#V1hmn
Podczas studiów pracowałam. Najpierw na kasie w sklepie, później znalazłam pracę bardziej wymagającą intelektualnie, trochę związaną z moimi studiami. Po czasie widzę, że to była dobra praca, chociaż wtedy ciągle na coś narzekałam. Jednak zajmowała mi dużo czasu, 3/4 etatu. Przy pisaniu pracy inżynierskiej chciałam miesiąc wolnego. To było za dużo i nie dostałam, więc się zwolniłam. Studia były dla mnie ważniejsze. Wtedy dostałam też propozycję pracy w IT, z której nie skorzystałam.
Dwa miesiące później, po obronie, poszłam na staż w ciekawej firmie. I tu się zaczęło moje fatum: w pracy miałam co robić przez godzinę na osiem, a wymagano mojej obecności najczęściej jak się dało. To jest fajne przez tydzień, może dwa, ale nie codziennie. Na umowę o pracę nie miałam co liczyć, jeśli któryś z inżynierów nie odchodził.
Po obronie pracy magisterskiej znalazłam pracę na normalną umowę, ale w innym mieście. Przeprowadziłam się. Po tygodniu dowiedziałam się, że dwóch inżynierów z firmy, w której odbywałam staż, odchodzi i mogłabym dostać umowę. Za późno. A w nowej pracy też nie miałam co robić. Szef mnie unikał i mówił, że sama mam sobie znaleźć zajęcie. Nie miałam jeszcze takiego doświadczenia, w dodatku moje stanowisko wcześniej w tej firmie nie istniało. Po 9 miesiącach ktoś się zorientował, że ono jednak nie jest potrzebne i dostałam wypowiedzenie.
Dostałam propozycję wyjazdu na trzymiesięczny staż do Niemiec. Niestety, termin pokrywał się z datą mojego ślubu. Nie skorzystałam.
Znalazłam inną pracę. Całkiem OK, chociaż nie bardzo pasowało mi, że na zmiany. Ale chciałam tam pracować, chociaż kilka lat, zdobyć doświadczenie. Pracowałam sześć miesięcy. Zaszłam w ciążę. Umowa została mi przedłużona do porodu, później rok macierzyńskiego z ZUS. I drugie dziecko, skoro ja i tak w domu.
Czuję, że się cofam w rozwoju. Nie umiem nic ze studiów i z pracy. Boję się podejmować najprostsze wyzwania umysłowe. Nawet z liczeniem mam problem, gdzie wcześniej żadnego. Na studiach byłam jedną z najlepszych. A teraz? Zagrzebana w pieluchach kwoka. Nawet laptopa przestałam używać, bo przypominał mi o moich porażkach. Boję się podejmować jakikolwiek wysiłek w celu nauczenia się czegokolwiek, bo nie wierzę, że ktoś mnie zatrudni na satysfakcjonującym mnie stanowisku i jeszcze sobie poradzę.
Zrób coś dla siebie. Zacznij czytać książki, te dla rozrywki i rozwijające, jeśli lubisz. Spróbuj sobie przypominać wiedzę ze studiów - z notatek, podręczników, Internetu. Nie pozwól sobie na pogrążenie się w marazmie. Uważam, że powinnaś poprosić otoczenie, aby odciążyło Cię w opiece nad dzieckiem. Piszesz o sobie "zagrzebana w pieluchach kwoka". Jak będziesz myśleć o sobie źle, inni też to wyczują. Tak trochę żartem: Takie prawo natury i etap życia dziecka, w którym nie kontroluje ono potrzeb fizjologicznych. Akurat Twoje aktualnie jest małe, ale nie rozumiem ludzi, którym macierzyństwo kojarzy się wyłącznie z oklepanym frazesem "zakopania się w pieluchach", tak jakby dziecko miało pozostać w nich na zawsze. A ile ono będzie w tych pieluchach? Całe życie?
Kojarzę Cię z innego wyznania. To nie jest złośliwe pytanie. Myślałaś o wizycie u psychologa? To żaden wstyd.
@Dusigrosz psycholog nie jest lekarzem. A są psychiatrzy co wolą żeby pacjentka przyszła z małymi dziećmi na wizytę niż w ogóle nie przyszła.
