo chyba wszyscy bezdzietni pracujący z "dzieciatymi" więdzą, jak wkurzające jest "nie masz dzieci, to pracujesz za xyz bo jest z dzieckiem na L4" (nie mam najmniejszych pretensji o branie L4 na chore dzieci, ale czasami jest to po prostu wkurzające). Wydaje mi się że musicie usiąść wszyscy, ty, mąż, twoi rodzice i pogadać, co można zrobić w tej sytuacji by zapewnić dzieciom bezpieczeństwo a tobie trochę komfortu w tym trudnym czasie. Trzymaj się :)
Hej, tu autorka. Chciałam wyjaśnić, bo pewnie to nie wybrzmiało, że ja również pracuje. Mój mąż nie utrzymuje domu sam. Moja praca jest jednak traktowana mniej poważnie, mimo, że pieniądze nie są dużo mniejsze, za to odpowiedzialność zdecydowanie większa. Nie mogę brać nadgodzin, bo muszę wracać do dzieci (bo mąż jest w pracy), ale za to całą pracę muszę wykonać w domu, bo i tak ją muszę zrobić (jestem księgowa, więc muszę się wyrabiać na czas z terminami, a szefostwo nie uznaje godzin zdalnych).
Poza tym wyremontowaliśmy stary dom po mojej babci, który wynajmujemy - więc mamy dodatkowe źródło dochodu).
Jedyne czego mi teraz potrzeba, to odrobina spokoju i wsparcia w rekonwalescencji (bo od czasu napisania wyznania minęło już trochę czasu i jestem po zabiegu).
A doszło do tego, że w dniu wypisu musiałam dzwonić do moich rodziców, żeby mnie odebrali ze szpitala. Mój mąż był jedynym pracownikiem, który mógł przyjść do pracy w tym dniu, bo połowa ekipy była na wczasach, a w tej, która została jeden uszkodził sobie rękę i poszedł na L4. Później faktycznie miał wolne i zajmował się dziećmi.
Jednak, tak jak wspomniałam nie jest to pierwsza taka sytuacja. Kazdrazowo problem pojawia się, gdy dzieci lub ja jesteśmy chorzy. Już nie mówiąc o tym, że żadne weekendy, czy wakacje nie są do zaplanowania, bo zawsze coś wypadnie w pracy i nasze plany są wiecznie przesuwane. W ubiegłym roku ma dzień przed wczasami kolega dostał wysypki alergicznej i musiał iść do szpitala. Musiałam na wakacje jechać sama z dziećmi, bo też mój mąż musiał go zastąpić. Kilka lat temu miałam podobny zabieg i również w dniu wypisu musiałam sama zajmować się dziećmi, bo mąż przywiózł mnie ze szpitala i poszedł do pracy. Moja mama pomogła mi gotując mi obiad. Ale sami mieli wtedy swoje plany, których nie zmienili, bo mój mąż miał być w domu. I tak zostałam sama z pociętym brzuchem i trója dzieci pod opieką (w tym żywym dwulatkiem).
Ok, to zmienia postać rzeczy. W takim razie tu jest inny problem, który często widuje o znajomych z korpo. Twój mąż myśli że jest w pracy niezastąpiony i "on musi". Prawda jest taka że to nie on musi, tylko jego menager/pracodawca musi. Twój mąż ma święte prawo do urlopu i do L4 na dziecko itd a to problem pracodawcy zrobić coś z tym że nagle nie ma nikogo na zmianie bo tak poprzydzielał urlopy. Ze złych wieści, to po znajomych widzę, że dopóki sami nie zrozumieją że są wykorzystywani to żadne tłumaczenie nic nie daje. A w Twojej sytuacji potrzeba natychmiastowych zmian. Tutaj już chyba nie etap rozmów, że ma sie zmienić, tylko ultimatum...
Twój mąż wiedział wcześniej, że będziesz mieć zabieg i dla niego było ok, że tyle innych osób idzie wtedy na urlop, że w razie czego on do pracy przyjdzie jeśli coś się stanie tej jednej pracującej osobie? Ale to brzmi na uzgodnione po prostu. Przecież to jest oczywiste, że jak ta jedna pracująca osoba pójdzie na chorobowe to ktoś go musi zastąpić. Czemu akurat Twojego męża wezwano do pracy. Dlaczego kolejny raz mąż tak się w pracy organizuje, że zostawia Cię samą po operacji? Dla mnie to by był ogromny sygnał ostrzegawczy. Bo kiedy można liczyć na partnera jak nie w takiej sytuacji?