Podłączę się do PeggyBrown. @Dusigrosz, strach przed wizytą u psychologa jest typowy, boimy się usiąść w ciszy i słyszeć swój głos mówiący co nam ciąży na sercu. Ale spokojnie, idąc na pierwszą wizytę nie podpisujesz cyrografu, ani nawet zobowiązania że przyjdziesz drugi raz. Co więcej, nie musisz od początku mówić wszystkiego z czym masz problem. Psychologowi musisz móc zaufać, musisz się dobrze przy nim/niej czuć. Możesz zacząć od jednego problemu i zobaczyć czy jego/jej reakcja budzi twoje zaufanie, czy to co mówi ma sens - niekoniecznie musisz się zgadzać ze wszystkim co powie, czasami może być w tobie opór przed zaakceptowaniem czegoś albo po prostu z jakąś opinią możesz się nie zgodzić, ale o tym też mów, zobacz jak psycholog zareaguje. Czy reakcja wzbudza w tobie zaufanie. Ale naprawdę warto spróbować.
A odnośnie tego fragmentu "Jak tylko coś mam zrobić, to płaczę od razu z podejściem "ja nie umiem". Masz dwoje dzieci. Gdyby ono tak zareagowało na to, że nie umie narysować szlaczku czy ulepić babki z piasku, co byś zrobiła? Powiedziała "no nie umiesz, zostaw i nie dotykaj" czy "spokojnie, chodź, pokaże ci jak to zrobić"? Podejrzewam, że to drugie :). Więc na spokojnie, daj sobie najpierw chwilę dla siebie by odpocząć od pieluch (chociaż godzine dziennie) a potem zacznij tą godzine wykorzystywać na naukę czy bardziej wymagającą myslenia rozgrywkę. Bądź dla siebie wyrozumiała, ale z umiarem, by nie przeszło to w wymówkę. Może pograjcie z mężem i znajomymi w jakieś planszówki wymagające logicznego myślenia? Nie wiem w jakim wieku dzieci, ale jak zupełnie małe to możesz im przecież czytać im na głos jakieś książki techniczne ale ciekawym głosem by było wspólne spędzanie czasu. Trzymaj się :)
Może to małe pocieszenie, ale możesz wrócić do pracy albo iść do innej, masz zdrowie, dwoje zdrowych dzieci i poukładane życie. Lubię sobie narzekać, ale czasem wymyślam gorsze scenariusze, które mogły się wydarzyć i wiem, że nie mam tak źle. Chcę mieć dzieci, ale wiem o tym, że każdemu może przytrafić się poronienie albo chore dziecko. Miałam i nadal mam traumę po przeczytaniu "Poczwarki" Terakowskiej. Jeśli będę w ciąży, pójdę do lekarza, a on powie, że wszystko ok, będę przeszczęśliwa, a jak dziecko urodzi się zdrowe, to już w ogóle, dla mnie jak wygranie losu na loterii. Wielu znajomym się nie udało, a mój daleki wujek miał zespół Downa. Takie tragedie mogą spotkać każdego.
Dusigrosz, sprawdź fora dla matek w Twojej okolicy. Dużo jest kobiet w podobnej sytuacji. Sprawdź czy na mspanc.pl jest ktoś z Twojej okolicy.
Bardzo Ci polecam książkę "nawyk samodyscypliny" dr. Neil Fiore. Książka jest o tym, że to co nas podtrzymuje przed działaniem to lęk przed porażką. Tak na prawdę wszystkie te ograniczenia są w twojej głowie bo łączysz swoją wartość z sukcesem zawodowym. Z wiedzą że studiów będzie jak z prowadzeniem samochodu. Kiedy wrocisz do pracy, odkryjesz że wiele z tych rzeczy pamiętasz. Stowarzyszenie dużych rodzin robi czasem szkolenie zatytułowane "powrót matki na rynek pracy". Znam babki, którym się udało wrócić do pracy po urodzeniu 5-6 dzieci! Na YT jest jeszcze kanał selfmastery, na który możesz zajrzeć! Nie daj się!
(Ps mam 3 dzieci i wiem jaki powrót jest trudny!)
Miałaś wcześniej pecha z pracą, co nie znaczy, że tak będzie zawsze. Wyciągnij wnioski z przeszłości. Dzieci urosną. Czy wtedy nie będziesz żałować, że czas, gdy były małe, poświęciłaś na użalanie się nad sobą?
Wszystko mija, najlepiej żyć tu i teraz, dokonując wyborów najlepszych, jakie jesteśmy w stanie podjąć w danej chwili. W przeszłości też podejmowałaś decyzje, które wydawały Ci się najlepsze. Nie miałaś wtedy tej wiedzy co teraz, to nie zadręczaj się, że nie zawsze wybierałaś dobrze.
A co robi mąż? Wspiera Cię? Może zapisz się na jakiś kurs, żebyś wychodziła do ludzi chociaż godzinę w tygodniu? I przy okazji się czegoś nauczysz. Języki są zawsze potrzebne w pracy i kursów dużo. Może coś innego jest w Twoim mieście? Coś, co Cię interesuje?
Wcale nie miała pecha. Po prostu dokonywała złych wyborów. To widać bardzo wyraźnie. Mogła chociażby wziąć ten staż w Niemczech i wziąć ślub i wrócić na staż. W ogóle nie rozumiem rezygnacji z tego stażu z powodu ślubu. Jak się ma staż też można wziąć wolne. Po prostu podróż poślubną by się przesunęło. Śluby w Polsce bierze się w weekend.
Miała propozycję pracy w IT ale jej nie przyjęła.
Miała dobrą pracę ale zrezygnowała z niej żeby pisać pracę inżynierską. Prace na tym poziomie wcale tyle czasu nie zajmują. Wystarczy się odpowiednio zorganizować. Można było ją napisać chociażby w wakacje, obronić się we wrześniu. Naprawdę to kwestia wyborów.
Widać, że ludzie w autorce widzieli potencjał, ale ona wybierała prace, w których nie musiała się wysilać - sama pisze, że było pracy na godzinę dziennie. Można było z takiej pracy przecież samemu zrezygnować i pójść tam gdzie się można rozwinąć i się czegoś nauczyć a nie siedzieć tam, gdzie ktoś mówi :a znajdź sobie coś do roboty. Tak się człowiek nic nie nauczy.
I nie piszę tego żeby autorkę zdołować. Tylko trzeba po prostu realnie spojrzeć na sprawy i wyciągnąć wnioski z przeszłości. A teraz usiąść popracować nad swoim stanem psychicznym, poćwiczyć umysł i poszukać fajnej pracy dla siebie, bo jeszcze dużo przed nią.
I zobacz jak to jest napisane: "Dostałam propozycję wyjazdu na trzymiesięczny staż do Niemiec. Niestety, termin pokrywał się z datą mojego ślubu. Nie skorzystałam." to brzmi jakby ślub trwał 3 miesiące czyli tyle co staż.
No to wybrała, że woli mieć imprezę niż zainwestować w swoje życie.
Nie wpadłaś też na to, by zmienić nazwisko później
@Dusigrosz - można było w ogóle nie zmieniać nazwiska a ślub wziąć. Miałaś jasny dowód na to, że zmiana nazwiska dla kobiety to tylko problem. Albo po prostu ślub przyśpieszyć. Pójść do urzędu, wziąć ślub, zmienić dokumenty, pojechać na staż. Wesele zrobić po stażu jeśli Wam zależało. Albo przesunąć ślub,. Naprawdę opcji było bardzo dużo.
Decyzja zapadła i ślub został postawiony na pierwszym miejscu i ma to swój koszt. Tak w życiu jest. Decyzje mają swoje konsekwencje. Nie jesteśmy w stanie mieć w życiu wszystkiego naraz. Musimy wybierać bardzo często.
@Dusigrosz musisz przeanalizować swoje decyzje, znaleźć błędy i dojść dlaczego je popełniłaś.
@Dusigrosz: jeśli chodziło tylko o to żeby mieć to samo nazwisko to przyszły mąż mógł przyjąć Twoje, mogliście wziąć ślub w sobotę, nie byłoby problemu z dokumentami. Tworzysz zupełnie niepotrzebne problemy.
Mam wrażenie, że dużo więcej energii i czasu poświęcasz w tej chwili na wymyślaniu "co mogłoby nie wyjść" w związku z tym stażem niż realnie poświęciłaś na to żeby ten staż w Niemczech mógł się odbyć. Mam wrażenie, że po prostu przyjęłaś "o wtedy jest termin ślubu, to nie, nie da się".
A dlaczego siedziałaś w robocie, gdzie ewidentnie nie byłaś potrzebna, nie było pracy do wykonania i szef Ci kazał szukać czegoś do zrobienia? Z której Cię zresztą z tego powodu zwolniono. Przecież to było do przewidzenia, że się tak to skończy. Nikt Cię tam siłą nie trzymał. A pensję dostawałaś, mogłaś się douczać czegoś i szukać nowej pracy w międzyczasie. To była decyzja, którą podjęłaś, że tego nie zrobiłaś tylko czekałaś aż Cię zwolnią.