Co to ma wspólnego z ghostingiem? Już prędzej mąż jest pracoholikiem,albo zwala na ciebie zajmowanie się dziećmi, bo tego nie lubi.
Gastronomia jest ciulowo oplacana. Moze gdyby zrobil jakies kursy budowlane? Wieksza kasa i czesciej w domu?
Zależy. Mój bliski przyjaciel w tym siedzi i zarabia naprawdę sporo, a że jest w tym dobry, to pnie się w górę. Tylko, że on pracuje w restauracji, gdzie jedzenie kosztuje naprawdę sporo.
Rany, już wszędzie ten angielski wciśnięty. Aż musiałem sobie doczytać co to jest. I nie, nie wygląda to wcale na ghosting, bo on nie zniknął z Twojego życia. Po prostu zapierdziela może za dwóch, i nie chce stracić pracy, i chciałby jak najszybciej uwolnić się z kredytowych kajdan.
ghostingu to ja tu nie widze, predzej gaslighing
uziemiaj sie, zapisuj konkrety (twoj stan, konkretne argumenty), zapisuj, co on i kiedy powiedzial, moze byc z datami
no i rozwaz, czy chcesz byc nadal z typem, ktory cie tak traktuje
Gaslighting? Nie bardzo. Owszem, średnio ma facet priorytety poukładane, ale nie robi z niej wariatki tylko konsekwentnie wybiera pracę
" Ale on odwraca kota ogonem, wmawiając mi, że jestem przewrażliwiona. "
Dalej konsekwentnie mówi jedno i to samo. Nie wmawia, że twierdził inaczej, nie wmawia, że ona twierdziła inaczej. Po prostu ma posrane priorytety. Albo wyznanie niepelne i ona takie ma
Tak, masz prawo
Ja tu widzę kilka problemów. Fakt, problemem jest to że Twój facet powinien być bardziej asertywny i w takich sytuacjach być w stanie wziąć jakiś urlop na żądanie.
Ale druga sprawa jest taka że stawiasz się w roli absolutnej sierotki. Skoro on nie chce zostawić współpracowników to nie możecie na jeden dzień ogarnąć jakieś niani albo zapłacić komuś znajomemu żeby zająć się dziećmi? Mnóstwo kobiet teraz choruje na endo, ja też. I zauważyłam że wiele zależy w tej chorobie od naszego podejścia, stylu życia i da się jego jakość o wiele poprawić poprzez dbanie o siebie z wielu stron i edukację w tym zakresie. Mam wrażenie że chorujesz na bezradność i zamaist wziąć sprawy w swoje ręce to doprowadziłas do stanu zdrowia który już nie jest alarmujący ale krytyczny skoro nie da się nawet pdosyaowowych obowiązków ogarnąć. Jak ten chłop ma się czuć też? On też ma swoje obowiązki, żebyście mieli pieniądze. Dziwna sytuacja, brak komunikacji, brak rozwiązywania problemów, a po sposobie w jaki to piszesz wyczuwam rolę ofiary. Jeśli wiesz że jesteś w złym stanie zdrowia to nie wiś na mężu żeby zmienił pracę tylko szukajcie alternatyw.
Sęk w tym, że tak naprawdę jestem matką samotnie wychowująca dzieci. Niby mąż jest, a jakby go nie było.
Wynajęcie niani nie wchodzi w grę, bo mój mąż wychodzi z założenia, że zawsze można dzieci oddać do babci. Bo nie trzeba za to płacić. Z tym, że jedyną babcią zamjujacą się wnukami jest moja mama. A ona też ma prawo do odpoczynku, czy zwyczajnie - własnego życia.
Ostatnio w jednej z rozmów usłyszałam od męża, że on nie rozumie o co mi chodzi, przecież rodzice MI pomagają. A sęk w tym, że pomagają JEMU, bo ja swoje obowiązki wypełniam z nawiązką (tak, jak pisałam, nie jestem utrzymanką męża i to z mojej inicjatywy powstało dodatkowe źródło dochodu).
Ale masz rację, jestem sierotką, bo pomimo wielu, wielu rozmów, tłumaczeń, a nawet ultimatum, że odejdę, to sytuacja poprawia się na chwilę, a ja nie umiem znaleźć w sobie siły, żeby to przerwać. Ale jestem po prostu na skraju wyczerpania fizycznego (bo psychicznie już od dawna jestem wrakiem człowieka).
Piszesz też o tym, że powinnam o siebie zadbać. Właśnie próbuję. Z tym, że do tego trzeba wytrwałości, a po prostu marzę o tym, żebym mogła się położyć i żeby nikt nic ode mnie nie chciał, chociaż przez kilka dni.