Ogólnie zauważyłam, że sprawiasz wrażenie osoby wiecznie niezadowolonej. Praca na studiach, która była dobrą pracą: narzekałaś, chciałaś drugie dziecko a teraz narzekasz, że zawodowo jesteś nigdzie. To jest konsekwencja Twojej decyzji o drugim dziecku.
Jak będziesz szukać wymówek wszędzie to się nic w Twoim życiu nie zmieni. Usprawiedliwiaj wszystko. Wmawiaj sobie, że z tych okazji, które Ci proponowano nic by nie wyszło.
@coztegoze2
"Decyzje mają swoje konsekwencje. Nie jesteśmy w stanie mieć w życiu wszystkiego naraz. Musimy wybierać bardzo często."
Dokładnie to samo dotyczy tematu "dzieci vs praca zawodowa".
Nie można zjeść ciastka i mieć ciastka.
Jeśli @Dusigrosz zdecydowała się na 2-4 dzieci, musi mieć świadomość wpływu tej decyzji na jej psychikę i życie zawodowe.
@Dusigrosz
"Nie wiem, czy potrzebnie się tłumaczę. Teraz zrobiłabym wszystko inaczej, ale wtedy naprawdę wydawało mi się, że robię dobrze."
Myślę, że nie tłumaczysz się, a wyjaśniasz nam pewne detale - a to są dwie różne sprawy.
"Nie wiem tylko, co zmienić, żeby dalej nie było tak samo."
W komentarzach masz sporo dobrych rad i uwag - przeanalizuj sobie to wszystko i spróbuj nakreślić plan działania na najbliższe miesiące. Oczywistym jest, że jeszcze jakiś czas będziesz w pewnym sensie "uwiązana" przy dzieciach. To jednak nie znaczy, że masz się totalnie wycofać z życia "pozadziecięcego". Wręcz przeciwnie - im trudniej jest Ci znosić domowe obowiązki, tym bardziej szukaj odskoczni, bo w którymś momencie dojdziesz do fatalnych wniosków. Zresztą chyba już doszłaś, bo piszesz o sobie: "Zagrzebana w pieluchach kwoka."
Jeszcze jedno:
"Boję się podejmować jakikolwiek wysiłek w celu nauczenia się czegokolwiek, bo nie wierzę, że ktoś mnie zatrudni na satysfakcjonującym mnie stanowisku i jeszcze sobie poradzę."
Widzisz to?
BOJĘ SIĘ...... NIE WIERZĘ....
Tak się nie myśli o sobie, z tej prostej przyczyny, że nasz mózg nie rozróżnia projekcji od faktów. Jeśli będziesz sobie mówić "boję się; nie wierzę, że dam radę; jestem zagrzebaną w pieluchach kwoką" - Twój real będzie się kształtował dokładnie według tych (skądinąd TWOICH WŁASNYCH ) wytycznych.
Zmień swoje wytyczne - zmienisz zarówno swoje postrzeganie świata, jak i real, który Cię otacza. Jeśli nie dasz rady sama, poszukaj dobrego psychologa - wytłumaczy Ci to wszystko na pewno lepiej niż ja.
coztegoze2 - jak mnie wkurza takie wszechwiedzące moralizatorstwo: "mogłaś zrobić tak i tak", jakby życie było czarno-białe.
Może i mogła, ale nie zrobiła, bo w momencie podejmowania decyzji najwyraźniej dominowały inne myśli/uczucia (jakkolwiek to nazwać).
Człowiek to nie robot i jasnowidz, by za każdym razem wiedzieć, jaka decyzja będzie najlepsza w skutkach.
@zimoidzjuzstad ale jak człowiek podejmuje złe decyzje to niech bierze za to odpowiedzialność a nie zrzuca na "fatum". Bo ze rzucania na "fatum" to nie ma żadnej nauki i podejmowania lepszych decyzji w przyszłości. A jak widać naszą autorkę jej decyzje nie przywiodły do szczęścia zawodowego więc najwyższy czas się czegoś nauczyć. Albo można podjąć decyzję, że się nie chce przemyśleć, analizować bo to zbyt przykre, trudne, niełatwe. Ale to jest decyzja i będzie miała swoje konsekwencje.
Poza tym im większa wiara w "fatum" tym większy brak wiary w swoją moc sprawczą i brak wiary we wpływ na swoje życie. To jest bardzo negatywne zjawisko.
Przy małych dzieciach zdarzają się problemy z koncentracją, zwłaszcza, jeśli karmisz piersią. Hormony i zapewne przebodźcowanie i zapewne minie ;)
Masz dwa wyjścia - albo narzekać (wbrew pozorom niektórzy wolą to niż coś zrobić), albo coś z tym zrobić. W każdym miejscu pracy może być inna jej specyfika, inny zakres obowiązków, inne zwyczaje i warunki, wyposażenie, no wszystko. Nowa praca to zawsze coś nowego, i zawsze ten sam stres. Znajdź pracę na której Ci zależy, będziesz pracowała z większym zaangażowaniem i dasz sobie radę po prostu.
To, że mózg ci słabiej funkcjonuje to normalne, bo tak wpływa ciąża na organizm kobiety. Za jakiś czas będzie lepiej
Ja cię rozumiem, chociaż mam inaczej. Studia humanistyczne. Potem seria wypadków zdrowotnych. Okazało się, że mam dwubiegun. Przez moje zdrowie nie udało mi się skończyć niczego, nauczyć niczego, ciągle spadalam z rowerka.
Myślę jednak, że jak pójdziesz do kolejnej pracy to sobie odswiezysz wiedzę i tobie się powiedzie.
Są dobre metody leczenia teraz. Najważniejsze, że masz diagnozę. Zobaczysz, że teraz będzie Ci dużo łatwiej.
I jak tam, zaczęłaś jakiś trening mentalny ku lepszemu jutru?
@Dusigrosz akurat do psychologa jest łatwo. Bierze się skierowanie od lekarza rodzinnego i szuka miejsca na...za sto lat.
Pomysł z odstawieniem może ma sens?
Dobrze, że mąż cię nie zignorował. Że zaczyna rozumieć .
A kurs może być przecież online?
U mnie bez zmian. Co trochę podniosę glowę, to jak pójdę spać to mi się nastrój resetuje do ujemnego (mojej stałej). Rozważam szpital psychiatryczny
"I drugie dziecko, skoro ja i tak w domu." WTF? Jak ty na to wszystko chcesz czas znalezc. Sama sobie slona zupe dosolilas xD
Kobieto! Masz męża i dzieci! Żadne wykształcenie ani praca nie dałyby ci satysfakcji czy szczęścia, gdybyś tak jak ja, musiała codziennie wracać do wynajętego pokoju (bo na nic więcej cię nie stać) i nie miała z kim nawet porozmawiać, bo cała rodzina i znajomi odwrócili się od dziwadła, które nie ma męża i dzieci!
Kochanie, może autorka nie jest ze wsi i jednak potrzebuje czegoś więcej w życiu :*
@Dusigrosz, ale sama pisałaś, że z mężem uznaliście, że po pierwszym dziecku skoro jesteś w domu i nie pracujesz to jest czas na drugie dziecko. Więc narzekasz na samą siebie, że nie umiesz podejmować dobrych decyzji dla siebie.
@Dusigrosz
"mój rozwój zawodowy leży i kwiczy."
Masz przed sobą całe życie.
Jeśli tylko przestaniesz wątpić w swoje możliwości, po odchowaniu malutkich dzieci wrócisz do pracy / do zawodu / do tego, co Cię satysfakcjonuje.
Tylko od Ciebie zależy, jak potraktujesz to wszystko, co Cię spotyka Tu i Teraz.
Czy nazwiesz to złem koniecznym (no niby tak....chcieliśmy dzieci, ale nie kosztem mojego rozwoju zawodowego, buuu....) czy nazwiesz to swoim niezaprzeczalnym szczęściem (cudowne szkraby, jasne że dają w kość, ale są świetne i dobrze się z nimi bawię).
Im bardziej będziesz się pogrążać w negatywnych myślach, tym trudniej Ci będzie kiedykolwiek zmienić je na pozytywne. A tym samym zmienić swoje życie na w pełni takie, jakim chciałabyś żyć i w jakim chciałabyś się spełniać.
@Dusigrosz
"Wezmę książkę ze studiów (tak, kupiłam kilka) i od razu mam łzy w oczach, że ja tego nie umiem. Albo miałam zrobić ostatnio listę rzeczy, też od razu płacz."
Myślę, że potrzebujesz pomocy specjalistycznej. Tak jak Ci już tu pisano, po ciąży / podczas karmienia piersią, organizm kobiety jest tak jakby "rozregulowany i przesterowany". Warto zasięgnąć porady - nie wiem - endokrynologa? psychologa bądź psychiatry? Czasem kilka porcji medykamentów lub ziół potrafi wyrównać zachwianą równowagę. Karmisz piersią - więc raczej psychoterapia, medytacja, joga. Kontakt ze światem zewnętrznym. Niezamykanie się w czterech ścianach ze swoimi lękami.
Na pewno poradzisz sobie z tym wszystkim - ale nie bój się poprosić o pomoc.
Nie duś w sobie tego, co się z Tobą dzieje.
"Nie umiem powstrzymać tych łez, serio płaczę i uciekam do łazienki, żeby mąż nie widział."
A dlaczego? Czemu ma nie widzieć Twoich problemów? Kolejny Robocop w spódnicy? Nie rób tego sobie i swojej rodzinie.
@Disugrosz Ty nie jesteś jedynym rodzicem. Dzieci mają wręcz prawo do kontaktów z ojcem (dosłownie prawo w sensie prawa stanowionego). To nie jest żaden wielki wyczyn jak ojciec z nimi spędzi godzinę dziennie. To są jego dzieci i jego obowiązek żeby się nimi zajmować. Jeśli się nimi ojciec nie zajmuje to normalne, że są przyzwyczajone żeby lecieć ze wszystkim do Ciebie. Muszą się przyzwyczaić, że ojciec też jest zaangażowany.
@dusigrosz ja też jak probuję się czegoś uczyć to zaczynam płakać
@Dusigrosz sama do końca nie wiem, ale. Mam ChAD. Fazę depresyjną. 27 lat. Niczego nie osoagnęłam i jestem w pełni zależna. Z każdego rowerka spadalam, bo zdrowie. Ja już po prostu nie wierzę, że mogę się czegoś nauczyć, że zdążę, że namęczę się i będzie z tego przy dobrych wiatrach i po paru latach może około średniej krajowej. Za co i tak niczego nie kupię. To wszystko jest beznadziejne.
Ostatnio znowu powstalam i probuję się uczyć. Jutro jadę na studia. Tym razem nie śpię tej nocy.
@Dusigrosz
"Ale dzieci lgną do mamy, wchodzą do mnie i na mnie, krzyczą. Musiałabym ja wychodzić z domu, żeby mieć czas."
Masz w sumie dwa wyjścia.
Jedno - pogodzić się z zaistniałą sytuacją i po prostu odchować dzieci do pewnej ich samodzielności / przedszkola, odkładając własny rozwój (i spokój wnętrza) na "trochę później".
Drugie - zacząć działać już teraz. Szukać zajęć poza domem (praca? nauka? ) po to, żeby nie poddawać się negatywnym emocjom, jakie pojawiają się u Ciebie w związku z pewnego rodzaju izolacją od realnego świata zewnętrznego. Tyle, że wtedy mąż nie na godzinkę, ale z konkretnym planem i rozpiską tygodnia/miesiąca.
"Czemu mąż ma nie widzieć mojego stanu psychicznego? Bo nie wiem co zmienić."
1. Psycholog, koniecznie.
2. Codziennie - określony czas wolny, w sensie Twojej nieobecności w domu. Godzina, dwie - jak uzgodnicie z mężem. Na początku możesz nawet przechadzać się po ulicach czy po parku - po prostu wyjdź z domu.
3. Próby ogarniania małymi krokami tych tematów, które sprawiają Ci największą trudność (i których się boisz, jak np nauka obsługi laptopa czy wizyta u psychologa).
"Nie ma tak, że np co drugi dzień od 16 do 17 mamie się nie przeszkadza."
Musisz wyjść. To będzie również mobilizacja dla Ciebie - ubrać się, "jakoś wyglądać", wyjść (gdzie dziś pójdę i co zrobię?).
To wszystko kiedyś minie i będziesz się wręcz uśmiechać do wspomnień. Jednak teraz, żeby nie zrobić kuku sobie ani swojej rodzinie, zacznij od specjalistycznej porady, bo na samodzielne ogarnięcie tematu raczej nie znajdziesz mocy ani sposobu. Powodzenia :)